O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
piątek, 29 stycznia 2010
Jadę sobie

na tydzień z zamiarem zbiorowego uprawiania narciarstwa - mam nadzieję że będzie śnieg. Znaczy, że będzie w górach. Bo w centrum Polski, to widzę, że jest :-) I że nas nie zasypie po drodze w te góry.

I zabieram ze sobą tym razem lalkę Magdę :-) i szydełko oraz mnóstwo bawełnianych resztek, gdyż MCT zażyczyła sobie kompletną lalkową garderobę.

No i druty, i różne kłębki, m.in. o takie:

wloczki

z których pewnie będzie dla mnie nowa czapka (te z lewej) i nowa Kalorymetria (z prawej), a w ogóle to w czasie jazdy w tamtą stronę muszę szybko machnąć młodej czapkę "pod kask" bo żadna nie układa się dobrze.

No i jeszcze trochę włóczek na skarpetki, a nuż się coś uda...
Bo w ogóle to przed każdym wyjazdem mam zawsze największą zagwozdkę przy pakowaniu: jakie włóczki wziąć ze sobą?!

A swetrzysko i szal przyrastają, ale chyba dopiero po powrocie pokażę w całości.
Pa pa! do zobaczenia za tydzień!

czwartek, 28 stycznia 2010
Spodziewam się...

...że po urlopie rozpocznie się Inny Czas dla mnie w sensie służbowym. Znaczy - napawam się szansą na pewne uregulowanie swojej działalności (nie, żadnego awansu czy podwyżki nie dostałam, żeby było jasne...)

Fakty są takie, że po pierwsze mam teraz innego przełożonego (bezpośredniego, bo ludzi którzy coś ode mnie chcą, jest mnóstwo) no i od lutego przychodzi Nowa, i zobaczymy, jak się będzie sprawdzać. Mam nadzieję, że zdejmie z nas wszystkich po trochu obowiązków, tych mniej wymagających.

W sumie ma być ciężej... bo mamy mieć ogólnie więcej do roboty. Ale liczę też na pewien podział prac... I może wreszcie będę miała czas na zadania koncepcyjne opisane w Mądrych Planach. Może wreszcie będę mogła coś nowego wymyślić, pogłówkować... a nie tylko biegać z zadyszką ustalając kto-co-kiedy-i-z kim.

A na razie mam formalnie juz urlop :-)

A kiedy mam dziergać?

wtorek, 26 stycznia 2010
Styczeń i luty

... to miesiące jakiejś koszmarnej sprawozdawczej psychozy. W tym roku jakby bardziej.

Dopiero co zakończyliśmy Jedne Okropne Sprawozdania (i ledwo się zgodziło, choć głowy nie daję), teraz dymi mi czacha, bo dziś na gwałt wykańczamy Kolejne Straszne Tabelki (i znowu się nie zgadza i cholera wie gdzie), a już na dniach w lutym, czeka nas Następne Wspaniałe Zestawienie (i jak znam życie, znów się rozjedzie).

Branżowe dobrodziejstwo inwentarza. W domu to już mi się nic nie chce. :(

niedziela, 24 stycznia 2010
Work in progress

Swetrzysko i szalik do Karpatki, zusammen do kupy wyglądają tak: (oba nie ukończone, dlatego też i widok ograniczony). Aha, nie widzicie tego kontaktu na ścianie, prawda? Mam mało widokowych ścian przy których mogę ustawić manekina... :(

wip

wip

Szalik ma dwustronny wzór, tak żebym nie musiała się przejmować wiążąc go. A może dorobić do niego jakieś zapięcie, żeby zamotać i zapiąć?

wip

Swetrzysko czyli reinkarnacja Kłębków Z Wora, będzie w tonacjach kremowo - szarych, takie kłębki wybiorę z wora, ale jeszcze zostanie mi na co najmniej drugi sweter. I będzie miało wielki kołnierz-golf, i może tylko jakiś warkocz gdzieś machnę.

A w Beskidach dalej potrzebny śnieg...

sobota, 23 stycznia 2010
Statystyk odcinek kolejny

Pointegracyjnych statystyk odcinek kolejny:

- postępów robótkowych - odrobina, szalik z Alpacany zbliża się do końca, a swetrzysko niestety nie, a mróz ściska :-(

- bolący kark - sztuk 1, prawdopodobnie dzięki kursowaniu między budynkami hotelowymi przy wiadomej temperaturze

- godziny snu - kilka, w podziale na dwie doby,

- szkolenia - w sporej ilości (oczywiście najbardziej interesująca prezentacja to ta, którą sama zrobiłam...)

- karaoke z ogromnym wrzaskiem - sztuk 1, ale beze mnie, bo ja nie lubię tej formy zabawy...

- kulig z pochodniami - 1

- imprezy z tańcami - sztuk 2

- tancerze dorastający do moich wygórowanych oczekiwań (ale nie chodzi przecież o technikę tylko o polot) :-P - yyy, no właśnie z tym było trochę ciężko... Straszna jestem, wiem.

- marka serwowanego w hotelu piwa - ja bym nazwała "Ojciec Chrzestny". Chrzczone zdecydowanie.

- dziwne humory - sztuk 1, najprawdopodobniej na skutek niewystarczającego dotańczenia i przerośniętej ambicji na poziomie przedszkolnym, pt "przecież ja jestem debeściak i gwiazda stworzona do adoracji, i dlaczego nikt tego nie zauważa" :-P

- świadomość czekającego na mnie poniedziałkowego pożaru do gaszenia - 1, ale za to bardzo mocna, gwarantująca że humory ze łba na pewno wyparują.

I jeszcze tylko cztery dni robocze do urlopu!

środa, 20 stycznia 2010

Na razie trochę wsiąkłam. Swetrzysko się robi, owszem, ale dość wolno, mam plecy i jeden przód; gdybym miała codziennie ze dwie godziny czasu, już bym draństwo nosiła na sobie, a tak niestety musi poczekać.
Ale zima nie odpuszcza. Zielony warkoczowy szal też w ciągu tygodnia nie ma szans na ukończenie.

Martwi mnie mała ilość śniegu w górach. Martwi mnie, że mam mało czasu. Weekend nie będzie też zbyt luźny, bo w najbliższym czasie mam służbową bibę z kuligiem i tańcem, więc w sumie się cieszę :-) ale to również oznacza, że trzeba będzie dochodzić długo do siebie... I czym ja się tu będę chwalić...?

piątek, 15 stycznia 2010
Omen?

Jak niektórzy wiedzą, codziennie coś mi się śni, i rano zwykle to pamiętam. I codziennie śnią mi się jakieś głupoty. Czasem zapominam chwilkę po przebudzeniu, czasem pamiętam latami. Niejednokrotnie są to koszmary, przed którymi chciałoby się uciec, czasem milutkie różowiutkie sny :-)))) a zazwyczaj dziwaczne sytuacje z udziałem na przykład towarzystwa z pracy lub jakichś obcych o niewiadomych zamiarach.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że dziś (oprócz dziwnych sytuacji w pracy) śniła mi się wełna, w dużej ilości, którą mam uprząść. I że mam kołowrotek, ale nie umiem z niego korzystać. I coś tam tymi paluchami kombinuję, ale bez większego sukcesu. I tak to sen o przędzeniu zakończył się konstatacją, że nie umiem (niewielkie odkrycie).

A potem robię sobie codzienną wycieczkę po blogach, i czytam to:

http://fanaberiawpradze.blogspot.com/2010/01/65a.html

 

Teraz pozostaje mi wymyślić okazję, w okolicy tego terminu, dla zebrania haraczu z rodziny :)

wtorek, 12 stycznia 2010
Żeby nie być goł(osłown)ą

O, znalazłam masę włóczki w takich oto zimowo-wielbłądzich kolorach. Jest tego ze dwa kilo spokojnie, bo te kłębki są dość duże (to chyba ze dwa swetry :-). Na siódemkach będę robić, podwójną nitką. Pewnie pomieszam te kolory. I duży wykładany kołnierz ma być. Zobaczymy w praniu, co z tego wyjdzie...


kłębki

W nagłej potrzebie

Uświadomiłam sobie całkowicie nagle a niespodziewanie jedną rzecz.

Wydawało mi się, że mam tyle dzierganych rzeczy, że łapałam się za jakieś czapki, szaliki, i takie tam. A wczoraj idąc na próbę chóru do zimnej sali, stwierdziłam z przerażeniem, że nie posiadam porządnego CIEPŁEGO rozpinanego swetra (zresztą, wciąganego przez głowę, też nie). Mam owszem rozmaite dziurawce, ale prawidłowego swetrzastego swetra, jak-Pan-Bóg-przykazał, to nie. Jak coś miałam, to oddałam.

Do biura chadzam zazwyczaj w marynarkach. A po południu ratuję się czym popadnie :)
A przecież włóczek rozmaitych mam od cholery i trochę.
Chyba zostawię Czekoladę chwilowo, bo też jest dziurawa. I dziś wieczorem wygrzebię coś grubego i mięsistego, i na grubych drutach machnę sobie raz dwa jakieś swetrzysko nadające się na zimowe posiadówki w lodowatych pomieszczeniach. O.

Na przykład coś takiego: http://www.ravelry.com/patterns/library/top-down-raglan-cardigan albo takiego: http://www.elann.com/ShowFreePattern.asp?Id=397024 (tylko z golfem, ma być z golfem koniecznie...) I tak wymyślę coś po swojemu, jak znam życie...

W ogóle warto zajrzeć na tę stronę http://www.elann.com/freepatterns.asp :-)

A teraz idę grzebać w szafach. Pa.

Epidemiologia cz. 1

Co za dzień... najpierw poniedziałek, więc "robota, tak wiele roboty, a jeszcze Dziesiąty Pawilon", a potem poniedziałku ciąg dalszy, więc <a href="http://epifania.webd.pl">chór</a>.

Przyjaciel przechrzcił chór wdzięczną nazwą "Epidemia". Urzekła mnie i będę jej używać.

O tyle się zmieniło, że teraz mam więcej obowiązków chóralnych tj. więcej pracuję z poszczególnymi głosami. Znaczy, męczę ich nielitościwie. Zamykam się z danym głosem na osobności (żeby życie miało smaczek, raz kilku panów, raz kilka pań :-)) i wymagam :)
A franca złośliwa jestem... bo chciałabym, żeby z tych wyczytanych nutek opowiedzieli historię. Żeby to było o czymś. Żeby słuchacz na koncercie wstrzymał oddech, jak zaczną, a wypuścił dopiero jak skończą.
No i jak jest gdzieś "siła nieczysta", to też nie ma przebacz.

Więc się ciut wyeksploatowałam. No to teraz tak już będzie :-) Może się uda rozwinąc skrzydła. Materiał wokalny jest bardzo dobry, wręcz świetny; trzeba coś z niego uszyć.

Spać...

09:21, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2