|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
CUDZE I CIEKAWE
LEKTURY
MOJE
RĘKODZIEŁO
Z BRANżY
|
poniedziałek, 08 lutego 2010
Szarotki w lutym
Pozytywnie się wczoraj rozczarowałam ;-) Myślałam, że skoro są ferie, to na Szarotkach prawie nikt się nie pojawi, bo ferie, bo śnieg, bo narty i sanki, etc. (w końcu sama też te ferie zdążyłam częściowo zaliczyć) A okazało się, że zjawiło się w porywach do 17 osób. A wychodzić się stamtąd nie chciało w ogóle, tak miło się trajlowało, i w końcu gdzieś po czterech godzinach mielenia ozorem i klikania drutami poczucie obowiązku przywołało mnie do domu. A można było tym razem obejrzeć rozmaite wzorki...
próbki włóczek...
oraz zgłębiać tajniki dziergactwa zaawansowanego, w pojedynkę...
samowtór...
i w większych podgrupach :-)
Tutaj mroczne obiekty pożądania...
śliczne lejące włóczki (najlepiej robić na drewnianych drutach)...
nie zabrakło też szydełka...
A tu pracowite ręce Eli nad kolejnymi mitenkami - tym razem wyszły z klapką w efekcie końcowym!
Można było też porównać sobie konstrukcje rozmaitych chust...
i jak zwykle coś kupić, sprzedać, wymienić :-)
A to wszystko przy stole zastawionym wszelakim słodkim jadłem i napojem.
O. I jeszcze wiele rzeczy, których na zdjęciach nie uwieczniłam, też miało miejsce. I przefajnych rozmów też na zdjęciach nie da się uwiecznić. A kto nie był, niechaj żałuje.
niedziela, 07 lutego 2010
Czapa zimowa
Zrobiłam ją w górach, ale nie założyłam ani razu, choć miała być na narty - po pierwsze dlatego, że wykończyłam ją dopiero ostatniego dnia :-), a po drugie dlatego, że było mi zimno i jeździłam w grubej czapce zakrywającej szczelnie uszy i szyję. Ale ta miała w założeniu pasować mi do stroju narciarskiego (i pasuje). Trochę jest za duża na Ziutę, która ma dość mały łepek, ale darowanemu manekinowi nie sprawdza się wielkości głowy...
A teraz biorę się za fotki z Szarotkowa...
sobota, 06 lutego 2010
Opaliłam sobie... pół twarzy :-) To pół nie zakryte przez gogle. Teraz śmiesznie to wygląda, chyba muszę nie opaloną połówkę jakoś zaszpachlować... A zanim się opaliłam, to wysmagał mnie lodowaty wiatr sypiący śniegiem. Brrr. Coś tam wydziergałam, ale wybaczcie, pstryknę jutro. Aaaaa, no przecież jutro też Szarotkowo... Zwariuję :-)
piątek, 29 stycznia 2010
Jadę sobie
na tydzień z zamiarem zbiorowego uprawiania narciarstwa - mam nadzieję że będzie śnieg. Znaczy, że będzie w górach. Bo w centrum Polski, to widzę, że jest :-) I że nas nie zasypie po drodze w te góry. I zabieram ze sobą tym razem lalkę Magdę :-) i szydełko oraz mnóstwo bawełnianych resztek, gdyż MCT zażyczyła sobie kompletną lalkową garderobę. No i druty, i różne kłębki, m.in. o takie:
z których pewnie będzie dla mnie nowa czapka (te z lewej) i nowa Kalorymetria (z prawej), a w ogóle to w czasie jazdy w tamtą stronę muszę szybko machnąć młodej czapkę "pod kask" bo żadna nie układa się dobrze. No i jeszcze trochę włóczek na skarpetki, a nuż się coś uda... A swetrzysko i szal przyrastają, ale chyba dopiero po powrocie pokażę w całości.
czwartek, 28 stycznia 2010
Spodziewam się...
...że po urlopie rozpocznie się Inny Czas dla mnie w sensie służbowym. Znaczy - napawam się szansą na pewne uregulowanie swojej działalności (nie, żadnego awansu czy podwyżki nie dostałam, żeby było jasne...) Fakty są takie, że po pierwsze mam teraz innego przełożonego (bezpośredniego, bo ludzi którzy coś ode mnie chcą, jest mnóstwo) no i od lutego przychodzi Nowa, i zobaczymy, jak się będzie sprawdzać. Mam nadzieję, że zdejmie z nas wszystkich po trochu obowiązków, tych mniej wymagających. W sumie ma być ciężej... bo mamy mieć ogólnie więcej do roboty. Ale liczę też na pewien podział prac... I może wreszcie będę miała czas na zadania koncepcyjne opisane w Mądrych Planach. Może wreszcie będę mogła coś nowego wymyślić, pogłówkować... a nie tylko biegać z zadyszką ustalając kto-co-kiedy-i-z kim. A na razie mam formalnie juz urlop :-) A kiedy mam dziergać?
wtorek, 26 stycznia 2010
Styczeń i luty
... to miesiące jakiejś koszmarnej sprawozdawczej psychozy. W tym roku jakby bardziej. Dopiero co zakończyliśmy Jedne Okropne Sprawozdania (i ledwo się zgodziło, choć głowy nie daję), teraz dymi mi czacha, bo dziś na gwałt wykańczamy Kolejne Straszne Tabelki (i znowu się nie zgadza i cholera wie gdzie), a już na dniach w lutym, czeka nas Następne Wspaniałe Zestawienie (i jak znam życie, znów się rozjedzie). Branżowe dobrodziejstwo inwentarza. W domu to już mi się nic nie chce. :(
niedziela, 24 stycznia 2010
Work in progress
Swetrzysko i szalik do Karpatki, zusammen do kupy wyglądają tak: (oba nie ukończone, dlatego też i widok ograniczony). Aha, nie widzicie tego kontaktu na ścianie, prawda? Mam mało widokowych ścian przy których mogę ustawić manekina... :(
Szalik ma dwustronny wzór, tak żebym nie musiała się przejmować wiążąc go. A może dorobić do niego jakieś zapięcie, żeby zamotać i zapiąć?
Swetrzysko czyli reinkarnacja Kłębków Z Wora, będzie w tonacjach kremowo - szarych, takie kłębki wybiorę z wora, ale jeszcze zostanie mi na co najmniej drugi sweter. I będzie miało wielki kołnierz-golf, i może tylko jakiś warkocz gdzieś machnę. A w Beskidach dalej potrzebny śnieg...
sobota, 23 stycznia 2010
Statystyk odcinek kolejny
Pointegracyjnych statystyk odcinek kolejny: - postępów robótkowych - odrobina, szalik z Alpacany zbliża się do końca, a swetrzysko niestety nie, a mróz ściska :-( - bolący kark - sztuk 1, prawdopodobnie dzięki kursowaniu między budynkami hotelowymi przy wiadomej temperaturze - godziny snu - kilka, w podziale na dwie doby, - szkolenia - w sporej ilości (oczywiście najbardziej interesująca prezentacja to ta, którą sama zrobiłam...) - karaoke z ogromnym wrzaskiem - sztuk 1, ale beze mnie, bo ja nie lubię tej formy zabawy... - kulig z pochodniami - 1 - imprezy z tańcami - sztuk 2 - tancerze dorastający do moich wygórowanych oczekiwań (ale nie chodzi przecież o technikę tylko o polot) :-P - yyy, no właśnie z tym było trochę ciężko... Straszna jestem, wiem. - marka serwowanego w hotelu piwa - ja bym nazwała "Ojciec Chrzestny". Chrzczone zdecydowanie. - dziwne humory - sztuk 1, najprawdopodobniej na skutek niewystarczającego dotańczenia i przerośniętej ambicji na poziomie przedszkolnym, pt "przecież ja jestem debeściak i gwiazda stworzona do adoracji, i dlaczego nikt tego nie zauważa" :-P - świadomość czekającego na mnie poniedziałkowego pożaru do gaszenia - 1, ale za to bardzo mocna, gwarantująca że humory ze łba na pewno wyparują. I jeszcze tylko cztery dni robocze do urlopu!
środa, 20 stycznia 2010
Na razie trochę wsiąkłam. Swetrzysko się robi, owszem, ale dość wolno, mam plecy i jeden przód; gdybym miała codziennie ze dwie godziny czasu, już bym draństwo nosiła na sobie, a tak niestety musi poczekać. Martwi mnie mała ilość śniegu w górach. Martwi mnie, że mam mało czasu. Weekend nie będzie też zbyt luźny, bo w najbliższym czasie mam służbową bibę z kuligiem i tańcem, więc w sumie się cieszę :-) ale to również oznacza, że trzeba będzie dochodzić długo do siebie... I czym ja się tu będę chwalić...?
piątek, 15 stycznia 2010
Omen?
Jak niektórzy wiedzą, codziennie coś mi się śni, i rano zwykle to pamiętam. I codziennie śnią mi się jakieś głupoty. Czasem zapominam chwilkę po przebudzeniu, czasem pamiętam latami. Niejednokrotnie są to koszmary, przed którymi chciałoby się uciec, czasem milutkie różowiutkie sny :-)))) a zazwyczaj dziwaczne sytuacje z udziałem na przykład towarzystwa z pracy lub jakichś obcych o niewiadomych zamiarach. Do czego zmierzam? Ano do tego, że dziś (oprócz dziwnych sytuacji w pracy) śniła mi się wełna, w dużej ilości, którą mam uprząść. I że mam kołowrotek, ale nie umiem z niego korzystać. I coś tam tymi paluchami kombinuję, ale bez większego sukcesu. I tak to sen o przędzeniu zakończył się konstatacją, że nie umiem (niewielkie odkrycie). A potem robię sobie codzienną wycieczkę po blogach, i czytam to: http://fanaberiawpradze.blogspot.com/2010/01/65a.html
Teraz pozostaje mi wymyślić okazję, w okolicy tego terminu, dla zebrania haraczu z rodziny :) |