O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
środa, 27 lipca 2016
Szaro, beżowo, i kolorowo

Jak tylko coś udziergam, wrzucam na FB. I sama się na siebie zżymam, że to taka łatwizna. Bo nie trzeba nic pisać, człowiek wrzuci fotkę, inni wcisną łapkę albo inny emotikon, i tyle se pogadali.

Z drugiej strony - jakoś nie ciągnie mnie do publikowania przemyśleń na niewłóczkowe tematy. Nie mam potrzeby dzielić się z całym światem, ilekroć sobie o czymś pomyślę. Może dlatego, że spodziewam się albo obojętności (a kogo to obchodzi?) albo też złośliwych czy negatywnych reakcji (wsadzanie kija w mrowisko, albo: uderz w stół a nożyce się odezwą - a nie lubię konfliktów). A ja sobie cenię dobrą atmosferę :)

Nb. zawsze mnie to zachwycało, jak można robić świetną muzykę z ludźmi, z którymi nie da rady prawie zamienić słowa, bo kiepsko ze znajomością języków obcych. Ten język jest uniwersalny, i nie ma problemu z porozumieniem :))))) wystarczy zacząć grać/śpiewać...

**********

Dużo mam roboty, dziergam coś na okrągło (i na płasko też :)), czasem od razu to coś wybiega z mojego domu ekspresowo do nowego właściciela, a czasem nie - i na przykład to jeszcze nie wybiegło:

Taki szyjogrzej mi wyszedł z pokazywanej poprzednio włóczki. Układa się, jest miękki i na pewno szyję trochę ogrzeje (ale bez duszenia, bo luźny jest).

A w szarości zamarzyło mi się coś takiego - z tej samej włóczki robiłam kiedyś spodnie dla malutkiej dziewczynki i teraz mi się wymyśliła sukienka i sweterek. Tylko guzików jeszcze nie dobrałam, trudno taki kolor znaleźć (naprawdę). [edit: guziki już są, tylko przyszyć... a to przecież taka okropna robota...:P]

wtorek, 31 maja 2016

Takie cosik upolowałam na ciuchach - yyyy, uratowałam od wyginięcia! :) [dlatego też embargo włóczkowe nie obowiązywalo]. Zwinęłam przy pomocy kuchennej zwijarki (= pałki do ucierania ciasta) i mam, alpakowo-merynosowo-jedwabne:

louise harding willow tweed

louise harding willow tweed

A co z tego będzie, pokażę następnym razem. W międzyczasie zaś będzie pewnie coś niemowlęcego, bo znów będę ciocią za jakiś czas :))) Fajne takie nieletnie ciuszki robić. Chętnie bym ich więcej natworzyła, tylko kiedy...?

08:46, justyna.ada
Link Komentarze (1) »
Kremowo-beżowo

Takie cosik upolowałam na ciuchach - yyyy, uratowałam od wyginięcia! :) [dlatego też embargo włóczkowe nie obowiązywalo]

louise harding willow tweed

louise harding willow tweed

A co z tego będzie, pokażę następnym razem. W międzyczasie zaś będzie pewnie coś niemowlęcego, bo znów będę ciocią za jakiś czas :))) Fajne takie nieletnie ciuszki robić. Chętnie bym ich więcej natworzyła, tylko kiedy...?

poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Szarotki na głowę

Wspólne dzierganie robi dobrze na głowę. Przez wspólne rozumiem w większej liczbie osób, ale mogą być nawet dwie. Na "Szarotkach" zwykle jest sporo więcej :) Fakt, nie ze wszystkimi zawsze się uda pogadać, ale zawsze trochę się uda. I nie tylko o dzierganiu. I powygłupiać się da, i parę miłych słów usłyszeć/podać dalej.

Te parę godzin zawsze mija nie wiadomo kiedy, a co się człowiek naogląda i naobmacuje, to jego. Czasem się wraca do domu bez kasy, ale za to z nową włóczką :). I nawet najbardziej uprzykrzone wzory nie są takie nudne. Jedyna wada szarotkowania jest taka, że jeśli się człek zagada, to może się przytrafić potem prucie :/

wtorek, 22 marca 2016
Dom, w którym straszy... grzybnia

Nie jest dobrze publicznie chwalić się tym, co mamy cennego w mieszkaniu, co sobie właśnie kupiliśmy, a co może interesować potencjalnego złodzieja. Ale to i tak mnie nie dotyczy, bo nie posiadam w mieszkaniu szczególnie cennych przedmiotów, chyba, że o wartości sentymentalnej. Niemniej jednak nie uzewnętrzniam tego, po co ma sobie otoczenie ze mnie dworować...

Ponadto, jeśli chodzi o mieszkanie, to staram się nie dopuścić, żeby się w nim rozmaite paskudztwa zalęgały. Takie, jak mole, pleśnie (poza serem pleśniowym), i inne naloty. Z kurzem bywa różnie, ale i tu staram się, żeby chałupa nie straszyła.

Ale mimo to, na przestrzeni lat uszło mojej uwadze, że podstępnie i po cichu, w moim domu rozprzestrzenia się grzybnia. Gdzieś pod powierzchnią dywanów, pełznąc rurami, po plecach szaf, kryjąc się za kablem od internetu. Plecha zapuszcza swoje "korzonki" w wiklinowych koszykach, pokrywa szczelnym kożuchem wszystkie półki w szafach, a przy każdym otwarciu drzwi sypie znienacka deszczem zarodników.

Postanowiłam dzielnie stawić czoło grzybni przy pomocy saperki i Excela. Po kilku dniach walki poszufladkowałam ją, powciskałam do przegródek "nazwa", "skład", "waga", "kolor", itp. Część komórek tabeli oznaczyłam komentarzem "do zbycia". U dołu tabeli jest suma.

Jest tego około 60 kilogramów.
No więc ten tego... Gdyby mnie ktoś ukarał dożywotnim aresztem domowym, to może byłaby szansa to zwalczyć. A tak, to nie wiem.

piątek, 18 marca 2016
Precz z białością :)

Żeby odpędzić bielmo, zakrywające oczy :) rzucam się na kolory. Nie wymaga to specjalnego wysiłku, bo kolor zawsze lubiłam (wbrew tendencjom modowym obecnym na ulicach i w sklepach, gdzie piękne jest to, co szare, czarne, i takie same jak u wszystkich...)

Świeżo wykończona małoletnia sukieneczka żakardowa...

sukieneczka na drutach

Bardzo przyjemnie się robiła. Niedługo powstanie podobna, ale z bawełną i dorosła :)

Natomiast nie wiem, co mnie podkusiło (wiem - za dużo oglądactwa tego, co inne dłubią...), żeby złapać się za cieniznę skarpecianej grubości i druciki 3mm i dziubać sweterek dla siebie samej. Ze wzorem azurowym, ale tylko na plecach. Nie szkodzi, i tak mi to zajmie wieki, bo cienizna, jeśli nie jest w przekroju okrągła (a nie każda jest), to się jakoś wolniej przerabia. 

Jeszcze na uwiecznienie czeka zaczęta na Szarotkach chusta, bardzo kolorowa. Na Szarotkach dzierga się szybciej niż samotnie w domu. Dlatego trzeba uprawiać szarotkowanie jak najczęściej, ot co.

wtorek, 16 lutego 2016
Troszkę o żakardach

Tak mi się zebrało, bo akurat złapałam "fazę" i dziergam sobie dziecięce sukieneczki ze wzorkami żakardowymi. Jedna taka, o (niewykończona jeszcze, pod szyją plisa zapięcia na guziczki, co do rękawów to jeszcze nie zapadła decyzja :)). Zdjęcia wszystkie w trybie roboczym, komórkowe, urlopowe, więc jakość może nie zadowalać...

sukieneczka na drutach

Ta była dziergana od góry, z raglanowymi rękawkami. Wzór sobie narysowałam, po bożemu :)
Druga powstaje od dołu, i wzór powstaje w trakcie, bez rozrysowywania, jako freestyle :), a zatem może nie być zbyt wyraźny (tylko oczka sobie liczę...).

Dla lepszej widoczności zdjęcie bez flesza, i z fleszem:

żakard

żakard

A tutaj, w ramach ciekawostki parę fotek technicznych - a nuż komuś się przyda informacja:

Jak dziergam żakardy? Zdaje mi się, że parę lat temu już o tym pisałam, ale nie pamiętam, więc zrobiłam zdjęcia jeszcze raz :)
Najczęściej stosuje się w jednym rzędzie dwa kolory włóczki. Żeby co chwilę nie puszczać i nie łapać nitki w danym kolorze, i żeby zachować właściwe naprężenie, prowadzę je w jeden z poniższych sposobów. Uwaga, ułożenie nitek względem siebie jest istotne.

Albo sposobem "dwuręcznym", przy czym nitka wzoru jest w lewej ręce, a nitka tła - w prawej. To ważne, bo wtedy nitka tła prowadzona jest w taki sposób, że dociska oczka wzoru do robótki, uwydatniając wzór.

żakard

Przerabia się oczka na prawo (rzadko na lewo we wzorach żakardowych), przy czym nitką z lewej ręki przerabiam zwyczajnie, a z prawej - techniką anglosaską, czyli narzucając nitkę na prawy drut, o tak:

żakard

Ważne jest, żeby palcami trzymającymi prawy drut i robotę, jednocześnie rozprostowywać całą robótkę, tak aby nitki prowadzone z tyłu roboty nie ściągały jej.

Albo też, trzymam obie nitki na jednym palcu, i robię "zwyczajnie", przy czym nabierając raz jedną nitkę, raz drugą, też trzeba uważać, żeby nitka wzoru była prowadzona przed nitką tła, patrz uwaga wyżej :))

Można dla ułatwienie rozdzielić sobie delikatnie te nitki...

żakard

Albo nie rozdzielać :)

żakard

O, i cała filozofia.:-))))

poniedziałek, 01 lutego 2016
Niespodziewana sesja

Studenci mają swoje sesje egzaminacyjne - a mnie się trafiła niespodziewana sesja zdjęciowa (nam - mnie i potomkini) z ulubioną fotografką :) Tak nagle, z piątku na sobotę. Z szalikami. Zdjęcia będą wkrótce, to tylko zajawka :)

środa, 27 stycznia 2016
Plany...

Wiem, że robienie planów może tylko rozśmieszyć Pana Boga, jak głosi porzekadło :) Niemniej jednak, plany dziergalnicze w razie niewypału nie spowodują wielkich strat, mam nadzieję... Nie chciałam robić sobie sztywnych harmonogramów, ani też brać udziału w różnych wyzwaniach (typu 12 swetrów, 52 czapki, itd w ciągu roku :)), bo wtedy gubi mi się motywacja. Ale trafiłam na "a href="http://thisknittedlife.com/2016-knitting-bucket-list-must-knits/">taki oto wpis blogowy</a> i uświadomiłam sobie, że ja też mam mnóstwo obiektów pożądania, jeśli chodzi o udziergi. Często wrzucam je na swoją tablicę pinterestową zatytułowaną "wishlist". Podzielę się, bo może ktoś się zmotywuje...:)

Kolejną tunikę chcę. Mam kilka, ale akurat nie samodzielnie udzierganych, więc musi być.

Nową czapkę, i to przed końcem zimy :) Fioletowa musi być. A do niej nowe rękawiczki :) najlepiej z palcami...

Fioletowy kardigan. Szary kardigan. Te kolory bardzo lubię, a swetry wierzchnie to konieczność.

Chusty ażurowe. Nowe. I spruć szal z Malabrigo lace, jeśli się jeszcze nie sfilcował od leżenia w szafie, i przerobić na coś innego. Jeśli się nie sfilcuje w trakcie dziergania... :) A może ktoś wie, jak uniknąć filcowania tej skądinąd ślicznej wełny?

Skarpetki wreszcie dla siebie i na swój rozmiar.

Sukienkę o swobodnym kroju. Myślałam o szydełkowej, ale chyba wyszłaby za ciężka, więc zostanę przy drutach. Wełna estońska jest cudna, ale zęby ma bardzo ostre :( więc chyba coś innego...

To tak na gorąco :) dodam, że oczywiście włóczka na to wszystko już dawno czeka. Tylko czas nie czeka :/

PS. Co to oznacza, jeśli nastoletnia potomkini dziewiarki nie chce, żeby jej coś uplątać? Swetrów, rękawiczek nie nosi, czapkę i szalik ma z sieciówki (o niebiosa...!), komina nie chce, itd... Dodajmy, że rówieśnicze pokolenie nosi takowe stroje. O tempora, o gustus!

wtorek, 26 stycznia 2016
Baba w chuście na horyzoncie

Zachciało się babie chusty, bo dawno takowej nie dziergała. Znaczy, dziergała, ale takie grubsze. Teraz się jej zachciało z cienkiej wełenki, delikatnej, milusiej i ażurowej. To se nabyła włóczkę, bo przecież "ja nie mam co na siebie włożyć, i wyglądam jak na wróble strach", a to, że w mieszkaniu włóczki zajmują lwią część przestrzeni, to nieistotne... :) Mirella z Włóczek Warmii bardzo jest miła w macaniu i dzierganiu. Mam nadzieję, że będzie też odporna w noszeniu :)

chusta na drutach mirella

Chusta będzie rogalem, bo takiej jeszcze nie mam. Na razie na gładko. Chce mi się ażuru, po bardzo długiej przerwie od ażurowania. Jeszcze nie wiem, jaki będzie wzór, wybrzydzam na wszystkie, które widzę w sieci. Jak znam życie, to się skończy wymyśleniem własnego.

Podejrzewam, że to nawet nie tyle przelewające się zasoby twórczej weny, tylko zwykłe... lenistwo. Wzór napisany przez kogoś innego trzeba czytać. Przynajmniej do momentu zapamiętania go :) a ja w trakcie dziergania nie lubię się wgapiać w kartki. Własnego wzoru nie trzeba dokładnie zapisywać, bo się go widzi oczyma wyobraźni od razu :)

A to wszystko przez dziewczyny z Szarotkowa. Naoglądałam się cienizny, dziurawizny, i masz babo... (wełna na drugą chustę też już nabyta i zwinięta, a obżarstwo to kolejny grzech główny obok wspomnianego już lenistwa.)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 116