O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
czwartek, 27 grudnia 2007
Na zlecenie św. Mikołaja
Wydłubałam taki oto szalik (na zdjęciu jest brzeg, szalik był dosyć długi)


poniedziałek, 24 grudnia 2007
Sacrum kuchenne
Zaskoczyłam samą siebie, że jestem taka zorganizowana i wczoraj po 23 stwierdziłam, że przygotowania świąteczne zakończone.
Oczywiście, trzeba jeszcze dzisiaj ubrać choinkę (ale z tego obowiązku to dzieci mnie chętnie zwolnią, chociaż akurat to uwielbiam), doprawić winem barszcz, goździkami kompot, i tak dalej, ale to pikuś (noo, faktem jest, że w dużym stopniu do menu świątecznego dokłada się mama i teściowa!).

Kumpel w rozmowie na GG pochwalił mnie: ale ty jesteś doskonałą gospodynią. He he he. Nieprawda, jestem gospodynią okazjonalną. Nie przepadam za gotowaniem i sprzątaniem, ale ten raz do roku chętnie staję nad garnkami. I zagniatając ciasto, miksując, mieszając, szorując podłogę, nucę sobie kolędy, chociaż niby jeszcze adwent :-)
I to nie jest zwykłe gotowanie.

A kolędy najbardziej lubię te najstarsze, ze staropolską składnią, i przejmującym głębią tekstem, na pozór nie do końca zrozumiałym, od którego jednak przechodzą po plecach ciarki w zetknięciu z Tajemnicą.

*******

Pamiętam, jak ćwiczyłam z kilkuletnim Juniorem kolędy, i śpiewanie "Jezusa malusieńkiego" przy zwrotce "Nie ma kolebeczki, ani poduszeczki" skończyło się wielkim rykiem :-))))
A Młoda, skubana, czyściutko wyśpiewuje te kolędy. A czasem udając "panią śpiewaczkę" wyyyyje głosem "wysoko postawionym", z niemalże kwintową wibracją :-D Zupełnie nie wiem, kogo tak małpuje...

*******

I żeby nie było, że nic nie udziergałam, będzie i fotka w wolnej chwili, ale na razie cicho, bo to na zlecenie św. Mikołaja...
czwartek, 20 grudnia 2007
Luźne gadki 3
(wspominki: gadam z kolegą Prawnikiem. - A pamiętasz te żarty o nadmiarze seksu? - no te...
nadmiar sexu czyni z ciebie
krótkowidza

i się brechtamy, wchodzi P.)

P: A o czym wy tu tak gadacie, że wam tak wesoło?
ja: O seksie, naturalnie. Znaczy o jego nadmiarze.
P: Aha.... A słuchaj Justyna, bo ja właśnie już kończę swoją robotę, to chcesz jechać ze mną?
ja: A dokąd mnie zabierzesz?
P: Na Wał Miedzeszyński...

No przecież nie mogłam odmówić takiej propozycji..
.
środa, 05 grudnia 2007
Western nad Zegrzem

Koncert chyba się udał. Więc może nie wyrzucą mnie z roboty, bo... to były firmowe mikołajki w ośrodku konferencyjnym nad Zegrzem. Tak, mikołajki, nie Barbórka :-) Innymi słowy, robiłam z siebie przedstawienie w składzie: sopran, alt, klarnet i fortepian (tfu, pianino) na oczach kilkudziesięcioosobowego grona firmowego.
Znaczy się, ja jako sopran w partii altu miałam zadanie nietypowe... Przez cały ubiegły tydzień tankowałam i paliłam codziennie, żeby sobie skalę obniżyć :-))))
Nie no, wkręcam, nie palę.

Oszszszywiście wszyscy byli zaskoczeni, że śpiewam.

Ale i tak najfajniejsze było pianino... Stroiciel zrobił z nim co mógł, nie poddając się chęci spuszczenia pianina na kółeczkach z górki do Zalewu Zegrzyńskiego. Nastroił, co się dało, opukał, ostukał, podmuchał.

No i było słychać, że cholernie nie stroi... Takie klimaty żywcem wzięte ze starego westernu. Ale na to jest jedna prosta rada: wypić kieliszek czegoś dobrego, i zaraz wszystko zaczyna stroić.

Ach, no i pojeździłam sobie jeszcze wypasionym służbowym czołgiem, o jak mi było doooooobrze, mogę tak częściej. Do dobrego się człowiek łatwo przyzwyczaja, ech... A dziś znów przystanek ZTM wita was.

11:01, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »