O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
środa, 27 stycznia 2016
Plany...

Wiem, że robienie planów może tylko rozśmieszyć Pana Boga, jak głosi porzekadło :) Niemniej jednak, plany dziergalnicze w razie niewypału nie spowodują wielkich strat, mam nadzieję... Nie chciałam robić sobie sztywnych harmonogramów, ani też brać udziału w różnych wyzwaniach (typu 12 swetrów, 52 czapki, itd w ciągu roku :)), bo wtedy gubi mi się motywacja. Ale trafiłam na "a href="http://thisknittedlife.com/2016-knitting-bucket-list-must-knits/">taki oto wpis blogowy</a> i uświadomiłam sobie, że ja też mam mnóstwo obiektów pożądania, jeśli chodzi o udziergi. Często wrzucam je na swoją tablicę pinterestową zatytułowaną "wishlist". Podzielę się, bo może ktoś się zmotywuje...:)

Kolejną tunikę chcę. Mam kilka, ale akurat nie samodzielnie udzierganych, więc musi być.

Nową czapkę, i to przed końcem zimy :) Fioletowa musi być. A do niej nowe rękawiczki :) najlepiej z palcami...

Fioletowy kardigan. Szary kardigan. Te kolory bardzo lubię, a swetry wierzchnie to konieczność.

Chusty ażurowe. Nowe. I spruć szal z Malabrigo lace, jeśli się jeszcze nie sfilcował od leżenia w szafie, i przerobić na coś innego. Jeśli się nie sfilcuje w trakcie dziergania... :) A może ktoś wie, jak uniknąć filcowania tej skądinąd ślicznej wełny?

Skarpetki wreszcie dla siebie i na swój rozmiar.

Sukienkę o swobodnym kroju. Myślałam o szydełkowej, ale chyba wyszłaby za ciężka, więc zostanę przy drutach. Wełna estońska jest cudna, ale zęby ma bardzo ostre :( więc chyba coś innego...

To tak na gorąco :) dodam, że oczywiście włóczka na to wszystko już dawno czeka. Tylko czas nie czeka :/

PS. Co to oznacza, jeśli nastoletnia potomkini dziewiarki nie chce, żeby jej coś uplątać? Swetrów, rękawiczek nie nosi, czapkę i szalik ma z sieciówki (o niebiosa...!), komina nie chce, itd... Dodajmy, że rówieśnicze pokolenie nosi takowe stroje. O tempora, o gustus!

wtorek, 26 stycznia 2016
Baba w chuście na horyzoncie

Zachciało się babie chusty, bo dawno takowej nie dziergała. Znaczy, dziergała, ale takie grubsze. Teraz się jej zachciało z cienkiej wełenki, delikatnej, milusiej i ażurowej. To se nabyła włóczkę, bo przecież "ja nie mam co na siebie włożyć, i wyglądam jak na wróble strach", a to, że w mieszkaniu włóczki zajmują lwią część przestrzeni, to nieistotne... :) Mirella z Włóczek Warmii bardzo jest miła w macaniu i dzierganiu. Mam nadzieję, że będzie też odporna w noszeniu :)

chusta na drutach mirella

Chusta będzie rogalem, bo takiej jeszcze nie mam. Na razie na gładko. Chce mi się ażuru, po bardzo długiej przerwie od ażurowania. Jeszcze nie wiem, jaki będzie wzór, wybrzydzam na wszystkie, które widzę w sieci. Jak znam życie, to się skończy wymyśleniem własnego.

Podejrzewam, że to nawet nie tyle przelewające się zasoby twórczej weny, tylko zwykłe... lenistwo. Wzór napisany przez kogoś innego trzeba czytać. Przynajmniej do momentu zapamiętania go :) a ja w trakcie dziergania nie lubię się wgapiać w kartki. Własnego wzoru nie trzeba dokładnie zapisywać, bo się go widzi oczyma wyobraźni od razu :)

A to wszystko przez dziewczyny z Szarotkowa. Naoglądałam się cienizny, dziurawizny, i masz babo... (wełna na drugą chustę też już nabyta i zwinięta, a obżarstwo to kolejny grzech główny obok wspomnianego już lenistwa.)

niedziela, 24 stycznia 2016
Drogi Bloxie, tu jestem

Nie prosiłam wcale nikogo o ukrywanie mojego bloga. Nie wiem, czy już w pijanym widzie będąc, naklikałam 'ukryj bloga", raczej wątpię...

No więc dziwiłam się, czemu tak ostatnio nikt nie czyta. Doszłam do wniosku, że na pewno z powodu rzadkich wpisów. Tja. Może i tak, ale jak się na głowę założy czapkę, to nie wiadomo, czy włosy są gęste czy rzadkie, no nie...?

Ych. Dobrze, że Gackowa mnie skontrolowała :)

Zaliczone styczniowe szarotkowanie, akumulatory naładowane. Dużo białego niemowlęcego ostatnio przerabiam, jak skończę, to może pokażę, jeśli zdążę przed wysłaniem do owego niemowlęcia.
Zachorowałam na chustę, i wybór wzoru mnie przerósł. Nabyłam włóczkę, bo przecież z tych stu pięćdziesięciu kilogramów różnych włóczek zakitranych w domu na pewno żadna nie jest dobra, i byłam o krok od zdechnięcia jak ten przysłowiowy osiołek, co mu wzory w żłoby dano, zatem dla ratowania życia zaczęłam "rogala" na gładko, a wzór zostanie ustalony w trakcie :))))

Zdjęcia pokażę, jak złapię światło...