O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
POLetsy handmade in Poland
Blog > Komentarze do wpisu
Powyżej pewnego wieku

 

 

Mieszkam na osiedlu o wysokiej średniej wieku.
Od zawsze bacznie obserwuję ludzi, w autobusach, siedzących na ławkach, stojących w kolejce. Jakie robią miny, jak się ubierają, jaką mają intonację głosu...

Od dawna się zastanawiam, jaką osobą sama będę na starość. Nie chodzi mi o wygląd, bo na to ma duży wpływ na przykład zdrowie. Chodzi mi o stan umysłu. 
Z upływem czasu zastanawiam się częściej :)

Na moim osiedlu jest pełno starszych pań.

Od dawna mam tzw. zagwozdkę, dlaczego starsze kobiety tak często ubierają się w rzeczy szarobure, jakby ziemistobrązowe czy szarobeżowe. (nie mam nic do tych kolorów :) tylko że nie każdy w nich dobrze wygląda...) 

Jeśli zaopatrują się w second handach (a są na na osiedlu dwa, cieszą się powodzeniem, też tam nieraz bywam i można upolować świetne ciuchy) to przecież dostępnych kolorów jest cała paleta (w przeciwieństwie do sieciówek, gdzie nieraz trudno o wybór).
A może ubierają się w małych osiedlowych sklepach pasmanteryjno-bieliźniarskich, gdzie można dostać bezkształtne worki w ziemistych kolorach?
Tak, wiem, że kwestia finansowa... Ale kolor od tego nie zależy.

A może istnieje przekonanie gdzieś zakorzenione w zbiorowej świadomości, że powyżej pewnego wieku nie należy: malować na kolorowo paznokci, nosić ubrań o innym kształcie niż worek, a na pewno w kolorach odróżniających człowieka od tła. Dlaczego? Żeby nie podkreślać swojego wieku? Żeby nie wyglądać jaskrawo? Nie zwracać na siebie uwagi? Żeby nie wyglądać...?

Najlepiej, żeby wcale nie wyglądać. Zniknąć. 

Czy kiedy mając lat kilkadziesiąt, pomaluję paznokcie i założę ciuchy w jakimś konkretnym kolorze, to będę wyglądać starzej, niż w burym worku? A może powyżej pewnego wieku w ogóle już nie wypada wyglądać, być widoczną i najlepiej przemykać się w tle?

  

"Leszczyna się stroi w fioletową morę,
a lipa w atłas zielony najgładszy...
Ja się już nie przebiorę,
na mnie nikt nie popatrzy.

Bywają dziwacy,
którzy z pokrzyw i mleczów składają bukiety,
lecz gdzież są tacy,
którzy by całowali włosy starej kobiety?

Jestem sama,
Babcia mi na imię –
czuję się jako czarna plama
na tęczowym świata kilimie..." [M. Pawlikowska-Jasnorzewska "Starość"]

środa, 14 czerwca 2017, justyna.ada

Polecane wpisy

  • Praca w sobotę

    ...to nie jest najfajniejszy pomysł :/ Ale za to można pojechać sobie spokojnie przez puste ulice rowerem :-) i po drodze mieć takie widoczki - na wielką wodę,

  • Pełno

    Mam pełno zajęć. Cały dzień, dzień w dzień. To nie oznacza, że nic nie dziergam, chociaż faktycznie mniej. Może w sobotę przy pogodzie uda się pstryknąć jakieś

  • 10 lat

    Ha. I did it. Postanowiłam pożegnać się z dotychczasowym miejscem pracy. Dziesięć lat to sporo. Czas na zmiany. Nie wiem jeszcze, czy coś dobrego przyniosą, ale

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/06/15 10:39:32
Moja ciocia, niezyjaca juz, a szkoda :) ubierala sie w bardzo kolorowe szmatki. Nie oznacza to, ze jak papuga (z szacunkiem dla papug), wszystkie czesci garderoby byly do siebie dobrane zarowno kolorem, jak i fasonem. Zawsze (odkreslenie) wychodzila "ubrana", nigdy w nie chodzila w leginsach, dresach, czy obfitych swetrach, byla po prostu elegancka. I tak sie ubierala do szacownego wieku 90 lat, kiedy to umarla.
Byla co prawda artystka, malarka, ale przeciez do kolorowego ubrania nie musi sie nia byc? Ja tez lubie kolory, wesole, jasne - moze cos odziedziczylam po niej? Popieram wesole ubrania - ma sie w nich wesoly nastroj :)
-
Gość: Gosia, *.zdnet.com.pl
2017/06/15 12:41:18
Witaj.

Ty obserwujesz ludzi na osiedlu, ja u siebie w gabinecie. Pamiętam kiedyś przyszła babuleńka, jak spojrzałam w dane włos mi się zjeżył na głowie, była 10 lat młodsza niż ja, to chyba dużo zależy od genów, środowiska w którym żyjesz, od tego jak patrzysz na życie, ile masz w sobie optymizmu, radości jak się w życiu spełniasz, jakie masz marzenia, ja mam 55 lat pracuję na trzy etaty, ciągle jestem w biegu, więc biegam w dżinsach, trampkach i kolorowych podkoszulkach, nie ganiam bezkrytycznie za modą, ale zawsze coś na czasie mam w szafie, nie staram się odmładzać na siłę, dużo się uczę ( kursy, szkolenia, konferencje), w sierpniu zostanę babcią, ale nie mam zamiaru niańczyk wnuczki, mogę zapłacić ewentuaalnie opiekunce, najważniejsze jest żeby w życiu nie rezygnować z siebie, z pracy zawodowej dla dzieci dla męża dla rodziny, wszystko można pogodzić, a jak człowiek jest spełniony to inaczej spogląda na świat, trzeba być w życiu trochę egoistką. Często jestem okrutnie zmęczona, zasypiam na stojąco, ale dzień wolnego trochę przyjemności, fryzjer kosmetyczka masaż i znów wracam na pełne obroty. Pozdrawiam Gosia
-
2017/06/15 22:25:34
Powyżej pewnego wieku przysługuje wszystko. Już wiemy w czym nam ładnie i można szaleć w tych granicach. A jak ktoś znika i jest znikiem to trudno.
-
2017/06/22 15:46:56
ma szaro...starsze panie....,to zapewne tez....poziom wyksztalcenia...poza tym wszstkim,co juz wymienilas....ja tez chetnie obserwuje ludzi....od dziecka,w dziecinstwie mialam anwet odgniecione lokcie....wygladaniem przez okno....ale,
ja jestem juz w wieku emerytalnym,....,ale wciaz uchodze za osobe miedzy 40-5o..,tak i nie chwale sie,tak jest.Ubieram sie na sportowo,elegancko i modnie,a jakze.Zawsze sie tak ubieralam....i mam mala wnusie,ale nie babciuje.....bywam babcia.I to jest to.....ogolnie szarosci,ogolnie strosci i tego,ze strosc bywa niewidzialna....poprzez szarosc.
Pozdrawiam.
-
Gość: oslun, *.dynamic-ww-06.vectranet.pl
2017/07/12 18:41:53
Moje Drogie, temat - rzeka i ile osób, tyle zdań.
1. Z pozycji babci i emerytki. Wychowywanie potomstwa własnych dzieci jest niezwykle odmładzające i odświeżające spojrzenie na świat, pod warunkiem, że nie "pilnujemy dzieci" jak zwykło się mawiać. Pilnować to ja sobie mogę krowy na pastwisku, choć wolałabym alpaczki ;-) Z młodym Człowiekiem poznaje się świat!
2. Z pozycji emerytki pracującej. Póki się da - albo zdrowie odmówi współpracy, albo przepisy zamkną nas w domach. Praca (zwłaszcza w nowym zawodzie) wymaga przygotowań, odkrywania nieznanych obszarów i mogę na zajęciach np. robić pisanki albo szydełkować i jeszcze mi za to płacą. Nie są to kwoty powalające, ale na włóczkę i elektrykę styknie... no i jeszcze koty chorują, lodówka mruga porozumiewawczo, że pełnoletność tuż...
3. Z pozycji starszej pani w sklepie odzieżowym. Byłam kiedyś młoda, słowo daję i już wtedy miałam problemy z gotową garderobą - różnice w wymiarach to nawet 3 rozmiary (sprawdzałam zrozpaczona w tabelach do konstrukcji odzieży). Szczęśliwie miałam i mam Mamusię - mistrza krawieckiego i technika odzieżowego w jednym. Nasłuchałam się sporo na temat paskudnej mojej urody... Szyć potrafię, ale porządnej przymiarki sama sobie nie zrobię, niestety. A Mamusia dziewięćdziesiątki dobija i wykorzystywana może być sporadycznie. Niby w sklepach cuda-wianki, ale rzadko większe rozmiary (noszę już 44), wreszcie wróciły spodnie sięgające do pasa, za to dżinsy często superslim, bluzki czy sukienki z zaszewkami gdzie fantazja projektanta zawiodła... Nie dziwię się, że panie o figurze jabłuszka (to jeszcze nie ja: duża, ale klepsydra z dziecinnymi ramionkami i za krótka do talii) kupują to, w czym wyglądają najmniej rozpaczliwie - worek.
4. Nawiązując do mądrych słów Gackowej: "Już wiemy w czym nam ładnie". I cóż ma poradzić nieszczęsna istota, której było, jest i będzie najlepiej w kolorach "ścierki do podłogi" jak był uprzejmy określić szlachetne beże, szarości i oliwki pewien znany mi malarz? W różu czy czerwieni wyglądam na ciężko chorą, błękity ujdą, ale muszą być przytłumione. Pozostają kolorowe torebki.
Pozdrawiam, Ewa