O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
wtorek, 30 marca 2010
Cienizna

I w ramach niestosowania się do włóczkowego embarga nabyłam sobie również wełenkę Merinos extra fine, w kolorach bordowym i zielonym. Jest milusia i mięciusia, i cholernie cienka :-)) Nie mam zwijarki do kłębków i zwinięcie zajmie mi forever...

Myślę, że chusta z niej zrobiona będzie eteryczna i zwiewna. Jak juz powstanie... A kolorki nabyłam takie... co prawda na firmowej fotce ta zieleń była mniej chemiczna, a bardziej jodłowa :-) ale trudno. I tak zrobię chustę, tylko nie wiem kiedy. A teraz adieu, spadam dziergać to, co jest na tapecie, ileż można się obijać... W końcu może przyjdzie mi do głowy jakaś koncepcja, w ramach Pracy Koncepcyjnej, którą muszę wykonać jutro, ale w biurze nie ma warunków do czegoś takiego jak Praca Koncepcyjna, zamiast tego jest Zwariowane Lotnisko :)


merinos

Mało dziergam. Mam co robić w pracy... dużo mam co robić. Trochę muzykuję. Staram się niwelować stres. Nie jest dobrze, przestaje mnie to wszystko bawić. Jestem zmęczona, rano ledwo wstaję z łóżka.

Chociaż tyle dobrego, że na froncie prywatnym jest spokój i ukojenie nerwów.

Kumpel Pianista namawia mnie do "przejścia na zawodowstwo", bom ja muzyk i artystyczna dusza, etc etc. :-))) To nie takie proste, obawiam się... KP bowiem rodziny do wyżywienia nie ma, a ja tak. No i etap "muzykowania do kotleta" już kiedyś zaliczyłam, było tak sobie... A coś bardziej ambitnego, to też nie takie proste.

A poza tym obawiam się, że byłoby jak w tym powiedzonku, zdaje się, made by Artur Rubinstein: Lubię się spotykać z przyjaciółmi - biznesmenami, bo mogę z nimi rozmawiać o sztuce. Jak się spotykam z przyjaciółmi - muzykami, to gadają wyłącznie o pieniądzach.

piątek, 26 marca 2010

Dziś udało mi się w pracy (oczywiście nie samodzielnie) zestresować tak, że nie mogłam się uspokoić przez pół dnia, przez drugie pół gromadziłam dokumenty pod obronę na poniedziałkową rzeź, a przez weekend musze obmyślić jakąś linię obrony, żeby udowodnić, że nie jestem wielbłądem. A z tego wszystkiego zostawiłam w biurowej kuchni sękacz...
Muszę się skupić, żeby myśleć o kwestiach merytorycznych, a nie malowniczo sobie wizualizować z rozkoszą swoje farewell party :-))))

A przecież w niedzielę mam koncert... :-(

I nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, kiedy w sklepie z rozmaitościami zamrugały na mnie oczkiem takie oto kłębki słodkiej bawełny, a jest ich w sumie kilogram (a ten czerwony to naprawdę jest koralowy):

bawelna

A szatka chrzcielna wprawdzie jeszcze przez chwilę przypomina zewłok, ale już niedługo ją wykończę na dole i powciągam liczne białe tasiemki, to może nabierze bardziej uroczystego wyglądu :-)

biale

A teraz idę dziergać i nie myśleć.

czwartek, 25 marca 2010
Gdańszczanie przy kranie

Wśród ogłoszeń przetargowych na tematy ściśle powiązane branżowo, od czasu do czasu do skrzynki trafiają mi ogłoszenia całkiem niezwiązane, a znajdujące się tam zapewne dzięki pomyłkom wyszukiwarek. Wśród nich na przykład przetargi na "monitoring ptaków" :-) i różne inne.

Ale dziś jedno z nich mnie zainteresowało, choć nie mieszkam w Gdańsku, to jednak czuję się zobowiązana potencjalnych tamtejszych czytelników ostrzec :-))), bowiem poszukiwana usługa to:

"Opracowanie kompleksowego programu promocyjnego skierowanego do mieszkańców Gdańska, dotyczącego kształtowania nawyku konsumpcji wody bezpośrednio z kranu wobec rosnącej konsumpcji wód butelkowanych."

Ja tam nie wiem... mieszkam w Warszawie, ale z kranu to bym się bała...

środa, 24 marca 2010
Włochacz

Takie urocze słówko przyszło mi do głowy na określenie... włóczki Fonseca :-)

fonseca

Ten splątany kłąb nitek ma za zadanie stać się szalem... tu akurat zaczynam robić wzorkiem falistym, ale dalej będzie gładko, i znów falisto... Nie ma sensu wstawiać skomplikowanych wzorów, moim zdaniem. Tu na zbliżeniu widać może lepiej... Druty są 4 mm, a włóczka jako taka ma grubość nie więcej niż 0,3 mm, ale za to ten włos, bujny i puszysty.. :-)

fonseca

No, w każdym razie najlepiej robić z niej w dziennym świetle. Ale rzeczywiście będzie to chyba dość zwiewne, i pewnie zmieści się w obrączkę 14mm, choć to nie ślubny wyrób.

Na swoją kolejkę fotograficzną czeka grzecznie Czekolada, chwilowo z jednym rękawem, i biała pelerynka. Uprzytomniłam sobie właśnie, że chrzest nie będzie tydzień po świętach, tylko w lany poniedziałek... Aaaaaaaaa. Biegiem do roboty. Pokażę, jak wciągnę białe tasiemki...

A w ramach odwyku od kupowania włóczek, zamówiłam sobie Merinos extra fine :-) Sądząc z długości w motku - 700m/50g - musi to być cienkie jak włos, dobrze, jeśli w ogóle tę nitkę zobaczę gołym okiem :)
(Usprawiedliwienie) No bo nagromadziłam tyle wzorów na chusty, to trzeba mieć z czego robić!

poniedziałek, 22 marca 2010
Oczywiście, że...

Oczywiście, że NLP :-) Bo po pierwsze wczoraj wróciłam bardzo późno z miasta Grrrr..., po drugie wróciłam okropnie zmęczona napiętym programem tamże, i podróżą w obie strony. Po trzecie w poniedziałki zwykle robi się wszystko na zapalenie płuc, na wczoraj, i na szybko, a weekendu tak jakby nie było. Po czwarte, znów wrócę późno, bo przecież próba... i nie bardzo mam czas na dzierganie :(

Ale wszystko ma swoje zalety, bo człowiek wciąż się czegoś uczy, ja opanowuję sobie "stres machacza publicznego" ale ja mam łatwiej, bo stoję tyłem do publiczności :-) a moi ludzie opanowują stres ekshibicjonizmu wokalnego :-)

No i ku przestrodze: nie należy podśmiewać się z innych, niezbyt czysto śpiewających chórów, jeśli śpiewa się na samym końcu, bo po dwóch godzinach tkwienia w niskiej temperaturze i bez rozgrzewki przed występem, zjeżdża się całą gromadą o przynajmniej cały ton w "Agnus Dei" Barbera :-)))) co powoduje że staje się to nieśpiewalne, gdyż infradźwiękami jeszcze nie dysponujemy...

A z pozytywnych wrażeń: nie wiedziałam, że w mieście Grudziądzu jest tyle zabytków :-) Niestety fotki robiłam tylko telefonem, więc nawet jeśli je wstawię, nie będzie to rewelacja. Chociaż... parę napisów wzbudziło nasz żywy entuzjazm :-) ale to następnym razem.

piątek, 19 marca 2010
Chwilowo na szaro

Niech ten dzień się już skończy... najpierw po pracy będę znów jęczeć u laryngologa "Karol", potem próba zespołu, potem jakieś korki z emisji głosu, potem się spakoooooo.... (ziew) A przecież i tak najważniejszą rzeczą do spakowania oprócz nut jest robótka do dziergania :-) W końcu 4 godziny jazdy autokarem w każdą stronę...

Oczywiście wiem, że na takich wyjazdach z "integracją" to przede wszystkim się nie dosypia... (ziew) ale nie daruję, tyle godzin w pozycji siedzącej... (koleżanki chórzystki i koledzy chórzyści dziwią się 'to ty sama to robisz?')
Może zabiorę chustę, z włóczki która miała być kamizelką (ale nie wiem, czy będzie jej to dane). Robię wzorem prawie jak Swallowtail Shawl - z tą różnicą, że na początku jest gładko. Jakoś tak mi było poręczniej. Nudzi mi się już jednostajny wzorek... muszę coś pokombinować. Naoglądałam się na Ravelry wzorów na chusty i teraz mi się kręci w głowie.

 chusta

chusta

Przed blokowaniem to wszystkie te ażury wyglądają jak smętny kłąb...

No wiem, że wiosna idzie, ogłosili dziś w radio, że ostatni dzień zimy, i że po kilkanaście stopni w dzień prognozują, i na cześć wiosny przydałoby się coś kolorowego, i wszystkie inne blogowiczki szaleją z kolorem... ale mnie ta szarość po prostu bardzo się podoba, a włóczka jest bardzo szlachetna w dotyku. Na cześć wiosny za to Młoda sporządzi Marzannę w szkole przy użyciu resztek włóczkowych na fryzurę (akurat włóczek niezbędnych do tego celu jest w domu zatrzęsienie).

O! Już wiem, co wpiszę do swojej kolejki projektów...
(w kolejce przepychają się: chrzcielna pelerynka, Czekolada, szara kamizelka, która właśnie staje się chustą :), łapka szydełkowa do garnków, bo uszyć sobie nie umiem :(, i sukienka dla lalki paradującej bezwstydnie w dezabilu)

Wpiszę sobie kolejny szal :-) tym razem z falbanką! O. Mam beżowy płaszczyk, który już mi się kompletnie opatrzył, a jest chyba niezniszczalny... :(

czwartek, 18 marca 2010
Koniec zimy?

Zima niby się kończy. Bardzo bym chciała w to wierzyć, bo mam dość. Ale póki co, zanim zapomnę... Taki romantyczny widoczek miałam z balkonu w niedzielę wieczorem...

zima

a taki rano :)

zima

Do karmnika ptaszki jakoweś przylatują, ale nie udało nam się ich sfotografować (dla ścisłości, z uwagi na czystość balkonu, karmnik wisi na kiju zamocowanym w uchwycie "flagowym". W końcu w zimie żadne państwowe święto nie przypada :-)

wtorek, 16 marca 2010
Przełożenie

Przełożenie, wielce korzystne, istnieje pomiędzy dołkiem psychicznym a ilością przerobionych oczek. Jak to juz wskazywała 2owieczki na swoim blogu. Mam właśnie fazę dołka, tzn. życie jest do czterechliter, nikt mnie nie kocha, pójdę więc do ogródka, najem sie robaczków - i siedzę grzecznie nad drutami, zamiast zajmować się innymi formami aktywności.

A juz ktoś kiedyś zauważyl... (kobiety w cytacie są li tylko dla zachowania oryginału)

"Literatura, literatura,
to nie jest tylko zasługa pióra,
trzeba kobiety, która wie,
kiedy poecie szepnąć 'nie'"

niedziela, 14 marca 2010

Pierwszy z trzech zaplanowanych koncertów z daną porcją repertuaru odfajkowany :) Publiczny debiut dyrygencki tez odfajkowany (coniedzielne machanie sie nie liczy, bo na to nikt nie patrzy, a tak to moje plecy widzi każdy...) Stwierdziłam, że jeszcze tylko następnym razem muszę moim sopranom i altom zaaplikować po kielonku przed występem, to już wszelka trema zniknie i będzie luz jak ta lala :-)

Winko ręcznie robione wypite. Chusta ręcznie robiona się robi. Za tydzień maraton weekendowo-wyjazdowy.  Jutro poniedziałek... nawet nie chcę o tym myśleć. W piątek gasiłam cały dzień pożary, spowodowane zostawianiem "petów" przez innych.

Ale opowiem wam coś. Dziś rano, tak koło szóstej, budzi mnie tupanie Młodego po domu. No trudno, śpię dalej. Jakoś tak koło wpół do ósmej wsadza głowę do pokoju, gdzie śpimy: - Hej, a wy co, nie wstajecie? - No nieeeee, jeszcze śpimy, dobranoc.

Ale tak jakoś za kwadrans ósma słyszę podejrzane szelesty w przedpokoju, jakby ktos się ubierał do wyjścia. Zaniepokoiłam się, bo może młody niedzielnym rankiem zaplanował ucieczkę z domu? Zwlekam się więc, zaglądam do przedpokoju, a tam Młody w pełnym rynsztunku, z plecakiem, właśnie wychodzi. - Dokątt sssie wybierasz? - No jak to dokąd, do szkoły przecież! - Jak to do szkoły, przecież jest niedziela! - Jak niedziela, jak poniedziałek, przecież wczoraj byliśmy u babci na obiedzie, to dzis jest poniedziałek!

Za wszystko inne zapłacisz kartą, ale mina młodego, który naprawdę by do tej szkoły pojechał - bezcenna... A to wszystko przez obiad u babci, który wyjątkowo odbył się w sobotę :-)

 
1 , 2