|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
CUDZE I CIEKAWE
LEKTURY
MOJE
RĘKODZIEŁO
Z BRANżY
|
wtorek, 17 listopada 2009
Na szpilkach
Ustaleń oczywiście jeszcze nie znamy... więc siedzę na szpilkach, chociaż poukładałam sobie te szpilki pod siedzeniem w miarę płasko, żeby o nich nie myśleć, bo jest tyle pożarów do ugaszenia, że nie wiem za co się najpierw brać, wszystko jest na wczoraj. A w domu dla odreagowania, zamiast szpilek biorę druty, zaczynając coraz to nowe robótki (fotki wkrótce) a nie kończąc starych... :-) A tak wygląd Młoda w Salsie z dwóch motków (jak dotąd) - najpierw z "kwiatkiem na głowie" a potem bez:
piątek, 13 listopada 2009
Żeby mieć spokojny weekend...
Jako, że ja i moja Działka nie możemy się doczekać epokowych ustaleń Wszystkich Świętych co do Zmian - usłyszałam dziś, że "żebyśmy miały spokojny, bezstresowy weekend, to ustalenia poznamy dopiero w przyszłym tygodniu". :-P
środa, 11 listopada 2009
Czekoladowo cd.
(wrrrr, wżarło całą wypasioną notkę przed chwilą, co to za durny serwis, ten na b....) Plecy Czekolady wyglądają tak: (oryginał jest ciemniejszy, ta to jakaś mleczna...)
Z Finy robi się bardzo przyjemnie, zachowuje się prawie jak bawełna, jest miękka i mimo, że to wełna, to nie gryzie; ponadto jest sprężysta, i dopóki się jej nie pomoczy, zachowuje elastyczność. A jak się pomoczy... natychmiast robi się lejąca i "zdechła" - i od razu pomyślałam o ażurowym szalu. No i trochę się wyciągnęła w długości, więc służbowy sweterek będzie eteryczny, mglisty, i ciut dłuższy niż w zamierzeniu: miało być do bioder, będzie do półdupka :-) Przynajmniej nie będzie wiało po nerach... Dziś dzień wolny bardzo dobrze mi zrobił na psychikę, poleniłam się, a później podłubałam nad Mielczewskim-wiecznie-żywym-bo-koncert-już-niezadługo, i nic nie myślałam o pracy; a w pracy ostatnio perspektywa nadchodzących rozmaitych przetasowań stresuje mnie do niemożliwości, bo jeśli będzie tak, jak się obawiam, że będzie, to będzie kompletne zamieszanie, a w zamieszaniu w ciemnym zaułku bardzo łatwo jest oberwać.
wtorek, 10 listopada 2009
Salsa
Dostałam od Violi dwa motki Salsy... Strasznie zabawnie sie z niej robi... bo ta włóczka to właściwie gotowa taśma z dzianiny, a oczka stanowią wyciągnięte zahaczone fragmenty tej taśmy, reszta jej natomiast zwisa sobie po bokach tworząc takie śmiszne falbanki. Młoda, jak zobaczyła, co mi wychodzi, wrzasnęła: Jakie śliczne, ja to chcę, to będzie dlaaaaa mnieeee!!! Tylko niestety jakieś włóczkożerne toto... z jednego motka 50g wyszło mi tyle:
Chyba nie mam wyjścia, tylko dokupić więcej, albo potraktować to jako takie mini-boa :-) A swoją drogą, sądzę, że fajnie wychodziłyby z tego wykończenia brzegów - na gotowym juz brzegu można by bez nabierania oczek 'powyciągać" tę taśmę - i byłaby falbanka... Opcja do przetestowania, Młoda będzie wniebowzięta...
poniedziałek, 09 listopada 2009
Jesienne Szarotkowo
Zbyt dużej frekwencji nie było, raptem 12 osób w godzinie szczytu :-) Ale nie ilość się liczy, lecz atmosfera! (a ta zawsze dopisuje) Można było pomacać rozmaite nabytki Eli... (tu włóczki YarnArt i Himalaya, odrobinę się zmartwiłam bo wygląda na to że YarnArt trochę jednak gryzie, a już się nastawiałam na jakieś szale czy sweterki angorowe i mam zagwozdkę)
(z tego powyżej powstają fajne paseczki w robocie, na przykład można wyprodukować z tego komin na głowę :-) A tu ostatnie śliwkowe placki w sezonie... (mlask)
i dzierganie synchroniczne na czas... :-)
tutaj produkcja rękawiczki ściśle według licznika do rzędów :-))))))
I szydełkowe drobiazgi też były...
tutaj trwa dzielna walka z dzianiem wzoru żakardowego na dwie ręce, dokładnie nauka trzymania nitki roboczej prawą ręką :)
A następne spotkanie wypada... 6 grudnia :-)))))) Buuuuuu, akurat tego dnia mam koncert, i nie wiem czy przyjdę :( A w głowie bez przerwy brzęczy mi szykowane na ten koncert Vesperae Dominicales, o tu na przykład jest płyta ze znakomitym wykonaniem zespołu Opery Kameralnej (jeśli ktoś lubi te klimaty)... http://www.promusicacamerata.pl/pl/product_info.php?products_id=45
sobota, 07 listopada 2009
Znalezione w szafie
Przegrzebując szafy z włóczkami (a jest tego sporo, mój mąż ma świętą cierpliwość...) natknęłam się na UFO, czyli obiekt niedokończony. Ufo ma być kamizelką rozpinaną (a jeśli wystarczy włóczki na rękawy, to sweterkiem. Robiłam toto podwójna nitką z cienkiej wełny (chyba?) szarej w ciapki, niewiadomej proweniencji, dołem idzie taki oto ażurowy szlaczek...
Dekolt będzie w serek - i jak już skończę całość, czyli dorobię drugą połowę przodu, to zadecyduję, czy przy dekolcie będzie szydełkowe wykończenie z pojedynczej nitki, i czy Ufo będzie miało rękawy. O. A jutro wybieram sie do Szarotkowa. Na pewno więc pojawi się więcej fotek... ale na bloxie znów kończy mi sie miejsce. :-(
czwartek, 05 listopada 2009
Miło mi...
...dostawać wyróżnienia (tym razem od <a href="http://renewelt.blogspot.com">Renewelt</a>) bo to człowieka motywuje, żeby nie przysypiał, tylko coś tworzył! :-)
środa, 04 listopada 2009
Czekoladowo
Trochę ostatnio mnie pochłonęły - oprócz muzyki - służbowe rozmyślania, bo wreszcie po raz pierwszy od ładnych kilku lat, jak pracuję tu gdzie pracuję, zapytano mnie o pomysł na funkcjonowanie mojej działki, na okoliczność tego, że znów mają nastąpić Pewne Przetasowania. Może się okaże, że skoro parę lat tu dłubię, to jednak jakiś pomysł na to mam...? A w międzyczasie dłubię z FinyDK w kolorze czekoladowym (mlask!) ów wymyślony biurowy swetereczek, na razie wygląda to tak (kolor na drugim zdjęciu zbyt jasny z powodu flesza):
i robi się bardzo sympatycznie, Fina jest sprężysta, milutka w dotyku, i wygląda na to, że gryźć raczej nie powinna choć to sama wełna. Sprawdzę w noszeniu...
A w niedzielę przypada sabat czarownic w Szarotkowie, oczywiście sie wybieram, ma być całkiem ciekawy program :-))) Dziunia pokaże skarpetkowanie, ja, jeśli będzie ktoś chętny, pokażę dzianie żakardów na obie ręce naraz (two-handed fair isle), i jeszcze dodatkowo jeśli jakiś dociekliwy umysł zechce zgłębić różnicę między herezją a ortodoksją, to też będzie można - Inkwizycja nie grozi! :-)
poniedziałek, 02 listopada 2009
Faroese
Udało mi się w sobotę uchwycić iloczyn: względnej jasności na dworze i potencjalnego wolnego fotografa (Junior - tandardowo nabijający sie z moich produkcji), więc oto fotka Smerfa z wkładką mięsną. Tak, wiem, że mam głupią minę, nie bardzo mi wychodzi uśmiechanie się do obiektywu. Fotka na balkonie, bo tam najszybciej dało się dotrzeć, bez tracenia czasu na makijaże, koafiury i inne imaże :-)
Wylinka dobrze trzyma się na ramionach, a dzięki zawartości wełny całkiem przyzwoicie grzeje, i jest leciutka. Domyślam się, że osoby spostrzegawcze dopatrzą się pewnych niekonsekwencji w powstawaniu wzoru (powstawał w trakcie), ale ponieważ to moja pierwsza chusta akurat tego typu, więc odpuszczam sobie, a przy następnej rozpiszę sobie grzecznie wzorek.
sobota, 31 października 2009
De...co?
Junior ma w gimnazjum, prócz normalnych lekcji, jeszcze tzw. przedmioty dodatkowe. Z różnych powodów wylądował na zajęciach plastycznych (pełna nazwa: zajęcia plastyczne z elementami wzornictwa). No więc rysują, malują... Wczoraj oznajmia: "Muszę kupić takie pudełeczko na te zajęcia. - Jakie pudełeczko? - No takie drewniane... będziemy mieli zajęcia z deco... decu... deku... no jak to się nazywa... dekupażu!" Bardzo się starałam nie umrzeć ze śmiechu, wyobraziwszy sobie śliczną szkatułkę odpicowaną przez mojego zbuntowanego metalowca w trupie czaszki i inne sympatyczne emblematy :-))) |