O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
czwartek, 28 lutego 2013
"Świadomy sen" i takie tam

Usłyszałam kiedyś, że osoby, które w snach słyszą dźwięki, czują zapachy, widzą kolory itd. śnią świadomie, tj. że aktywność mózgu jest trochę inna, niż gdy się śni bez tych doznań. I że podobno można zatem wplywać na to, co się nam śni. I na przykład mozna próbować zrobić coś świadomie, np. spojrzeć na zegarek.

No to dzisiaj znów, jak co noc, śniła mi się fura głupot, m.in. pamiętam że coś jadłam i że to miało jakiśtam smak, a na koniec przyśniła mi się próba chóru. I że przyszedł śp. Dyrygent, żeby ją prowadzić. Patrzę, patrzę, i mi się coś nie zgadza, myślę. To wszystko co mnie otacza, jest owszem, konkretne i namacalne (to, że chórzyści nie siedzieli na zwykłych krzesłach, tylko leżeli na łożach jak w starożytnym Rzymie, to drobiazg..:-))), ale przecież do licha, jego już nie ma na tym świecie :// a to znaczy, że to sen. Więc wstaję z tego łoża i mówię do pozostałych: słuchajcie, to się nam śni, bo on przecież nie żyje... I spojrzałam na zegarek, ale nie pamiętam, która była godzina, bo zadzwonił budzik, i wtedy była 6.25. Znacznie za wcześnie :/

Następnym razem poproszę przede wszystkim coś sympatycznego. Na przykład coś dobrego do jedzenia. I do tego świadomie sobie zamówię kawę ze śmietanką...

Już wiem, czemu tak wolno mi przybywa białego swetra. Jest miękki i przyjemny, ale ta włóczka ma takie kłaczki jakby frotte, które jakoś dziwnie pod palcami "chodzą". Mam nadzieję, że będzie miły w noszeniu... Pewnie gdyby był z merino, robiłby się znacznie szybciej ;-))

piątek, 22 lutego 2013
Zaproszenie na koncert

Zapraszam w imieniu własnym i Canti, 17 marca wieczorem na koncert

Będzie wokalnie z przyprawą instrumentalną :-) Barokowo w 100%. Nastrojowo i klimatycznie. Mam nadzieję, że też ciekawie i że będzie się podobać publiczności. Może ciut inaczej to będzie wyglądać, niż do tej pory. Trochę taki eksperyment...:-)

Już się nie mogę doczekać, a z drugiej strony nie ma co przyspieszać, bo roboty jest tyle, że nie wiadomo do czego się bardziej przykładać.

10:45, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lutego 2013
Śmietankowo

W takim kolorze dzierga mi się sweter. To znaczy sam się nie dzierga, przy czym ja mam jakieś wolne tempo, bo wieczorami napada mnie zmęczenie i opad wszystkiego, z rękami włącznie. Głowę mam zajętą czym innym, stres pracowniczy trza odreagować, i absorbuje mnie zbliżający się wielkimi krokami koncert.

Na zdjęciu widać niewiele, bo przy sztucznym świetle - a włóczka odrobinę kudłata. Zdecydowałam, że poza warkoczem na plecach i z przodu nie będzie innych zdobień, i tak nie widac. Całość oczywiscie od góry, spróbuję lekko dołem poszerzyć (nie widac na fotce, bo żyłka...) Moze tylko mankiety rękawów będą francuzem. Sweter ma być taki niezobowiazujący i ciepły (w sam raz na nadchodzącą wiosnę :-)))))))))) a zaczęłam go w czasie mrozów...)

sweter

sweter

A z małych szybkich udziergów - czapeczka dla małej dziewczynki, chyba 8-miesiecznej ale dorodnej :-) Poprzedni komplet dla tej samej osóbki nie doczekal sie zdjecia :///

czapeczka

sobota, 16 lutego 2013
Na razie bez udziergu

Bo nie mam na to za dużo czasu :// Rzeczywistość pozawłóczkowa bardzo absorbującą jest. Ale może coś się z tego sensownego urodzi...

Powstał w ostatnich dniach komplecik dziecięcy - czapeczka i buciki - i przytomnie nie sfotografowałam, tylko od razu poleciał do przeznaczonej sobie dziewczynki. Teraz jeszcze z drutów schodzi mi kolejna czapeczka, ciekawe czy pomyślę o zrobieniu fotki, zanim znów mnie opuści...

A dla odmiany, w ramach rekompensaty za siedzenie w chacie, kiedy rodzinka szusowała w Zakopanym, wybrałam się dzięki zaproszeniu Wioli & małżonka tejże, na górę Kamieńsk, zażyć ostatków zimy. I mimo, że ten śnieg nie do końca prawdziwy, stok nie za długi, itd., to i tak będę jutro miała zakwasy :-))) zachłanność bowiem wadą jest ;-)

poniedziałek, 04 lutego 2013
Dlaczego lubię Szarotkowo

Byłam sobie wczoraj w "psychicznym spa" czyli na Szarotkowie. Po dwumiesięcznej przerwie. No co ja poradzę, dobrze mi to robi...

Po pierwsze, jest mi dobrze, bo mogę w spokoju podziergać co tam mam do zrobienia (albo np. kontynuować ażurowy szal z cienizny, do którego w domu jakoś nie mam cierpliwości).

Po drugie, mogę pooglądać, co zrobiły inne maniaczki, podpatrzeć pomysły, skonfrontować popularne wzory z tym, jak wychodzą naprawdę. I potem mi się znów bardziej chce robić coś nowego ;-)

Po trzecie, pomacać ciekawe włóczki, nowości... Nawet jeśli teraz nie potrzebuję, to już wiem, jak co wygląda i jakie jest w dotyku.

Po czwarte, można się nauczyć technik, których się nie zna.

Po piąte, spotykam się z fajnymi, mądrymi kobitami, które oprócz dziergania mają coś do powiedzenia o życiu, i nawet jeśli nie we wszystkim się zgadzam, to i tak szare komórki mają swoją pożywkę. I można się pośmiać. O.

A, i po szóste, nie zauważyłam ani razu przejawów tzw. sekciarstwa, tj. podziałów na "my, stąd" i "oni, stamtąd", dzielenia gremium na lepsze i gorsze. Każda osoba jest tak samo mile widziana, nigdy nie widziałam, żeby deprecjonowano czyjąś pracę. Jasne, że przy dwudziestu kilku osobach zawsze rozmawia się w podgrupach, ale nie ma żadnych klik. Ja nie jestem specjalnie "śmiała" i bardzo mi ta życzliwa atmosfera odpowiada. Może dlatego, że Ela to życzliwa osoba :-)

(pominę już argumenty całkiem przyziemne pt. dobre jedzenie i picie...)

I dlatego chadzam tam od samego początku, a kiedy akurat nie mogę, to mi przykro.

piątek, 01 lutego 2013
Na mole!

Szanowny małżonek dojrzał mola któregoś dnia. Zamordował drania. Ja też zobaczyłam mola. Zamordowałam drania. W międzyczasie w bawełnianym przyodziewku drugiej połowy zjawiła się dziura. No trudno. Ale kiedy dziura zjawiła się nagle w noszonych na co dzień dżinsach, skończyły się żarty, w obliczu trwogi o wiszące w szafach garnitury i płaszcze z wełny :/

Szafy zostały wybebeszone (bez sukcesu w polowaniu) oraz napchane śmierdzidłami na mole (niektóre z tych specyfików, o zapachu "łąki", wydzielają aromat pt. woda kwiatowa używana przez weteranki spod latarni...)

Ale oczywiście wiecie, gdzie skierowano przede wszystkim podejrzenia?

No wiadomo, jak ktoś ma w domu pełno włóczki...:/// Jak dotąd wszakże, przejrzałam zasoby i nie namierzyłam moli nigdzie w moich motkach. Wypraszam sobie.