O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
środa, 31 grudnia 2008
Nic nie postanawiam...

Ponieważ nie wierzę jakoś w moc motywującą zmieniającej się cyferki roku, więc typowych postanowień noworocznych nie czynię. Ale...

Ja wiem, że to jest truizm, i odkrywanie Ameryki w puszkach, i wyważanie otwartych drzwi itede. Ale nieraz dopiero w oczach innych ludzi odbija się nasza głupota, malkontenctwo, i takie tam.
Rozmawiając z przyjacielem uświadamiam sobie, że odniosę sukces osobisty, jeśli uda mi się mniej skupiać na tym, czego nie mam lub mam za mało, a więcej po prostu cieszyć tym, co akurat dobrego się napatoczy. I nie analizować w nieskończoność, jakie to fatalne układy planetarne sprzysięgły się przeciwko mnie, i przede wszystkim, first of all, nie odgrywać się za to na Bogu-ducha-winnym otoczeniu, czyli nie serwować bez przerwy dania pt. "gorzkie żale".

Ale to nie jest takie łatwe, of kors.

****

PS. Miałam postanowić wykończyć włóczkowe zapasy, zamiast kupować nowe motki, bo to się robi nieprzyzwoite. Ale po tym, jak dziś właśnie nabyłam biały akryl na tę zamówioną sukieneczkę (akurat białego w potrzebnej ilości nie miałam...) to nie będę robić z gęby cholewy, tylko po cichutku spróbuję powykańczać co się da. Rozwijając skrót Dagny - "POSZ...ło!"

A wszystkim czytającym życzę przynajmniej jednego sukcesu w nowym roku. Żeby można sobie za rok powiedzieć: No - ale to, to mi się udało!
A dziergającym spełnienia marzeń związanych z tematem :-)

Speed

Wy-kań-czać! Wy-kań-czać!

W przerwie między odsypianiem różnych zaległości, wyjściem w papilotach na bazarek (w kapturze, żeby nie było!) zwalczaniem bólu głowy (ciśnienie, czy co?) pichceniem obiadu i innymi przygotowaniami usiłuję wykańczać zobowiązania:

To będzie ten szalik z rozszerzanymi końcami i kwiatkami:

s

I to się bardzo przyjemnie dłubie na drucikach 3,5 (jak dla mnie, to dosyć cienkie), jest to miła w dotyku włóczka akrylowa o rozkosznej nazwie "Baby", czeskiego producenta o nic mi nie mówiącj nazwie. Resztę (a mam tego pół kilo, a wydajne to jest...) spożytkuję chyba szydełkiem, za cienkie dla mnie na druty :-)

baby

A to jest wzór sweterka, do którego ma być dorobiona sukieneczka chrzcielna, będę musiała coś podobnego wykombinować (wzór chyba dość prosty, i sukienka też ma być raczej ascetyczna)

wzor

Ponieważ podobno jak w Sylwester, tak i w nowym roku, więc wychodzi na to, że będe sie spieszyć :-P Natomiast przyznaję się, że szybkie robienie na drutach sprawia mi przyjemność: jesli nie muszę korzystać z kartek, wyliczeń, tylko wzorek wychodzi mi "wzrokowo" a wymiar przymierzam do wykroju, to jest to. Speed...

wtorek, 30 grudnia 2008
Jedną nogą

Jutro urlop :-))) będę zajmować się lakierem na paznokciach oraz koafiurą (nie, odpuszczę sobie fryzjera, zakręcę włosy na papiloty, prześpię się z tym dzisiaj, a zdejmę jutro wieczorem. A potem się pomartwię :-)

A później się zajmę znieczulaniem wszelkich smutków.

Dodatkowo, wskutek Bardzo Ważnych Przemian, obecnie jeszcze pracuję w swojej starej firmie, ale praktycznie istnieje już nowa, tylko jeszcze mnie w niej nie ma. Ale od piątku już będę. I wtedy w ogóle będzie inaczej. Dlatego dziś produkuję teksty aktualne od nowego roku, czyli motam się w pętli czasu. I na razie niby mam swoich szefów, ale od piątku już niby innych, ale docelowo znów tych samych :-) Kociokwik...  Dobrze, że chociaż biurko i telefon (i stolek, nie wiem czy to dobrze, czy źle) te same.

feed

Kolejny dzień wspaniałego słońca, świetnego na robienie zdjęć i zwalczanie zimowego dołka.

Tyle, że siedzę w pracy.
Nawet całkiem potrzebnie w niej siedzę, robić jest co. A słońce po pierwsze razi mnie okropnie zza wertikala, bo ja na południową stronę mam okna, a po drugie teraz to niech się buja. Niech się na przykład pojawi o godzinie 19.00, o, proszę. Albo chociaż jutro przed południem.

***
A poza tym z oczami jest źle. Po nowym roku idę na badanie siatkówki OCT (czy to jest w kierunku jaskry?? no w każdym razie trudno mi dobrać szkła...) i suchego oka. A jak sprawdzić czy oko się domyka w trakcie spania? bo nikt nie umie wytłumaczyć, czemu prawie co noc budzą mnie "widelce" w oczach.

niedziela, 28 grudnia 2008
Poświętach

Bo najpierw są święta, święta, a teraz jest Poświętach :-)

Więc się Poświęcam, zgodnie z nazwą, i przy lampce dłubię sobie tak oto: (bez lampy i w biały dzień niestety się nie obejdzie, ciemno jak nie wiem gdzie)

Tu mi wyszły mitenki... (zdjęcie z fleszem i bez. Ta buła na nadgarstku to zegarek, którego zapomniałam zdjąć ;-)

mit

mit

(poszerzałam trochę przy dłoni, bo przeguby mam cienkie, ale dłonie już nie ;P i oczywiście na kciuk dodawałam oczka jak w normalnej rękawicy)

Do tego ma być szalik, szalik zasadniczo żeberkowy, ale na końcach będzie rozszerzany i będzie jakaś ozdóbka pośrodku:

szalik

A tu sobie bezrefleksyjnie dłubię na czarno, przyrasta tego wprawdzie od czasu zdjęcia, ale nudzę się trochę, czekam kiedy już będzie można robić bufiaste moherowe rękawy...

czarne

sobota, 27 grudnia 2008
Weekend tuż po świętach...

...to bardzo dobry pomysł. Rewelacyjny wręcz. Siedzę sobie i dziergam zobowiązanie nr 5, ale ponieważ jest na razie z czarnej Chainette, to niewiele na razie widać ;-( więc dziś nie pokażę - kawałek gładkiej, czarnej dzianiny wyglądałby na zdjęciu tak sobie. Do tego jest pieruńsko ciemno.
Chainette jest przemiła, mięciutka i mięsista, tylko się niestety odrobinę rozdwaja. A ja niestety w takim pół-zmierzchu nie za dobrze widzę :-/

A, i jeszcze mitenki mi się urodziły, ale muszą poczekać na aparat. I na światło. I szalik do nich może dorobię, i wtedy pewnie pójdą w świat...

13:45, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 grudnia 2008

choinka

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy, jak w dniu porażki Madianitów. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza.
Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju.
(...)
Zazdrosna miłość Pana Zastępów tego dokona.

(Iz 9,1-3.6)

Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką... narodził się wam Zbawiciel.

(Łk 2, 9)

Ujawnione

Ze wszystkich znaków na niebie i ziemi wynika, że mogę już ujawnić zobowiązania od nr 1 do 4, jako że pojawią się pod choinką:

Szwagier... (grafitowy Shetland Wendy, i Linda, żeby przy twarzy nie gryzło)

1

Szwagierka... (chyba Kotek czarno-granatowy, i kwiatek z pokazywanego już moheru)

2

Latorośl szwagrostwa starsza... (włóczka bezmetkowa akrylowa)

3

i młodsza... (mieszanka akrylu z wełną, zdaje się, bez metki - tu jeszcze przed wciągnięciem nitek)

4

Numer 5, styczniowy, będzie z czarnej Chainette i wiśniowego moheru, i w międzyczasie pojawił się nr 6 - sukieneczka do chrztu (zgodna z już istniejącym wcześniej sweterkiem). A miałam nie brać zamówień... Chyba wybiorę Elian Nicky do tego - czy ktoś z tego dziergał na drutach, jak to się zachowuje?

wtorek, 23 grudnia 2008
Jeszcze tylko...

Ja już w kuchni i obejściu swoje zasadniczo zrobiłam. Teraz jeszcze Junior zagniata jabłecznik, bo to jego ulubione ciasto, więc sam je robi z lubością się babrząc (kręcenie innych ciast mikserem jakoś go nie pociąga...)

W tym roku idę na proszoną Wigilię, i święta zasadniczo też, więc mój wkład kulinarny nie będzie przesadny: śledzie z cebulką i ziołami, bigos, sernik, jabłecznik Juniora, piernik i blog :-) czekoladowy. 

Jeszcze tylko jakaś kolacja, pozmywać... pogotować bigos, żeby skruszał. I zabiorę się za kontynuację rozpoczętych mitenek (wszyscy mają, ja też będę mieć) i będę mogła Wam wszystkim życzyć Wełnia... znaczy Wesołych Świąt.

(a fotki ostatnich zobowiązań jutro, żeby nikt nie podpatrzył)

sobota, 20 grudnia 2008
Szafy mają uszy

czyli jak to trzeba uważać, co się mówi, przechodząc obok szafy :-)

Nie, to nie jest zdekapitowany kochanek, chowający się w szafie przed mężem i przez tegoż nakryty, tylko manekina część pierwsza, mieszka sobie w szafie, i słucha, czy aby św, Mikołaj nie podkłada gdzieś prezentów.
Natomiast nogi owego kadłubka (bo to manekin typu wystawowego) stoją sobie samodzielnie na tzw. klatce awaryjnej na moim piętrze, gdzie się nie chodzi tylko trzyma graty, i straszą ewentualnych zabłąkanych sąsiadów.

manekin

 
1 , 2 , 3