O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
czwartek, 31 grudnia 2009
Kalorycznie na mróz

No. Żeby nie było, że nic nie kończę. Wstałam sobie dziś i szybciutko dokończyłam komplet składający się z komina i Kalorymetrii (miał być komin, ale zostało włóczki, szkoda tak zostawić...) Pozuje Ziuta, bo ja chyba jednak robię zbyt "uduchowione" miny na zdjęciach...

padisah

padisah

200g Himalaya Padisah, super milutka w dotyku, nie wiem tylko, czy się nie skłaczy w noszeniu, bo przypomina wyglądem czesankę, nie jest mocno skręcona.  Melanż układa się w apetyczne paski, naszła mnie ochota na wypróbowanie innych odcieni.

A teraz pójdę robić się na bóstwo przed sylwestrowym balem, tylko nie wiem co zrobić z tymi długimi pierzastymi kłakami... Jakoś wątpię w swoje umiejętności fryzjerskie, a w kolejkach czekać nie lubię.

środa, 30 grudnia 2009
Czuję przez skórę...

... że nadciąga noworoczny zawał tym razem projektów dzierganych :-) Na drutach mam wciąż Czekoladę z Finy DK, bardzo smakowicie się dzierga, tyle że przecież zima jest, więc natychmiast trzeba z niedawno kupionego Himalaya Padisah wydłubać komin, żeby było ciepło (ukochany kaszkiet odsłania uszy, a zeszłoroczny kapelusz szydełkowy się rozciągnął...)
A przecież jeszcze w koszyku zalega kilka niedokończonych rzeczy, a ja nie mam co na blogu pokazać, bo niczego nie mogę skończyć, aaaaaa...

A poza tym, gdzieś w kościach, jak objawy grypy, czuję nadciągającą fazę na szydełko. Znalazłszy chwilę w pracy, zerknęłam na jakieś szydełkowe wzory. I po co mi to było. ;-] Teraz już z niczym się nie wyrobię.

Kalina zaproponowała, żeby do Szarotkowa przynieść czapki, celem burzy mózgów na temat, co jest twarzowe. A ja może przytargam wszystkie niedokończone projekty, żeby mnie poczucie winy zmotywowało do zakończenia czegokolwiek :-)

I tego sobie życzę w nowym roku (i czytelniczkom też...) - jak najwięcej pozytywnie zakończonych spraw i projektów!

niedziela, 27 grudnia 2009
I pani zdanża...

Komina nie zaprezentowałam, bo wykańczałam go dosłownie przed wigilią. Takoż samoż zresztą i skarpety (te ze skróconymi rzędami ;-), udało mi się jedno i drugie tylko szybko zapakować i tyle.

W ogóle miałam przedświąteczną traumę pt. nie zdążę. Nie, nie mitologizuję działań kuchennych, zresztą "sacrum garnkowe" akurat bardzo do mnie przemawia. W tym roku praca bardzo mnie obciążyła czasowo, i jakoś nie udało mi się zorganizować, żeby na ostatnią chwilę nie uprawiać sprintu.

I dlatego też wpisów świątecznych nie było, ani fotek też, a w czasie świąt byłam zajęta życiem rodzinnym i towarzyskim, a teraz za chwilę też pójdę szykowac coś do pracy, bo mam trzy dni na pozałatwianie różnych spraw, które należy koniecznie załatwić jeszcze w tym roku. Żeby od nowego roku można było sobie powiedzieć: "zrobiliśmy wszystko, żeby to działało, a że nie działa, no to taki lajf..."

Jak to było?
Teoria jest wtedy, kiedy coś nie działa, ale wiemy dlaczego.
Praktyka jest wtedy, kiedy coś działa, ale nie wiemy dlaczego.
Połączenie teorii z praktyką: nic nie działa i nikt nie wie, dlaczego...


poniedziałek, 21 grudnia 2009
Żeby nie było...

... że nie ma o dzierganiu (chociaż faktycznie ostatnio niewiele, bo w domu usiłuję trochę doprowadzić środowisko do porządku, choć pro forma...) Więc dzierga się komin do kalorycznego kompletu z mitenkami i głowogrzejem. Jak skończę, zaprezentuję, a musi to się stać szybko, bo przed Gwiazdką :)

A tu ostatnie zakupy... Padisah Himalaya w  dwóch kolorach, mieszanka jesienna, i mieszanka szarości, i Alpacana zielona, na coś tam, tyle tego wszystkiego, tyle tych pomysłów, że nie przerobię tego w życiu. Fonseki nie pokazuję, bo mi źle wyszły kolory.

zakupy

niedziela, 20 grudnia 2009
Statystyka poimprezowa, odcinek kolejny

Impreza za miastem odbyła się z okazji pracowych Mikołajek, i zjechało się na nią dobrze ponad setka ludzi, może ze sto kilkadziesiąt sztuk, ze wszystkich stron kraju.

Statystyka:

Korporacyjne gadki plenarne- 2 szt.
Załatwionych służbowych spraw w trakcie owej gadki - 2 szt
, dzięki zabieraniu zawsze pracy ze sobą :-)
Niezałatwionych spraw - 2 szt, bo najpierw nie zdążyłam, a potem było za późno.
Ilość nowo poznanych twarzy - około pięciu, więcej nie zdązyłam.
Stare rozchodzone buty, najwygodniejsze do tańca - 1 para => bolących nóg zero.
(dodatkowa zaleta: na płaskim obcasie nie jestem w tańcu żyrafą...)
Wino czerwone i białe - ilości hurtowe.
Tancerze z klasą - och, paru się znalazło... :-))))) Niestety, warszawiacy się nie garną, i trzeba wspierać kooperację międzyoddziałową.

Emocjonalny "haj" - 1 szt, ale o silnym działaniu (tu wstawić rozmarzoną gębę)
Przekrwione, spierzchnięte usta - 1 para. Od suchego powietrza i braku napojów bezalkoholowych, oczywiście!
Przepuszczona świadomie szansa na darmowy powrót do Warszawy - 1
Propozycja noclegu na waleta w pokoju hotelowym (z dziewczynami!) - 1 szt, odrzucona.
Osób zamykających imprezę - 3 (ja i i dwoje wspierających w oczekiwaniu na taxi)

Taksówka do domu o 3 nad ranem - 66 zł (nawet udało mi się nie zapomnieć laptopa).
Upojenie endorfinami - bezcenne.

Najgorsze, że teraz w poniedziałek trzeba będzie schować rozmarzoną gębę głęboko do szuflady (do następnej integracji), a zabrać się do gaszenia pożarów, które już wiem, że się tlą.

czwartek, 17 grudnia 2009
Skarpetki ze skróconymi rzędami

Uwielbiam ten sposób robienia skarpet, bo można je przymierzać w trakcie! :-)
Poniższy przepis jest oczywiście wersją podstawową, na gładko - ściegi możemy sobie zmieniać wg życzenia (podeszwę stopy, palce i piętę, przerabiałabym wszakże na gładko)

Musimy na początek obliczyć, ile oczek potrzeba na obwód stopy, i na jego połowę (trzeba jakąś próbkę zrobić... pamiętając wszakże, że skarpetka się troszkę rozciąga).  Te akurat skarpetki są na sporą stopę, a włóczka cienka, więc mają 56 oczek w obwodzie, pół obwodu to 28o., potem będzie po 14 na drucie.
Najpierw robimy sobie szydełkowy łańcuszek z innej włóczki, najlepiej dość luźno...

...odwracamy do góry nogami, tak żeby widzieć wystające pętelki (garbiki)...

I teraz będziemy nabierać oczka już naszą włóczką skarpetkową, wkłuwając drut w te właśnie wystające pętelki...

Nabieram 28 oczek, na połowę obwodu stopy.

n

I zaczynamy sobie przerabiać skrócone rzędy, czyli: Jedziemy dżersejem, dojeżdżamy do jednego oczka przed końcem, i zamiast je przerobić, przekładamy tylko na prawy drut,

sk

i przekładamy nitkę na drugą stronę, owijając to oczko. (na mojej fotce widać jeszcze jedno dodatkowe o. na końcu, nabrałam jedno więcej na wszelki wypadek)

sh

i odwracamy robotę, jedziemy, z ostatnim oczkiem postępujemy tak samo - zamiast je przerobić, przekładamy tylko, owijając nitką.

sh

Tak wygląda pierwsze owinięte oczko.

sh

Teraz tak samo postępujemy z kolejnymi oczkami od brzegu, (za każdym razem coraz mniej oczek przerabiamy, a coraz więcej zostaje owiniętych)...

sh

sh

tyle razy ile nam pasuje, aby uzyskać skos palców. Ja nie lubię bardzo dziobatych skarpet, ale co kto woli. Zostaje nam na końcu pewna liczba oczek "żywych" na palcach, i po ileś tam (u mnie 6) oczek owiniętych przy brzegach.

sh

Teraz będziemy postępować odwrotnie, za każdym rzędem po jednym oczku przywracając do życia :-) przy czym dla wzmocnienia struktury, następnym oczkom zaserwujemy dodatkowe owinięcie. Przerabiamy oczko które było owinięte WRAZ Z OWIJKĄ,

sh

a następne za nim owijamy tak jak przedtem, odwracamy robotę i jedziemy.

sh

Po drugiej stronie to samo: przerabiamy o. dotychczas owinięte WRAZ Z OWIJKĄ, następne owijamy i wracamy na drugą stronę.

Tak postępujemy aż przerobimy wszystkie o. przedtem owinięte WRAZ Z OWIJKAMI (to istotne, dzięki temu wzmacniamy nasze skosy przed przetarciem i dziurkami. Na zdjęciach powyżej, drutem na którym wisi oczko, podnoszę też jego 2 owijki).

Mamy teraz taki kapturek, na drucie mamy 28 oczek, a na przeciwnym brzegu tkwi łańcuszek, który wyprujemy, uzyskując 27 żywych oczek, a 28-me trzeba będzie dobrać z nitek poprzecznych.

sk

sk

Prujemy delikatnie łańcuszek, i dzielimy oczka na 4 druty po 14 o.

sk

Palce zrobione,

sk

sk

teraz robimy już w kółko, aż uzyskamy długość stopy NIE LICZĄC PIĘTY. Pamiętajmy, że pięta też się rozciągnie, więc trzeba pilnować, żeby skarpeta nie była za duża. Można przyjąć, że robimy piętę, kiedy z wierzchem dojeżdżamy do zgięcia stopy :-)

sk

sk

Piętę też zrobimy tak jak palce, jedynie bez dodatkowego łańcuszka, bo już mamy potrzebne oczka. Zostawiamy w spokoju oczka stanowiące wierzch stopy, a o. pięty przerabiamy skróconymi rzędami, aż zostanie nam kilka oczek stanowiących czubek pięty (lepiej zrobić piętę glębszą niż płytszą, czyli więcej skróconych rzędów niż przy palcach...)

sk

Dokańczamy piętę w sposób taki sam, jak palce...

sk

I teraz można, zanim się zacznie na nowo przerabiać w okrążeniach, dodać sobie po bokach skarpetki (tu gdzie kąt prosty) z nitek poprz. po 1 oczku, to nam zmniejszy dziurki które mogą być na granicy między drutami, a do tego będzie stanowić luz na kostkę. Kilka okrążeń dalej te oczka sobie oczywiście zredukujemy, przerabiajac razem dwa.

I robimy cholewkę, do góry, tak długą jak chcemy. Można zrobić ją na gładko, a ściągacz na końcu, albo całość ściągaczem, wedle uznania :-) Oczka zamykamy luźno. Jeśli ktoś potrafi, najlepiej zamykać oczka igłą. Wciągamy nitki i finito.

sk

Niby nie jest piątek 13-go...

...tylko czwartek 17-go, ale to nie zmienia faktu, że 40-minutowa droga do pracy zajęła mi dwie godziny, w tym jedną godzinę stania na przystanku, gdyż zima jak co roku w grudniu zaskakuje Miejskie Zakłady Autobusowe tudzież inne służby :-) Na szczęście laptop mnie teraz grzeje w łapki, jak przykładam...

A jak przyjechałam, to mi się skręciły kiszki w sprężynki, w efekcie służbowej nagonki. Jak ktoś chce uderzyć psa, zawsze kij znajdzie...

środa, 16 grudnia 2009

Uwaga, uwaga, jutro z okazji czwartku :-) opis skarpetek "od czubka, dla głupka" (bo nie trzeba niczego liczyć prócz ilości oczek na obwód stopy) . Fotki porobione, opis napisany, mam nadzieję, że coś na tych fotkach będzie widać... przy tej pogodzie. :(

Kaloryczny zestaw

Nie no, zawsze wiedziałam, że jestem genialna :-/

tę notkę napisałam prawie tydzień temu, i tak sobie wisi... A więc niniejszym Kalorie sprzed tygodnia (a ja się dziwię, czemu nikt nie podziwia :-)))))))))

Mało tego... jak kliknęłam sobie sortowanie "szkice" to znalazłam jeszcze kilka notek... baaardzo starych... które nigdy nie ujrzały światła dziennego. Brawo ta pani.

*******

kalorie


kalorie

wtorek, 15 grudnia 2009
Metalicznie :)

 

e

e

e

e

e

e

20:36, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3