O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
piątek, 30 kwietnia 2010
Wyszedłemk. Zajentyk.

Mało dziergam, ale obiecuję, że jak tylko skończę, to oczywiście pokażę. Może po majówce... Na razie poza pracą, gdzie zawsze i tak jest co robić, intensywnie grzebię w muzyce, a to chór z Irlandii nas nawiedził i trzeba z nimi robić różne rzeczy, a to ze swoją drużyną męczę Vesperae Dominicales na koncert w maju, a potem zaraz czerwiec i koncert Haendlowski, gdzie też coś nadprogramowego trzeba wydłubać. Tak że wracam do domu i chcę spać. I źle mi z tym zmęczeniem, bo jeszcze bym pośpiewała... :(

A zamiast endorfin włóczkowych pasę się endorfinami muzycznymi, które buzują mi we krwi, gdy pokazuję, opisuję, wyjaśniam, wizualizuję - i jest efekt! Zamiast smutnego pisku, jest dźwięczny sopran, zamiast cienkiego, ściśniętego dźwięku jest jasny i lekki oratoryjny tenor... i tak dalej. To cudowne uczucie, kiedy słychać, że ktoś ma dany od Bozi piękny głos, i można mu pomóc go pokazać.

A właśnie, 23 maja w Falenicy o 18.00 będzie można posłuchać "Vesperae" Mielczewskiego w wykonaniu chóru Epidemia Epifania z własnymi solistami i zespołem instrumentalnym, i mam nadzieję że to się da słuchać...

11:35, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Tęcza na dywanie

Siedzę ci ja w sobotni poranek na moim fotelu dziewiarskim, co to się lekko buja, i dziergam sobie szczęśliwie, przede mną rozpościera się szeroki przestwór dywanu, i co widzę? Tęczę na dywanie. Normalną tęczę.

tęcza

 

 

 

Wznoszę oczy nieco wyżej, i zauważam, że a. ostatnio zamontowaliśmy na balkonie szklany parawan osłaniający jego część, i b. słońce właśnie ostro daje czadu, bo to pokój od wschodu, i c. tęcza jest dokładnie na tej szerokości geograficznej, gdzie jest brzeg owego parawanu, aha, koniec dowodu.:-)

A dziergam sobie szczęśliwie Swallowtaila, napawając się pęczkami, bardzo są spolegliwe w robocie, robi się je znacznie szybciej niż wzór bez pęczków, ot co.

pęczki

A zdjęcia z Szarotkowa wrzucę na stosowny blog :-)

piątek, 23 kwietnia 2010
Się wybieram, czyli reklama Szarotkowa

Oczywiście do Szarotkowa w niedzielę.

Jeśli któraś z czytających mnie warszawianek ma ochotę się też tam wybrać, a nie ma śmiałości, albo nie wie, gdzie jest stosowny wątek na forum, itd itp - to informacje pojawiają się zawsze na forum robótek na drutach (link w szpalcie bocznej). Albo może być kontakt mailowy.
A naprawdę warto! Nie tylko dlatego, że jest zawsze coś pysznego do zjedzenia :-) nawet w nadmiarze, ale dlatego, że jest po prostu miło pobyć w towarzystwie osób z tym samym rodzajem hopla na punkcie rękodzieła. I wymienić się doświadczeniami. Popiszczeć z zachwytu nad czyimś pomysłem, pochwalić się przyniesionymi przez siebie robótkami. Czasem nauczyć się czegoś nowego od innych, podpatrzeć fajne wzory. Pomacać nieznane sobie włóczki (reklama dźwignią handlu...) Wymienić się tym, co nam zbywa w naszych włóczkowych szafach. Czasem też poplotkować o nierobótkowym życiu.

I niesamowicie mnie podbudowuje fakt, że spotykają się kobiety (facetów na razie nie ma, ale gdyby byli, też byłoby fajnie) w różnym wieku, od studentek po starsze panie, i nie widzę problemów ze współistnieniem :-)

Za każdym razem wracam pozytywnie naładowana. A bateria w aparacie - rozładowana :) bo oczywiście zawsze są również jakieś zdjęcia...

Aha, i jeszcze jedno. Nie wydaje mi się, żeby Szarotkowo wyglądało na T.W.A. :-)

środa, 21 kwietnia 2010
Czekoladowo

Wykańczalnia pracuje... Słońce trochę poświeciło (ale nie za dużo, żeby nie było za dobrze...) i zmęczyłam gorzką czekoladę - pozwalam sobie wkleić zdjęcie jeszcze bez guzików, bo... nie wiem, jakie kupić. Też takie ciemne, czy kontrastowe?

cz

cz

To zamiast letniego żakietu z krótkimi rękawami. :-)

A teraz dalej walczę z szarawym Swallowtailem, we własnej wersji (chyba trochę go powiększyłam w stosunku do oryginalnego wzoru, zobaczymy co wyjdzie po zblokowaniu). Życzcie mi powodzenia w dalszym wykańczaniu.

sobota, 17 kwietnia 2010
Włochacz

Szarobury Włochacz powolil zbliża się do szczęśliwego, mam nadzieję, finiszu, jeszcze brak mu falbany, a na razie się rozpościera w charakterze mokrej płaszczki:

f

Bez falbany ma ok. 170 cm długości i niecałe pół metra szerokości, a na razie zużyłam na drutach nr 4 ok. 70 g Fonseki (tu niby szarej, ale właściwie jest beżowozłota). O właśnie, można tu zauważyć złote nitki:

f

Jak wyschnie, dorobię mu dookoła falbanę w kolorze formalnie granatowym, a naprawdę to takim fiołkowym. O. A teraz zabieram się wreszcie za coś innego, uff.

środa, 14 kwietnia 2010
Urodziny

Moja Córka Tosia, alias MCT, alias Mysz, obeszła wczoraj (nie z hukiem, ale tez i nie szerokim łukiem :-) ósme urodziny - taka stara, olaboga...


8

(a świeczki były nierównej wysokości, bo, eeeee... nie pomyślałam wcześniej o takim gadżecie jak świeczki...)

Gdybym miała powiedzieć o niej 3 rzeczy tak na szybko, powiedziałabym że a) ma w sobie mnóstwo wdzięku i słodyczy, i mam nadzieję, że jej to nie przejdzie, b) ma dobre serce, i tez mam nadzieję, że jej tak zostanie, i c) okropnie toto wyszczekane i pyskate, nie wiem po kim; a z bratem koty drze aż wióry lecą - i to bym wolała, żeby jej przeszło z wiekiem...

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

kv 626

Wczorajsze Requiem było naprawdę przeżyciem, myślę, że przede wszystkim dla słuchaczy (kościół św. Anny był tak pełny, że nie było jak się z niego wydostać, nie mówiąc o wejściu... nawet chórzyści mieli kłopoty z wydostaniem się po koncercie)

A i chór był nietypowy, bowiem do Międzyuczelnianego dokooptowano dużą grupę innych chórzystów wielorakiej proweniencji (takich jak ja), co dało razem przynajmniej setkę osób, lekko licząc. Oczywiście, że w takiej sytuacji "ad hoc" wykonanie nie będzie perfekcyjne i równiutkie itd, ale nadrobiliśmy pewnie emocjami. Nie było żadnych przemówień, tylko zapowiedź i sama muzyka.

Podbudowałam się nieco, bo choć Requiem znam z osłuchu niemal na pamięć, to z orkiestrą go nie śpiewałam wcześniej, a jednak stanęłam, otworzyłam nuty i wyszło :-) Znaczy, wdrukowało się...

 

16:13, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 kwietnia 2010


f


Idę wieczorem śpiewać "Requiem" Mozarta.

14:17, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 kwietnia 2010
Uff

w

Chrześniak ochrzczony, szatka zawiązana pod szyją (chociaż trudno jest takiemu maluchowi cokolwiek zawiązać pod szyją, bo nie wiadomo, gdzie ją ma), impreza za mną...

A na tapecie powoli rosnący Włochacz alias szal z Fonseki (rozgrzebane mam 3 robótki, ale coś trzeba skończyć najpierw...)

wlochacz

I niestety wtorek oznacza - do pracy rodacy :-(

sobota, 03 kwietnia 2010
Tej właśnie nocy

"Na nic straż, pieczęć i skała

nad grobem Pana się zdała!..."

ikona

Howgh. :-)

 
1 , 2