O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
niedziela, 29 listopada 2009
Nie ma serwetek...

... z bardziej przerażającymi motywami, typu czaszki, kości i inne takie ozdóbki, więc szkatułkę Młody zdekupażował we wzorek w muszle, niestety...

decu


decu

No wiem, wiem, że nie jest to dokładnie zrobione. Wszak to zajęcia w szkole... :-P Ale Młoda ma szkatułkę na koraliki, cekiny i tego typu drogocenności.

Przychodzi sobota, o godzinie dziewiątej otwieram jedno oko i czuję się jak po żniwach czy sianokosach, albo jak po pierwszym dniu na stoku bez rozgrzewki - nie mogę ruszyć ręką ani nogą. Zwlekam się pól godziny później. Schodzi cały stres i zmęczenie tygodnia...

Więc zamiast odpocząć, w weekend rzucam się dalej w wir różnych zajęć. Następne weekendy przewiduję tak samo zapakowane.

Wracając jeszcze do muzycznych rozważań (bo w tle słyszę zza ściany kolędy na gitarze) - ludzie to lubią sobie życie utrudniać... Pytam młodego, czy umie grać żelazną pozycję pt. Schody do Nieba. Za trudne dla mnie, mówi, ale mam do tego taby. Co? No taby. A czym sie je te taby? No to taka rozpiska na której strunie przyciskasz który próg. Łomatko. Dawaj te taby, zobaczę czy ja z tego zagram.
Biorę te Schody, i usiłuję wyczytać z owych tabów. Ranyjulek, jakie to trudne. Ale, ale... przecież to całkiem normalne dźwięki i akordy z tego wychodzą. Jakby to w nutach zapisał, byłoby moment i po krzyku...
Nie miałam pojęcia, że można sobie tak chcieć utrudniać życie... :-)))

Wczoraj dopiero odkryłam wcale nie ukrytą knajpę jazzową Jazzownia na Starym Mieście, i na koncercie Brada Terry'ego i Joachima Mencla nawydzielało mi się tyle endorfin, że nie wiem, po prostu O.B.S. (rozwinięcie skrótu wyjaśniłam w jednej z zeszłorocznych notek w kategorii Muzyka :-)
Aż piwo się bujało na stoliku, a mi ręce latały jak w febrze, gdybym miała bębenek przy sobie, to nie ręczę za siebie :-) To, co uwielbiam w muzyce jazzowej (której wcale nie jestem znawcą, tylko wiebicielem-dyletantem) to ta niesamowita energia, wzbierająca i przelewająca sie na publiczność, to fantastyczne porozumienie przy improwizacji "teraz ja - teraz ty". Taka autentyczna radość i wolność, którą daje granie... ja słuchając mam ochotę rechotać na cały głos, bo mi się robi tak dobrze na świecie!
Takie wrażenia oczywiście daje tylko muzyka na żywo... żadna płyta tego nie uchwyci.

22:01, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 listopada 2009
Piana

Nie, nie kąpię się w aromatycznej pianie... za dobrze by było.

Pianę służbową mam na pysku. Od samego rana wkurz nr 1, na załatwianie spraw od Du...kli strony, potem wkurz nr 2, na oszołomów. Okazuje się że oszołomy są również w całkiem młodych wiekiem szeregach... Chyba muszę być bardziej wredna.

A potem służbowy smutek komunikacyjny. A myślałam, że pracujemy w jednej firmie...

czwartek, 26 listopada 2009
Kurs wymiany czasu

Nawiązując do znanego powiedzonka "czas to pieniądz" - ja bym je przerobiła: "Albo czas, albo pieniądz". Inaczej: ilość czasu jest zwykle odwrotnie proporcjonalna do kasy (pomijam wypadki kiedy nie ma się ani jednego ani drugiego; przypadków posiadających w odpowiedniej ilości jedno i drugie nie znam).

A idąc jeszcze dalej: czas to robótki.

Ostatnio marudziłam, że nie mam pokończonych jakichś tam robótek. No to teraz jeszcze stwierdziłam, że właściwie to potrzebuję prócz tego zrobić w miarę na cito (przed świętami to jest na cito, bo wieczory mam bardzo krótkie): skarpety i coś na głowę - pod choinkę (adresaci nie czytają tego bloga) a dla siebie komin, zanim przyjdzie wiosna - a w ogóle to przecież w Mikołajki jest spotkanie w Szarotkowie, i też nie wypada przyjść z pustymi rękami.

A jeszcze, tak w ogóle, idę na bal sylwestrowy, i nie chcę kupować nowej kiecki, tylko odkurzyć którąś z już posiadanych, której akurat to towarzystwo nie mogło widzieć :-))))) I w tym celu bardzo by mi się do niej przydał jakiś szal. I nawet mam zachomikowaną dokładnie pasującą włóczkę ozdobną, jedyne co potrzeba, to go zrobić...

To może by ktoś ustalił jakiś fajny przelicznik, po którym można by wymieniać inne dostępne środki na czas rękodzielniczy?

wtorek, 24 listopada 2009
Kreatywnie?

Hmmmm. Spotkało mnie wyróżnienie od Splocika (adres bloga widać w zakładkach) o takie:


kreatywnie

Więc czuję się uhonorowana :-) a jednocześnie tego typu wyróżnienie działa odrobinkę jak palcat na konia... bo czuję się przywołana do porządku :-)

Więc informuję grzecznie, bluzeczka melanżowa się dalej robi, jak będzie większa część to pokażę, a ostatnio sporo czasu zajmuje mi przygotowanie do koncertu 13-grudniowego, i różne inne zajęcia pozapracowe i pozarobótkowe, więc wolno przybywa robótek.
Dołek własnej produkcji chwilowo udało mi się trochę zasypać... a dodatkowo dzisiaj ujrzałam miły widok, wychodząc z wagonu metra, zobaczyłam panią (wiek nieokreślony, ale na pewno starsza ciut ode mnie :) wsiadającą z przezroczystą reklamówką zawierającą włóczki. Nie dojrzałam, jakie, ale co z tego, inni dziergają, to i ja sie biorę do roboty. Jak bez końca, to bez końca...

Nawiasem, interesujące zjawisko... Zazwyczaj przeszkadzają mi różne hałasy dobiegające od sąsiadów, kapiące krany, wyjące psy i odgłosy remontów - a kiedy Junior brzdąka całymi dniami na gitarze, jest to dla mnie odgłos tak naturalny, jak szum drzew za oknem.
Żeby było jasne - Młody marzy o gitarze elektrycznej, na której będzie mógł w pełni rozwinąć swój ciężkometalowy kunszt robienia "łupu cupu" - ale zazwyczaj po prostu eksperymentuje z brzmieniami na mojej gitarze, (którą już kiedyś pokazywałam), męcząc pojedyncze struny, lub też całymi stadami, ewentualnie plumkając melodyjki w stylu "Oda do radości" na zaliczenie w szkole, lub "Pójdżmy wszyscy do stajenki" na zaliczenie na zajęciach z gitary, lub też kawałki akompaniamentu do "Jolka Jolka pamiętasz".
(dygresja: wzruszyłam się, kiedy to przyniósł z zajęć, to jedna z moich kultowych piosenek)
Ale na razie nie przekonuje go idea grania z nut, lepiej sobie podpisywać pod nutami szyfr "który-próg-na-której-strunie" :-))))))
Ale sprawnie mu idzie, skubany... pamiętam, jak w ósmej klasie będąc, nie robiłam prawie nic innego. Biedni rodzice...

No więc, reasumując. Dźwięki gitary są dla mnie zwykłymi dźwiękami otoczenia :-) Przyzwyczajenie drugą naturą...

21:39, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 listopada 2009
Gdzieś pomiędzy

Ponieważ nie jestem wyjątkiem od reguły, tak samo jak większość dziergaczek mam pozaczynany kwadrylion projektów. A potem je sobie tak wykańczam, i wykańczam...

Ostatnio rzeczywistość służbowa usiłuje wykończyć mnie, mam plan się jednakowoż nie dać, dodatkowo dołki własnej produkcji wychodzą mi znakomicie, więc ukończonych prac nie pokażę za dużo, Tylko ta jedna czapka, przeznaczona na prezent dla Szwagra... (fotka pstryknięta komórką, bo akurat siadły wszystkie akumulatorki do aparatu, więc wybaczcie jakość. W czapce pozuje dyżurny młody abnegat :-)))

czapka

czapka


czapka

A żeby nie pokończyć za szybko pozaczynanych prac, tj. Czekoladki z Finy i szarej kamizelki, to jeszcze stwierdziłam, że zostało mi kolorowego melanżu po sweterku młodej, to co się będę przejmować, zrobię jej z tego jeszcze jakąś bluzkę. No i robię sobie od środka, zobaczymy co wyjdzie :-))

raglan

raglan

Nie widać, że przy szyi jest plisa wzorem z dziurek :-(

wtorek, 17 listopada 2009
Na szpilkach

Ustaleń oczywiście jeszcze nie znamy... więc siedzę na szpilkach, chociaż poukładałam sobie te szpilki pod siedzeniem w miarę płasko, żeby o nich nie myśleć, bo jest tyle pożarów do ugaszenia, że nie wiem za co się najpierw brać, wszystko jest na wczoraj.

A w domu dla odreagowania, zamiast szpilek biorę druty, zaczynając coraz to nowe robótki (fotki wkrótce) a nie kończąc starych... :-)

A tak wygląd Młoda w Salsie z dwóch motków (jak dotąd) - najpierw z "kwiatkiem na głowie" a potem bez:

salsa

salsa

piątek, 13 listopada 2009
Żeby mieć spokojny weekend...

Jako, że ja i moja Działka nie możemy się doczekać epokowych ustaleń Wszystkich Świętych co do Zmian - usłyszałam dziś, że "żebyśmy miały spokojny, bezstresowy weekend, to ustalenia poznamy dopiero w przyszłym tygodniu".

:-P
Zastanawiam się, kiedy zacząć pić :-))))) i kiedy skończyć :-)

16:39, justyna.ada
Link Komentarze (1) »
środa, 11 listopada 2009
Czekoladowo cd.

(wrrrr, wżarło całą wypasioną notkę przed chwilą, co to za durny serwis, ten na b....)

Plecy Czekolady wyglądają tak: (oryginał jest ciemniejszy, ta to jakaś mleczna...)


czekolada

Z Finy robi się bardzo przyjemnie, zachowuje się prawie jak bawełna, jest miękka i mimo, że to wełna, to nie gryzie; ponadto jest sprężysta, i dopóki się jej nie pomoczy, zachowuje elastyczność. A jak się pomoczy... natychmiast robi się lejąca i "zdechła" - i od razu pomyślałam o ażurowym szalu.

No i trochę się wyciągnęła w długości, więc służbowy sweterek będzie eteryczny, mglisty,  i ciut dłuższy niż w zamierzeniu: miało być do bioder, będzie do półdupka :-) Przynajmniej nie będzie wiało po nerach...

Dziś dzień wolny bardzo dobrze mi zrobił na psychikę, poleniłam się, a później podłubałam nad Mielczewskim-wiecznie-żywym-bo-koncert-już-niezadługo, i nic nie myślałam o pracy; a w pracy ostatnio perspektywa nadchodzących rozmaitych przetasowań stresuje mnie do niemożliwości, bo jeśli będzie tak, jak się obawiam, że będzie, to będzie kompletne zamieszanie, a w zamieszaniu w ciemnym zaułku bardzo łatwo jest oberwać.





21:20, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009
Salsa

Dostałam od Violi dwa motki Salsy...

Strasznie zabawnie sie z niej robi... bo ta włóczka to właściwie gotowa taśma z dzianiny, a oczka stanowią wyciągnięte zahaczone fragmenty tej taśmy, reszta jej natomiast zwisa sobie po bokach tworząc takie śmiszne falbanki. Młoda, jak zobaczyła, co mi wychodzi, wrzasnęła: Jakie śliczne, ja to chcę, to będzie dlaaaaa mnieeee!!!

Tylko niestety jakieś włóczkożerne toto... z jednego motka 50g wyszło mi tyle:


salsa

Chyba nie mam wyjścia, tylko dokupić więcej, albo potraktować to jako takie mini-boa :-) A swoją drogą, sądzę, że fajnie wychodziłyby z tego wykończenia brzegów - na gotowym juz brzegu można by bez nabierania oczek 'powyciągać" tę taśmę - i byłaby falbanka... Opcja do przetestowania, Młoda będzie wniebowzięta...

poniedziałek, 09 listopada 2009
Jesienne Szarotkowo

 Zbyt dużej frekwencji nie było, raptem 12 osób w godzinie szczytu :-) Ale nie ilość się liczy, lecz atmosfera! (a ta zawsze dopisuje)

Można było pomacać rozmaite nabytki Eli... (tu włóczki YarnArt i Himalaya, odrobinę się zmartwiłam bo wygląda na to że YarnArt trochę jednak gryzie, a już się nastawiałam na jakieś szale czy sweterki angorowe i mam zagwozdkę)

sp

sp

(z tego powyżej powstają fajne paseczki w robocie, na przykład można wyprodukować z tego komin na głowę :-)

A tu ostatnie śliwkowe placki w sezonie... (mlask)

sp

i dzierganie synchroniczne na czas... :-)

sp

sp

tutaj produkcja rękawiczki ściśle według licznika do rzędów :-))))))
Nawiasem, wyłoniły się dwie frakcje uczestniczek, przy poruszeniu tematu dziania na okrągło, tzn. zwolenniczki 5 drutów i zwolenniczki drutów z żyłką (w tym dwie podfrakcje: na jednym drucie i na dwóch). Ja osobiście obiekty o małych przekrojach lubię na 5 drutach, ew. na wynos - na dwóch żyłkowych. Wyciąganie pętelki przy jednym żyłkowym mnie okropnie drażni ;-(

sp

I szydełkowe drobiazgi też były...

sp

tutaj trwa dzielna walka z dzianiem wzoru żakardowego na dwie ręce, dokładnie nauka trzymania nitki roboczej prawą ręką :)

sp

 A następne spotkanie wypada... 6 grudnia :-))))))  

Buuuuuu, akurat tego dnia mam koncert, i nie wiem czy przyjdę :( A w głowie bez przerwy brzęczy mi szykowane na ten koncert Vesperae Dominicales, o tu na przykład jest płyta ze znakomitym wykonaniem zespołu Opery Kameralnej (jeśli ktoś lubi te klimaty)...  http://www.promusicacamerata.pl/pl/product_info.php?products_id=45 
Tak jakby mało czasu zostało... A śpiewak popędzany przez termin to śpiewak zestresowany :(

10:17, justyna.ada , Szarotkowo
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2