O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
środa, 30 maja 2007
"I zarządzania" czyli porażka...

Nowy to porażka na całej linii. Ależ sobie "zrobiłam dobrze" (błąd z mojej strony, widać interview nie było miarodajne). Po miesiącu jest dalej jak było, czyli każdy prawie kroczek trzeba wyjaśnić ab ovo, po drodze poprawiając elementarne potknięcia (nie mówię o ortografii...) A na koniec dokładnie sprawdzić...

A, i najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że co chwilę Nowemu wypsnie się jakiś tekst pt. Kompletna-Wtopa-Demaskująca-Niskie-IQ- Oraz-Niezrozumienie- Co-Do-Niego-Mówię. I wówczas patrzymy na siebie z P., on ze współczuciem, a ja z rozpaczą.

A ja naiwna sądziłam, że jeśli ktoś kończy jakiekolwiek studia (a co dopiero ekonomiczne) to ma jakieś pojęcie nie tylko o swojej dziedzinie, ale i o świecie, na którym żyje. Cóż, tylko krowa nie zmienia poglądów... Takie to są szkoły, jak to mawia kumpel: "i zarządzania".

Tak więc gdy to będzie możliwe (czytaj: na horyzoncie pojawi się obiecujący kontrkandydat) Nowy stanie się Starym. Sorry Winnetou - sama nie dam rady, a z takim fenomenem się jeszcze nie spotkałam. Rozgarnięty jak kupa piachu.

poniedziałek, 28 maja 2007
I tak też się dzieje...


Ach jakie to miłe uczucie sobie pobębnić publicznie... Mmmmmm.

16:35, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 maja 2007
Djembe

"... z bębna będziesz rad dogłębnie,
Każda małpa cię pokocha,
kiedy zagrasz jej na bębnie!"
(W. Chotomska, "Bajki pana słonia")

Mam djembe... o pięknym donośnym dźwięku. Moje własne... Biedni sąsiedzi :-)

19:44, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 maja 2007
Zwierzyniec

- Mamo, a wiesz co.... - Młoda przeciąga się z lubością, wodząc wkoło rozpromienionym wzrokiem - ja się zakochałam w jednym chłopaku z mojej grupy!
- Tak? świetnie, a w kim?
- No on ma na imię Rysio. I on cicho mówi - ale ja go słyszę. I ja zobaczyłam, że jest fajnym chłopakiem, i się zakochałam. Od pierwszego spojrzenia. Nawet mu to powiedziałam...

- A Karolina powiedziała, że Rysio ją kocha, a on powiedział, że kocha mnie!

czwartek, 17 maja 2007
Strażacy są wśród nas

Miał być (i był) upojny wieczór przy świecach, ale nie było świecznika, więc postawiłam na czymś tam, żeby nie kapało na stół, i heja.
Przyznaję, nie pamiętam, żebym to ja ją gasiła...

***

- Ale faaajnie było z tą świecą... taki romantyczny nastrój, i w ogóle, i mi się tak podoba...
- Taaaaaajasne. Spaliłabyś nas ze wszystkim.

Dobra, romantycznie to już było...

Królewny a sprawa stroju

Królewna szykuje się do przedszkola i kontestuje przedstawione spodnie:
- Ale ja nie chcę spodni!
- A co chcesz?
- Spódniczkę! Chłopaki chodzą w spodniach!

Za chwilę, wobec okazanej kiecki w zestawie z rajstopami:
- Ale ja nie chcę rajstop. Widziałaś kiedyś jakąś królewnę w rajstopach?!?!
- No to w czym chodzą królewny?
- W sukienkach i skarpetkach!

czwartek, 10 maja 2007
Gacie na VACIE

A ja, do jasnej anielki, pies ją ścigał,zamiast molestować te kłębki, którymi się legitymowałam w ostatniej notce, to siedzę i kolejny wieczór pracuję dla chwały socjalistyczn... tfu, kapitalistycznej ojczyzny, tworzę mój kantyk ku czci gospodarki rynkowej.

Chodzi o to, aby język giętki... Poproszę gacie na VACIE.

Kończę właśnie jedno tłumaczenie. Jak je skończę... wezmę się za przetrząsanie skrzynki pocztowej, czy już doszedł następny plik do dłubania. Jutro przecież deadline. Nowy pracownik się dopiero wdraża i akurat tłumaczenia, z którymi mamy do czynienia, idą mu opornie.

Nie zdążyłam w godzinach pracy. Przykro mi. W godzinach pracy robiłam co innego. Może gdybym nie zjadła kanapek, to bym zyskała 10 minut. I nie mogłam zostać po godzinach, bo musiałam lecieć na wywiadówkę do szkoły Juniora. Przepraszam.

Wasze zdrowie, wszystkie Fiony! Ciekawe, z czego to robią...

niedziela, 06 maja 2007
Samokrytyka obrazkowa

Zgodnie z obietnicą, teraz się pokajam. Albowiem nie dość, że posiadam w domu zapas włóczek na parę lat, to jeszcze co i rusz dokupuję nowe, kiedy nałóg mnie dopadnie. Nałogowcowi nie potrzeba wiele... Zawsze jest argument, że podobna okazja się nie powtórzy (argument twardy) lub po prostu ogarnie mnie nagłe pożądanie na widok jakichś apetycznych kłębków w ulubionym kolorze (argument miękki). Jak to mądrze ujął wiele lat temu Oscar Wilde: najlepszym sposobem na pozbycie się pokusy jest jej ulec.

Więc mam te dowody winy tu... (niby, że w bieżącym użytkowaniu, co nie jest do końca prawdą. Torba też zawiera przenośne dzierganie). Nie mam pojęcia, dlaczego ten aparat wszystko co fioletowe, robi niebieskie :-( Ja nie lubię takiego szafirku...

i tu...

szafa1

i obok...

szafa2

i jeszcze zagnieżdżone u Juniora w pokoju...

szafa3

oraz tu:

szafa4

a i tak jeszcze nie udało mi się pstryknąc torby za kanapą i zapomniałam o jednej paczce w innej szafie :-)
Moja wina, moja wina...

14:08, justyna.ada
Link Komentarze (6) »
piątek, 04 maja 2007
Scenka rodzajowa


Sceneria: Plac zabaw. Albo na przykład Pizza Hut. Facet i kobitka, oboje trochę po trzydziestce, uganiają się za czworgiem dzieci albo ochrzaniają je kiedy za bardzo łobuzują :-). Dzieci w wieku: 11, 8.5, 5, 3 - robią zresztą raban jak nie wiem.

Oboje dorośli mają na palcach takie same obrączki. Gdyby spisać z dowodu, to samo nazwisko.
No, znaczy się rodzina rozwojowa, państwowotwórcza.
Tylko czemu dwie dziewczynki rozmawiając, mówią do siebie: a mój tata to tamto! a mój tata to owamto!

Bo to szwagier i ja, każde ze swoją dwójką, świętujemy majówkę :-) (Żeby nie było zgorszenia: mój ślubny w pracy, szwagierka chwilowo na Wyspach).
Rozczulone spojrzenia babć na ulicy: bezcenne.

czwartek, 03 maja 2007
Uderzam się w pierś

... zapadłą ;-)

A właśnie dzisiaj, robiąc porządki na półkach, zgarnęłam sporą ilość kłębków zalegających półkę w pokoju Młodej, żeby miała więcej miejsca na zabawki. Upchałam towarzystwo do szafy obok innych włóczek (bawełnę na półce z bawełną, akryle i mohery na odpowiedniej półce, grubą wełnę na filcową torbę - obok innych podobnych grubasów na kolejnej półce). I wzorem rekina z "Nemo" (ten od grypsu: ryby to kumple, nie żarcie!) usiłowałam się utwierdzić w przekonaniu że teraz to żadnych nowych zakupów, aż coś nowego skończę i zrobi się trochę miejsca. (obiecuję, jak dorwę aparat, złożę samokrytykę obrazkową)

Po czym wypuściwszy rodzinę z domu, zajrzałam na Allegro, na własną zgubę. Pacnijcie mnie po łapach wirtualnie, kiedy mi przyjdzie ochota znów zaglądać. Bo znowu coś kupiłam... Naprawdę jestem uzależniona.

Żeby było zabawniej - zastanawiam się, co by tu teraz zacząć, i przebieram nóżkami bezradnie w miejscu, o rany, no nie wiem... może to, może tamto, za dużo tego, nie wiem, mamusiu na pomoc, nie wiem, co wybrać, a tak mało czasu.

*****

Żeby było jeszcze weselej, jutro mam urlop. Więc muszę służbowo udać się do Bardzo Ważnej Instytucji na Otwarcie Ofert. Ponieważ Bardzo Ważnej Instytucji śpieszy się jak nie wiem, majówka nie majówka, a dobrze byłoby uświadomić szefa w poniedziałek, czy przerżnęliśmy, czy też nie. (prawdopodobieństwo przerżnięcia 2/3)
Ale za to potem wypuszczę dzikie potwory na plac zabaw i niech się dzieje co chce.

 
1 , 2