O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
czwartek, 31 stycznia 2008
Szata nie zdobi, ale...

Nie wiem, dlaczego tak jest, ale kiedy przychodzę do roboty w biurowym stroju (garniturki itd) jest mi łatwiej pracować. Nastawić się na to kim jestem tu i teraz, co na tym stołeczku siedząc powinnam robić.  W stroju zwykłym (wzrok dziki, suknia plugawa) jest trudniej.

*** 

Niedługo na skutek przeprowadzek wewnątrzbiurowych stracę widok z okna.
Za oknem jest widok na drzewa, osiedla, a bliżej ruchliwe skrzyżowanie. Na skrzyżowaniu co chwilę "dzwon" więc jest i rozrywka pt. obserwacja stłuczek :/ Strona północna, więc nawet latem można obejść się bez klimatyzacji, otworzyć okna na odrobinę prawdziwego powietrza. Jest widok na Wojskowe Powązki. Obserwuję kolory liści na drzewach, temperaturę barw o różnych porach dnia. Stada ptactwa frunące na spoczynek znad cmentarza (o podobnej godzinie codziennie, przed zmrokiem). Ale najbardziej podnosi mnie na duchu widok przejeżdżających samochodów, ludzi spieszących się na przystanki. To jest życie.
Tu, gdzie jestem, to nie jest prawdziwy świat, to tylko jego wycinek, ważny i wymagający zaangażowania, ale Życie jest tam. I się toczy, niezależnie od moich perturbacji służbowych. 

Po zmianie pokoju będę miała za oknem parking, magazyny, obskurny barek, krzaki. Dobrze, że chociaż te krzaki... póki nie zostaną wycięte.  

***

Niepotrzebnie się chwaliłam wszem i wobec, że bardzo rzadko choruję.  Podłapałam wirusa... więc jutro do biura się nie dowlokę, ale za to będę mogła załatwiać sprawy przez telefon :-P

niedziela, 27 stycznia 2008
Koszty wg rodzajów

Piwko, winko, wódeczka, szampan, napoje bez procentów - zgodnie z etykietą w monopolowym.
Sałatki, koreczki, dekoracyjne kanapeczki, słodycze, pączki... - składniki plus robocizna.
Nakrycia jednorazowe i świeczki - pozostałości z Sylwestra.
Strój = powłóczysta bluzka plus mini - kupione za grosze na ciuchach :-)
Playlista (oraz sprzęt wniesiony aportem) - godziny składania przez Kumpla.
Dowcipy, złośliwostki, drobne świntuszenie - całkiem za darmo.

Endorfiny produkowane na potęgę, czy to przy zespołowym gibaniu się w takt, czy też przy szalonych figurach wykręcanych parami; poczucie chwilowego odcięcia od świata i jego problemów, zatracenie w rytmie; wsłuchiwanie się w słowa piosenek, co czasem skutkuje łzą na policzku otartą w kącie; świadomość, że to jest taka chwila szczęścia, którą się potem nawlecze jak koralik na nitkę - bezcenne...

sobota, 26 stycznia 2008
Zielony

Taki oto sweter sobie dziergam - na te zimowe chłody, co ich nie ma. Wciąż w nadziei, że zrobi się zimno i będę mogła go nosić. A, i że wówczas w górach spadnie metr trzydzieści śniegu, dokładnie w Beskidach. Jeżeli ktoś z czytelników ma jakieś wpływy w tym zakresie, bardzo proszę o wsparcie. Druga połowa lutego, dla ścisłości :-)

Sweter, of course, jest jeszcze w fazie wylęgania. Rękawy robię od razu wrabiane, z główką, nienawidzę tego wszywać. I jeszcze będzie miał stójkę, a zapięcie albo na suwak, albo może inne. I może pasek do wiązania. A włóczka to Kartopu Gipsy, baaaardzo miła w dotyku i gładziutko z niej wychodzi, jak widać.

zielony

No, może na tym drugim lepiej widać...

zielony2

wtorek, 22 stycznia 2008
Kot, pani matko...

Sceneria: moje mieszkanie, w mieszkaniu MCT, i Kumpel J. (KJ), obecny w pokoju w ramach korepetycji z angielskiego.

Przychodzi moja mama (MM), z jakąś sprawą do mnie.

MM: ... a tu masz te książki... Oooo, a czyja to ta kurtka?????

KJ: (demaskuje się)

ja: Kot, kot, pani matko, kot, kot... :-)

(Kobiety to spostrzegawcze istoty...)

Porozumiewanie...

MCT, czyli Moja Córka Tosia i ja, sceneria: łóżko, przytulanie wieczorne.

MCT: (bierze moją rękę i się ukleja buzią) Bo ja to lubię tak brać za rękę, o, i się przytulać.

ja:    Ja w ogóle bardzo lubię się przytulać. "Mam tak samo jak ty..."

MCT: Porozumiewamy się... 

środa, 09 stycznia 2008
Luźne gadki 4

Przypomniał mi się kawał o tym, jak to student dzwoni do żeńskiego akademika:

- Dzień dobry, czy można z Maryśką?

Portier: - A, z nimi wszystkimi można...

Dzwoni telefon na biurku, wspólny z O.:

P: Cześć, można z O.?

ja: Ale zależy co... (bo ja zazdrosna jestem :-) )

Wchodzi M., obrzucając pożądliwym wzrokiem siatkę z zakupami na moim biurku.

Chwytam ją i przyciskam do siebie: - No co, to tylko moje kanapki!

- Ale ja się przecież odchudzam...Już od nowego roku!

- A poza tym nie mam nic słodkiego dla ciebie.

- No to sobie idę...

I tak wróci niezawodnie, jak tylko na biurku pojawią się jakieś słodycze :-)

wtorek, 01 stycznia 2008
Muszkieterowie
Trzy osoby to ciut za mało do zorganizowania Sylwestra na około 45 dorosłych osób plus mniej więcej tyleż dzieci, czyli razem prawie setka ludzi.
Trochę za mało, żeby troszczyć się o zaadaptowanie sal do zabawy, zebranie zgłoszeń, ustalenie listy zakupów, zrobienie tychże zakupów, dekorację pomieszczeń, przygotowanie muzyki, obsługę "kelnerską" w trakcie trwania imprezy (jedzenie przynosili goście)...

Dobrze chociaż, że kilkoro gości poczuło się do pomocy w doprowadzeniu bajzlu do stanu nadającego sie do zamknięcia pomieszczeń przed piątą rano, celem posprzątania w południe.

Sześć osób to również zdecydowanie mało, żeby po przespaniu czterech godzin zerwać się i sprzątać pozostawione jedzenie, picie i sprzęty, oraz dziesiątki metrów kwadratowych olejowanego parkietu (WRRRRRRR), który należało zmyć specjalnym płynem oraz ściereczkami, na kolanach, doszorować specjalnym płynem.

W sumie bawiłam się nieźle, potańczyć się dało, zjeść, wypić (to ci, którzy mogli, bo ja jednak wybrałam rolę kierowcy).
Ale więcej muszkieterów nie będzie. Grupę osób przekraczającą 10, należy moim zdaniem traktować jak zespół pracowniczy: wyznaczyć każdemu zadania, a nie liczyć na jakąkolwiek solidarność czy spontaniczną pomoc, bo można się przejechać. Na przykład na ścierkach ;-)

Muszkieterowie niech pozostaną w legendach.