O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
czwartek, 28 maja 2009
Okopy, czyli o malkontenctwie

Może dlatego tak to nazwałam, przez niedalekie sąsiedztwo ulicy Okopowej...:-) (z drugiej strony, w jeszcze bliższym sąsiedztwie mam Powązki, więc bez przesady z sąsiadami)

Okopy to taka strategia. Strategia przetrwania. Czasem mi na czymś/kimś bardzo zależy, a widzę, że tak jak bym chciała, to nie da rady. ;-) Wydaje mi się, że inwestuję bezzwrotnie, że jak na giełdzie - kupuję akcje, a potem jest gleba (jak w "Testosteronie": ale gleba, gleba, gleba!...). Że zaangażowałam gdzieś za dużo środków, za dużo emocji, za dużo zainteresowania... niepotrzebnie. Inni ludzie mają własne plany, ja w nich nie figuruję.

"Dałbyś pan spokój, Hercowicz,
Takie jest życie, nie?"

I żeby móc funkcjonować, nie myśląc bez przerwy o tym, co jest nie tak, jak bym chciała, okopuję się. Bandażuję ścisło emocje, usztywniam, żeby móc chodzić i pracować w miarę bezboleśnie. Udaję, że mi nie zależy.
Tak źle i tak niedobrze... Potrzebna jest normalna skóra. Nie drżąca nadwrażliwa galaretka, trzęsąca się bez przerwy z powodu że "jestem malutki, biedny, nikt mnie nie kocha, pójdę do ogródka, najem się robaczków". I nie skorupa, nie sarkofag mumii.
I może nie skupiać się na tych, co mnie nie chcą, tylko na tych, co chcą...?

sarkofag
/źródło: histurion.pl/

Pozdrowienia zwarzone. Pójdę, wezmę aparat i cyknę zdjęcia placu budowy (i niedorobionego poncho). Żeby było jeszcze weselej, to ze sklepu przywieźli złe płytki na podłogę. Jasne zamiast ciemnych. Żeby było całkiem śmiesznie, to nie magazynier się pomylił, tylko w sklepie zrobili błąd w zamówieniu (nie był to pierwszy błąd, Ślubny wydeptał już tam całą ścieżkę, korygując zamówienia n+1 razy). Na zmianę płytek czeka się, aż je sprowadzą z daleka. Może lepiej zmienić koncepcję, a nie czekać miesiąc w stanie demolki...

środa, 27 maja 2009
Foliowo

Jestem specem od oklejania folią przy pomocy taśmy klejącej. Czegokolwiek. Mogą być ściany, sufity, meble, framugi, akwaria :-) Taśma może być malarska, papierowa, bądź plastikowa do paczek. Moje mieszkanie wygląda jak po ataku Foliowej Grzybni, czy czegoś takiego rodem z archiwum X. Łudzę się, że dzięki temu mniej się naświni pyłem. Pylicę bowiem przerobiłam już przy okazji piłowania kawałka ściany nośnej w przedpokoju...

I dlatego nie będzie żadnych zdjęć na razie, a i tak najbardziej się boję, żeby nie zapyliły się włóczki (oraz rozpoczęte chrzcielne poncho). Tzn. w sensie brudzenia :-) Gdyby się "zapyliły" i zaczęły rozmnażać, to... no, nie wiem.

A w ogóle przed oklejeniem szaf powyjmowalam określoną ilość ciuchów i zdaje się, że za mało... nikt nie wie, ile remont będzie trwał, i moze się okazać, że nie będę miała co na siebie włożyć, i wówczas jedyny ratunek w przemyśle odzieżowym :-)

wtorek, 26 maja 2009
Czwórkami do nieba :-)

Basia zaordynowała mi spowiedź z życiorysu :-) więc wyznaję, że...

4 miejsca w których mieszkałam, to:

- Warszawa Saska Kępa, lokalizacja nr 1
- Warszawa Saska Kępa, lokalizacja nr 2
- Warszawa Gocław, lokalizacja nr 1
- Warszawa Gocław, lokalizacja nr 2
- i teraz mieszkam znów na Saskiej Kępie, prawie w tym samym miejscu co lokal nr 2, nawet w tym samym budynku...

(normalnie jak kot jestem, przywiązuję sie do miejsc...)

4 miejsca, do których lubię wracać, to:

- góry. Wszystkie. Najwcześniej ulubiłam sobie Tatry, ale inne też bardzo lubię
- Bałtyk
- Krzyżowa w Beskidach
- mój dom, czyli obecne mieszkanie. Lubię w nim być.

4 ulubione potrawy (oj nie wiem, jest ich tyle...)

- ryba faszerowana, mojej mamy, ze starożytnego przepisu,
- bigos
- sałatki różnego rodzaju
- ciasta mojej mamy
- potrawy orientalne, indyjskie i chińskie, i w ogóle potrawy z przyprawami :)

4 znienawidzone potrawy (z tym łatwiej, bo nie ma ich dużo)

- flaczki
- karp w galarecie (bo mdły)
- tatar (nie jadłam przyznaję, ale dotąd nie moge się przemóc)
- zupa cytrynowa

4 pasje:

Zasadniczo podsumowało mnie niedawno dziecię ;-) ale w skrócie:
- dzierganie
- muzykowanie, a przede wszystkim śpiewanie (w drugiej kolejności bębnienie, w trzeciej dyrygowanie)
- łażenie po górach (fakt, że od jakiegoś czasu zaniedbane trochę)
- muzyka dawna

4 miejsca, w które chętnie bym się wybrała:

- Norwegia
- Szkocja
- Góry Skaliste, Andy i inne takie wysokie
- nad jakąś rafę koralową, gdzie jest turkusowe morze i palemki

4 ulubione programy:

Nie lubię telewizji :-( A z radiowych Filharmonia Dwójki.

4 miejsca pracy:

- szkoły
- rozmaite kursy językowe
- firma nr 1
- firma nr 2, po transformacji :)

4 rzeczy, które chciałabym przeżyć, zrobić:

- słuchać publicznego wykonania swojej kompozycji (do tej pory były to tylko skromne aranże...)
- wybrać się na kurs tańca (taki a'la taniec z gwiazdami :-)
- wybrać się na taki prawdziwy BAL jak z bajki o Kopciuszku, w odjazdowej sukni, i musi być odjazdowy Książę
- wybrać się na daleką wyprawę, najeżoną ekstremalnymi sytuacjami, w towarzystwie Księcia z Bajki :-)
- (tu mam parę marzeń związanych z dzierganiem ale nie chcę zapeszać)
- (tu mam parę innych marzeń, ale bardzo osobistych więc się nie przyznam :-)

4 ulubione filmy:

- seria filmów o 007 (poza tymi ostatnimi z nową facjatą, nie podoba mi się)
- "Sekrety i kłamstwa"
- "Z drugiej strony" - ale może mylę tytuł?
- "Okruchy dnia"

4 ulubionych wykonawców:

Tu mi się za szybko zmieniają upodobania, nie wiem, co podać :-(

4 miejsca, w które zaglądam najpierw w internecie:

- poczta firmowa lub domowa, zależy, gdzie jestem
- blogi
- forum dzianej mafii
- fora gazetowe


 

niedziela, 24 maja 2009
Prawie jak biało

Prawie, bo ten kolor nie jest całkiem biały, to taki raczej ecru, bym powiedziała. Aha, i jeszcze a propos kolorów: ja wiem, że to tak durne, że aż śmieszne... i że każdy poza mną wie... że kiedy sie człowiek przed chwilą skaleczył w palec, to nie należy natychmiast potem blokować białej dzianiny :-D

Nie wiem jeszcze, jakie dać tu zapięcie: prowizorycznie posłużyła broszka, ale może lepiej wstążkę?

 

ecru

 

 

ecru

 

A po wykonywanym jakiś czas temu komplecie do chrztu, jako efekt uboczny, mam następne zamówienie (nie, to inne dziecko, tamto dawno ochrzczone :-) mianowicie na poncho chrzcielne. Rozumiem, że może jednocześnie uchodzić za symboliczną białą szatę? :-)))

sobota, 23 maja 2009
Na horyzoncie...

nocnik
/zdjęcie: Wikipedia/

Od środy zaczyna się remont łazienki i WC (taki totalny, z demolką do stanu surowego i wymianą wszystkiego, poza rurami :)). Remontowanie mieszkania, w którym sie jednocześnie mieszka, to miodzio :-) Obmyślam, co zrobić ze wszystkimi gratami, żeby jak najmniej się zapyliły.

Dobrze, że większość włóczek  w szafach mam zapakowanych w foliowe torby (wygląda paskudnie, ale przynajmniej się bardzo nie zapyli). I dobrze, że mam blisko rodziców, to mogę iść z Młodą przenocować (nie mycie się to jedno, ale nocnik mnie osobiście nie pociąga...)

Bolerko się suszy, chociaż to przynajmniej zdążę...

Errata: smaczku operacji dodaje fakt, że jednocześnie przerabiamy docieplanie budynku i remont balkonów, a co za tym idzie, balkon jest wyłączony z użytku, na korytarzu straszą graty, a po mieszkaniu krążą trzy rowery :-|

wtorek, 19 maja 2009

Kontrola, o której usiłujemy się czegokolwiek dowiedzieć od wielu miesięcy, przyjedzie na początku czerwca, jak właśnie raczyła nam oznajmić.
Kontrola była łaskawa nam oznajmić również, czego się spodziewa, żeby jej przygotować, i się zwarzyłam. To ja juz mogę sie odmeldować do tworzenia nowych matrixów...
F...k.

Jak sobie sprawdziłam na stosownej stronie www, jak wygląda człowiek, który przyjedzie, to po trzykroć f...k. Myślałam, że takie facjaty to tylko w koszmarach sennych się widuje.

Siedziałam rano sobie w biurze kontemplując małą ilość zadań do zrobienia. No to już nie kontempluję. Właściwie powinnam iść do ortopedy natychmiast, bo nie mogę się ruszać, i chyba za chwilę pójdę do domu leżeć na czymś twardym.

Hierarchia

Moje dziecię młodsze, przy okazji dysputy na temat "mamo, co mogę teraz porobić?" sporządziło również listę rzeczy, które lubi robić mama. Nieźle to uchwyciła... I nawet hierarchia mniej więcej się zgadza - może kawę bym trochę wyżej przemieściła :-)

 

hierarchia
niedziela, 17 maja 2009
Muminki

Film zaliczony, Młoda zadowolona... Czas już jednak dać jej do ręki "prawdziwe" Muminki.:-)

Już wiem, czego mi tak bardzo brakuje we wszystkich "dobranockowych", filmowo-papierowych wersjach Muminków. Nie ma tego niepowtarzalnego nastroju bijącego ze stron książki i rysunków autorki, tej magii, tajemniczości, zawieszonej w powietrzu i wyczuwalnej, tego niesamowitego zadziwienia, zachwytu światem - i to całkiem na poważnie; uwielbienia dla piękna, wolności, w oderwaniu od sfery materialnej, a zarazem widzenia okruchów szczęścia w drobnych rzeczach - i tego, co bardzo prosto się nazywa radością życia.
Tove Jansson musiała być mądrym człowiekiem. 

sobota, 16 maja 2009

Wybieram się z Młodą na "Lato Muminków" do kina... Wychowałam się na Muminkach, zaraził mnie nimi tata :-) Jako dziecko szkolne męczyłam wielokrotnie tomiki stojące na półce w domu rodzinnym. Wtedy tego nie wiedziałam, ale oprócz mądrości obecnej ot, tak, bez pouczania, zachwycała mnie wielka sympatyczność tych postaci, bez cienia kiczu.

A na froncie włóczkowym, zaczyna mnie drażnić ilość pałętających się po domu toreb z włóczkami. Postanowiłam więc powykańczać, co się da, żeby przestało to tak kłuć w oczy. Na pierwszy ogień poszły zalegające od jakiegoś czasu, nie wykończone baletki. Wiem, że może wiązanie nie jest tak bardzo-bardzo-bardzo baletowe, ale przynajmniej trzymają się stopy. Tak wyglądają na moich wdzięcznych odnóżach (na ścianie :-))

 

baletki

 

 

baletki

 

 

piątek, 15 maja 2009

Przyrastające bolerko wygląda na razie (bez rękawów i wykończenia) tak:

 

powolutku

 

a ja z entuzjazmem zabieram się do przygotowania hałasu na wyjazd :-) Mam nadzieję bawić się dobrze... chociaż i tak dyrygent ma przekichane ;-P

 
1 , 2