O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
czwartek, 30 kwietnia 2009
Na rozstajach

Na rozstajach jestem z projektem, bo mam mało włóczki. Zrobiłam do połowy przód i tył, i mam tyle włóczki, ile widać na zdjęciu:

sukienka

sukienka

Teraz będę rzucać monetą :-) jaki ma być układ kolorów dalej...

***

Niech już będzie maj... Widzę na skypie,  że R. i Z. twardo siedzą, dla nich jeszcze się dzień nie skończył, cholerna giełda i jej dedlajny. Ja niby mam też swoje raporty na poniedziałek, ale mogę je przetłumaczyć jutro, pojutrze, popojutrze...

 

środa, 29 kwietnia 2009
Do roboty

Siedzę sobie w domu i zdalnie udrażniam jakieś służbowe niedrożności. Zapomniałam w trakcie dnia.
Ale i tak na skajpie mam podgląd na największych pracusiów :-)

Ha. I szefa też namówiłam na zainstalowanie komunikatora, może wreszcie będzie uchwytniejszy ciut bardziej niż kamfora.

A już teraz wiem, że majówka, krótka w tym roku, będzie very busy: Basen i jedna działka w piątek, druga działka w sobotę (kto to wszystko wypije...?) i sesja zdjęciowa w niedzielę. O rany, sukienka nie gotowa... Do roboty więc, kawę na ławę (postawić) i do kłębków marsz.

Aha, no i jeszcze tłumaczonko na poniedziałek. WRRRRR.

wtorek, 28 kwietnia 2009
W międzyczasie...

Niech już będzie maj, do 30 kwietnia mamy w pracy leciutki zawał...
A najlepiej już niech będzie po wakacjach, bo wciąż mamy czkawkę post-transformacyjną, jest takie stare przysłowie pszczół "jak się polepszy, to się... pogorszy", i niby Transformacja jest fajnym pomysłem, i w ogóle, ale bajzel z tym związany jest przeokropny.

Dlubię w międzyczasie wiosenną sukienkę, ale póki jej nie skończyłam, będzie o głosach, kolejne wydanie tematu.

***

Zanim poznałam na własne oczy P., zachwycałam się jego radiowym głosem. Po wizji lokalnej mi przeszło :-) ale głos dalej radiowy...

M. ma głos przepitego żula spod mostu, za sam głos dziesięć lat bez sądu. A gość wesoły i miły.

M. za to ma delikatny łagodny tenorek, chłopięcy wręcz, i takiż uroczy wygląd, a przecież szacowny i stanowczy dyrektor (za wyjątkiem po kielichu :-)

Kolejny szacowny dyrektor, okazuje się, że mimo całkiem innej profesji, dysponuje pięknym niskim głosem, wielce efektownym w śpiewie. Nawet nie wiem, w czym byłby lepszy...

KN, z kolei, im bardziej  podekscytowany, tym mówi głośniej i bardziej twardo, a mnie najbardziej podoba się leniwy baryton :). 

w głosie R. dla odmiany słychać pewną chrypkę :-) i zanim go poznałam, sądziłam że jest niesympatyczny i brzydki :) co nie jest wcale prawdą.

Ciekawe, jak ja brzmię przez telefon...

sobota, 25 kwietnia 2009
Finis - mam nadzieję - coronat opus

Aaaaaa, dzisiaj gorset ma mieć inaugurację na wieczornym "baila". Jeśli tylko będzie pasował... co z tego, że przy ostatnim mierzeniu pozaznaczałam szpilkami, gdzie szyć, kiedy mogło mi się coś pomieszać... Krawcowa to akurat ze mnie średnia. Więc boję się okropnie

No więc na płask wygląda mniej więcej tak (kolor wszystkich elementów oczywiście bordo, a nie jakiś dziwny amarant :-)

fo
 

Wykończenie jest minimalistyczne, bo i całość dość sztywna. Guziki na plecach są tylko po to, żeby maskowały zapięcie na haftki, i żeby się ono nie rozjeżdżało.

fo

Szew jest dlatego zygzakiem, żeby nie przeszywać haftek :-) To zdjęcie robiłam przy sztucznym świetle, stąd kolor inny.

fo

Wszystko od spodu popodszywane bawełnianą taśmą, żeby uniknąć rozciągania, ale tego już wam oszczędzę... Miseczki wykończyłam jakimiś prościutkimi muszelkami, ale nie chciały się pokazać.  A ramiączka przyszyte są z tyłu, i żeby włożyć gorset, trzeba krzyżak wkładać przez głowę.

A z wkładką cielesną - może uda mi się pstryknąć zdjęcia w czasie imprezy.

wtorek, 21 kwietnia 2009
Miło mi :-)

... z powodu tego oto sympatycznego wyróżnienia...

odznaka

które dostałam od <a href="http://fanaberiawpradze.blogspot.com">Basi</a>. Zaraz mi cieplej na duszy...

21:35, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »

Ślub się odbył, panna młoda wyglądała bardzo ładnie (uwielbiam proste kroje sukien podkreślające zalety figury), a matka pana młodego (ślub polsko-hiszpański :-) miała na głowie taki rodzaj ozdobnego grzebienia czy też korony (nie mam pojęcia, jak to się nazywa), z której zwisał aż do ziemi szeroki koronkowy welon, co w połączeniu z ciemnozieloną długą i szeroką suknią wyglądało bardzo stylowo :-) Ale nie miałam okazji obmacać welonu...

Tylko oprawa muzyczna niestety - kicha, ale na to spuśćmy zasłonę  miłosierdzia :-) Ostatecznie, najważniejsze i tak jest samo małżeństwo...

Po imprezowym weekendzie nie mam sukcesów robótkowych, postaram się nadrobić, bo już prawie się wylizałam z ran, a obecnie ślęczę nad ręcznym podszywaniem gorsetu fafnastoma taśmami (gdybym wcześniej przewidziała tyle ścibolenia w ręku, to bym się dwa razy zastanowiła)

I bardzo ale to bardzo brakuje mi... naparstka :-D

piątek, 17 kwietnia 2009
Nostalgicznie

Wybieram się jutro na ślub znajomej... Doszłam do wniosku, że jakoś nie przepadam ostatnio za tym, bo śluby powodują u mnie dziwną nostalgię. Może za tą euforią, za tym radosnym wyczekiwaniem? Za tymi motylami w żołądku? Może zazdroszczę tym nowożeńcom tej błogiej niewiedzy, tego przekonania, że zawsze będzie tak dobrze jak w dniu ślubu (i dobrze, powinno się mieć takie przeświadczenie! :-)) Albo może tego, że przed nimi jeszcze same białe kartki, mogą je zapisać jak chcą, a ja już nie mam wpływu na to co nabazgraliśmy przez te lata (w tym roku minie 15)?
Wrrrr. Dosyć dołków.

Anyway, to jakaś forma zazdrości :-)
Pomijam oczywiście śliczne sukienki, strasznie mi żal, że raczej już takiej kiecki nie założę...

***

Za to przez najbliższe ileś czasu nie tknę pizzy... W poniedziałek dla gości napiekłam pizzy, bo akurat wszyscy lubią Zostało mi drożdży i składników, więc dla nas wczoraj też była na kolację pizza. Ale za to w niedzielę idziemy na imieniny teścia, i tam też będzie pizza autorstwa teściowej. :-)

Ponoć drożdże są zdrowe :)

czwartek, 16 kwietnia 2009
Ulubione pozycje :-)

Zastanawiam się, w jaki sposób dziergać w takiej pozycji:

 

cw

 

Lub w takiej:

 

cw
(fotki ściągnięte z sieci, ze strony www.twojkregoslup.pl)

 

Bo powinnam chyba spędzać w ten sposób sporo czasu... Kręgosłup lędźwiowy daje mi się ostatnio we znaki, i po 8 godzinach siedzenia za biurkiem wcale nie jest mu lepiej :-( Zdaje mi się, że dłuższe siedzenie z robótką też mu nie będzie służyło. A cholerny przypalony palec nie chce się za nic goić :-/ Ale co zaczęłam, skończyć przecież muszę... Wiosenna sukienka czeka, zrobiłam tył do połowy, i żeby mieć pewność, ile z którego koloru mi wyjdzie, postanowiłam też zrobić do tego samego miejsca przód, i zobaczę, co zostanie :-)

tyl

(jakieś sprane te kolory wyszły, pewnie dlatego że już popołudnie było, a moje okna od wschodu...)

wtorek, 14 kwietnia 2009
Maleństwo

Moja malutka córeczka wczoraj skończyła 7 lat :-)
(imprezka na cztery fajerki, ledwo zipię :-)

Moje maleństwo kończy już wiek przedszkolny, i wessie ją szkoła, buuuuu... Moja drobniutka jak przecinek kruszynka, delikatna, filigranowa, słodko pachnąca, najmilsza do przytulania i głaskania, obiekt mojej nieustannej zazdrości o uczucia jej tatusia ;), czuła, wrażliwa, inteligentna, potrafiąca trafnie nazywać świat i emocje, i radosna jak wiosenne słoneczko... i oczywiście humorzasta i obrażalska ;-P

 

7

 

 

7

 

I będzie coraz większa... :) Nie, nie chciałabym sztucznie zatrzymywać czasu, bo tak to prawidłowo działa. Ale nostalgia czasem ukąsi.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Z wkładką mięsną

I nie mam na myślil świątecznej szynki ;-) tylko siebie w fiolecie, fotka z uwagi na świąteczny pośpiech strzelana była "w gościach", niestety na plener okazało sie za zimno... ;-(

fiolet

fiolet

(facjata nieskażona żadną myślą ;-D)

Czas wykonania bluzki ok. 13 godzin. Oczywiście nieźle rozlożonych w czasie... ;-)

Poza tym było mi niezmiernie przyjemnie widzieć dziś chrzczoną dzidzię w moim kompleciku :-)

 
1 , 2