O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
wtorek, 29 kwietnia 2008
Jedźmy! Nikt nie woła...

Kiedy nacisnę ikonkę "statystyki", blox twierdzi, że dla jakiejkolwiek daty "brak statystyk z tego okresu". Zeżarło, znaczy się. I teraz wygląda, jakby nawet pies z kulawą nogą tego nie czytał, uuuuuu...

"Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg,
Ósmy krąg, w którym nie ma już nic..."

Posługując się obrazoburczo cytatem z Wieszcza, pozdrawiam.

poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Świeżo wydłubane

/uhahaha... byłam pewna że ten wpis dawno już wisi, a on sobie leży w szkicach i żałośnie piszczy/

 

Żeby nie było, że nic nie robię, tylko się nad sobą rozczulam, a gdzie tam. Rozczulanie się nad sobą można bardzo dobrze łączyć z dzierganiem :-))
Zachciało mi się bluzeczki na lato (zanim wymyślę coś na tamto czarne niedokończone): z tłuściutkiej mięsistej bawełny z domieszką, taka będzie dolna część...

kremowy top

A tu już ukończony jakiś czas temu turkusowy tasiemkowy komplecik MCT - łatwe, lekkie i przyjemne:

turkus 1

turkus 2

Dywagacje

Mam pewne podejrzenia, że obce "ciała" w oku, to... może za mało komputera i procentów? :-) Wlazło mi do oka po imprezie, gdzie nie mogłam wypić, a w weekend prawie do komputera nie siadałam. Jak siadłam poklikać na gg przy szklaneczce piwa, zaraz mi przeszło :-)

Nie potrafię się konstruktywnie kłócić... im bliższa osoba, tym więcej emocji w to ładuję, i tym trudniej załatwić właściwy problem, i obie strony strzelają fochy zamiast przejść do meritum. Ech... Ale czasem trzeba się pokłócić. Okazuje się bowiem, że ja myślę "w kropki", ty myślisz "w kratkę" i oboje jesteśmy pewni, że przecież wszystko było dogadane, a na koniec wszyscy wyszli wkurzeni.

niedziela, 27 kwietnia 2008

Niby impreza, tańce, hulanka, swawola (ja, jako kierowca tym razem, ćwiczyłam wychowanie w trzeźwości :-) - więc powinno być wszystko pięknie i cacy, dodajmy do tego cudowną słoneczną pogodę, żyć nie umierać.

Ale coś nie gra. W oku jakieś obce ciało (nie mam na myśli, że czyjeś ciało wpadło mi w oko, tylko naprawdę oko boli!) Bliskie osoby, w liczbie sztuk kilku, zachowują się w sposób, którego nie umiem sobie wytłumaczyć, zrozumieć, ani zaakceptować, i radzić sobie z tym... albo się wcale nie zachowują.
Nie mogę się rozkleić przy ludziach, bo to będzie dziwne.

Idę na basen, dobrze się składa. Albo zastosuję przepływność (nawet dosłownie :-) albo w razie czego i tak wszędzie woda, więc nawet jak się odrobinę zasoli, nikt nie zauważy.

czwartek, 24 kwietnia 2008
No i zabrakło :-(

... tej czarnej włóczki. 300g wystarczyło tylko na krótki przód i tył, i rękawy. Żeby ją zszyć, nie mówiąc już o wykończeniu brzegów, muszę coś wykombinować. Coś czarnego i cienkiego, czego nie mam. "Kalinka" byłaby dobra, ale nie mam. Więc na razie bluzka zamiast prezentować się dumnie, leży w częściach i piszczy żałośnie...

No co, to bylo bardzo mało wydajne 300g. Sądziłam, że 135m/50g przy rozmiarze 38 wystarczy, ech.

Jak ja nie lubię niedokończonych rzeczy.

***

I jeszcze w klimacie braków. Nie wiem, czy to brak świeżego powietrza, czy może zmęczenie pracowe, czy to wpływ toksycznych wyziewów (w pracy remont, malowanie i totalna demolka biura, a na ścianach korytarza wkurzający kolor jajecznicy, i to ma być poważna firma...) Lub też wpływ króciutkiego popołudniowego spacerku, że jak to zauważyła już E. Piaf "padam, padam, padam", a z kolei w szafach z kłębkami czuć wiosnę, ruch się zrobił (i nie mam na myśli stada moli!), kłębki popiskują żeby je wypuścić - więc zrobię sobie kawę o tej porze i zobaczymy, co dalej.

sobota, 19 kwietnia 2008
WIP-y

Czyli work in progress, czyli już bardzo dawny zielony sweter czekający na wszycie suwaka, kiedy to przewalczę własne lenistwo...

zielony-suwak

i szydełkowa bluzka, na razie bez długich rękawów i wykończenia - kilka rządków dziennie wieczorem to stanowczo za wolne tempo :-( 

szydelkowa-wip

(zdjęcia z telefonu, bo baterie się wyładowały...)

Na ścianie

Takie mam obrazki na tablicy korkowej w pracy :-) nr 1 od Juniora.....

mapa

nr 2 od MCT...

kochamcie

i nr 3 od współlokatorów :-)

rybki

czwartek, 17 kwietnia 2008

Update: kiedy już sobie człowiek ową drętwotę uświadomi, że na nią aktualnie cierpi :-) jest trochę łatwiej znieść ten fakt, a nawet uprzytomnić sobie, że to przejściowe. A czasem nawet organizm uruchamia mechanizmy immunologiczne. Zwykle wtedy, kiedy mogę się tym z kimś podzielić.

Jako bardzo młoda czytelniczka, zafascynowałam się cytatem z Macieja Wojtyszki ("Bromba i inni" :-)
"To, co Nazwane, przestaje być Nieznane".  Im dłużej żyję, tym więcej w tym sensu.

"Drętwota!"

W książkach o Harrym Potterze można się zetknąć z użyciem zaklęcia "Drętwota". Osobnik cały sztywnieje i do niczego się zatem nie nadaje, aż się nie odblokuje.

Czy ktoś zna jakieś przeciwzaklęcie na drętwotę emocjonalną? Człowiek zapewne nie zauważa, kiedy został ukłuty cieniutką igiełką sączącą odrętwiacz, i jest mu nagle wszystko jedno, na nikim mu nie zależy, nikogo nie kocha, nie umie okazać żadnych emocji, bo ich nie odczuwa, i nie potrafi o tym rozmawiać.

To jest notka do kompletu z: Przepływnością

Fotki dziewiarskie wkrótce, po odblokowaniu drętwoty.

poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Kot urodzinowy :-)

Kotów i innych futrzaków nigdy nie mieliśmy z różnych powodów, między innymi dlatego, że Junior ma alergię na kota. Natomiast przy okazji imprezy urodzinowej w naszym mieszkaniu zjawiła się chwilowo Diana...

kot

kotka syberyjska, co to ponoć nie uczula. Dzieci były w siódmym niebie, i Junior też nareszcie mógł przytulać kota.

kot tosia

kot asik

Niestety po jakimś czasie trochę go wysypało, pozostaje pytanie, czy i syberyjskie uczulają, czy też kotka przyniosła na sobie sierść drugiego kota, dachowca, z tego samego domu.

Niemniej wdzięczny widok kota w mojej kuchni był dla mnie bardzo ciekawym zaskoczeniem... marzę o kocie od bardzo dawna, i nic, tęsknię tylko.

parapet

kot kuchnia

 
1 , 2