O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
wtorek, 26 czerwca 2007
Zabrali mi gitarę!...

Jest paskudnie.
Zabierają mi P. z pokoju, przenoszą do innego (nominalnie i tak od jakiegoś czasu nie robimy nic wspólnie... tylko siedzimy naprzeciw).
Oczywiście wiem, że to niby nic takiego, ale... cholera, przywiązałam się po dwóch i pół roku. Do tych paru zdań na dzień dobry, bez cienia sztuczności, do komentarzy rzucanych znad laptopa. Do wysłuchiwania moich wynurzeń na tematy ogólnoegzystencjalne, do wzajemnych raportów z weekendów, pijackich imprez, świąt, urlopów. Do rozmowy jak z człowiekiem, a nie tajniakiem w barwach firmy. Nie tylko o pogodzie.
Do zrozumienia dla moich wpadek, do porozumiewawczych spojrzeń i ironicznych tekstów, gdy znów wydzwania upierdliwy klient. Jak również do braku komentarzy dla moich nieraz niefirmowych zachowań.
I do tego, że doskonale wiem, kiedy się czymś przejmuje, denerwuje, śpieszy.
I jeszcze do luzu, do bycia sobą, poczucia akceptacji.
I jeszcze gaszenie wybuchających służbowych pożarów, kiedy się liczy minuty, rzuca urywki zdań, i wściekle ściga z czasem.
I jeszcze, że jak trzeba, to się prosi o pomoc i się ją dostaje.

I z kim ja teraz będę rozmawiać.

piątek, 22 czerwca 2007
Dzień Bez Nikogo

Dla jasności: siedzę w pracy, trochę ludzi gdzieś się tam po kątach kręci.
U mnie w pokoju dziś tylko Porażka (ale już poszedł, i dobrze. Porażka będzie tylko do końca miesiąca, potem przyjdzie kolejny Absolwent)

Dziwny ten dzień, jakbym była w jakimś innym świecie. Jakbym była sama, bez żadnej przyjaznej duszy. Oczywiście, w domu rano był MMJ, nawet nie narzekam, było miło :-) Ale...

Telefon prawie nie dzwoni. Zarząd obraduje poza Warszawą, więc M też na zarządzie, nie wydzwania co chwilkę po cośtam.
KN dziś cały dzień programowo milczy, wiem, że zajęty, ale ta cisza aż dzwoni i jest nienaturalna.
P w Łodzi, gdzie nawet bieganie psom szkodzi. Puste biurko naprzeciwko jakoś mnie dziwi. Cholera, kiedy jest, co chwila się zamieni parę słów, chociaż ten telefon na wysięgniku sobie "bujamy" wte i wewte.
Nie umiem się skupić na pracy, w takiej kapsule.

Wyjdę punktualnie i pójdę oblukać pracowy prezent imieninowy dla P.

*************

Qrczę, głos to jest coś. Czasem zdarza się, że dzwoni klient i aż mi się nie chce odkładać tej słuchawki, mogę tak pokonwersować o niczym :-P.
M ma fajny głos i fantastyczny uśmiech (już teraz po tylu latach mnie nie powala) - ale nie jest w moim typie, poza tym to szef.
KN ma taki głos, że, ech...

Żeby było trudniej, do tego dochodzi węch. Nie umiem opanować dyskretnego wciągania powietrza, kiedy obok znajdzie się facet choć troszkę interesujący i odpowiednio pięknie pachnie. Czasem usiądzie obok, kiedy się pracuje. Czasem się tańczy...
To taka forma narkotyku.


(pozdrawiam, stateczna Matka-Polka)

***************

A w niedzielę Ostatnie Bębnienie Przed Wakacjami.

wtorek, 19 czerwca 2007
1972 to był bardzo dobry rocznik

Przyjaciel przesłał mi smsa: witaj w gronie dorosłych!

Kiedy się kończy 35 lat, ubezpieczenie na życie nalicza ci wyższą stawkę. Bo wskakujesz w kategorię tych, co szybciej umrą. 

A ja jako Bardzo Dorosła Osoba, im jestem starsza, tym bardziej mam apetyt na życie. Nie, przepraszam, na Życie.

Kiedy byłam młoda i głupia...  myślałam, że świat jest czarno-biały, szafowałam słowami "zawsze" i "nigdy".
Kiedy jestem już tylko głupia... już tak nie myślę. Ostrożnie używam ww. słów. I wiem, że na przykład z miłością jest jak z kręgosłupem: nie ma się o niej pojęcia, dopóki nie boli.

Ale niczego nie żałuję. Gdybym miała wkrótce umrzeć, uporządkowałabym swoje sprawy. Ale nie żałowałabym żadnej ważnej decyzji.
Howgh.

niedziela, 10 czerwca 2007
Powoli do przodu...

Brązowy topik rośnie w oczach. Wprawdzie to nie jest czysta bawełna, skłamałam (mieszanka, i stąd w 50 g dłlugość 160m, i taka wydajność).

 

środa, 06 czerwca 2007
Nic tylko wyrzeczenia...

Wyrzeczenie nr 1: staram się mniej jeść, a zwłaszcza tuczących rzeczy (warzyw sobie nie żałuję). Nie żeby coś, ale co zjem, to zaraz się uwidacznia w okolicach, gdzie kiedyś była talia. A, i brzuszki ćwiczę...

Wyrzeczenie nr 2: Spróbuję, a nuż uda mi się nie siedzieć bez przerwy przed ekranem? Może coś pożytecznego z tego wyniknie?

A jak już skończę dłubać tę brązową bawełnę, to wezmę się za to: (ale to jest bardziej fioletowe, nie wiem czemu niebieskie mi wychodzi...)

nicky

a potem poćwiczę sobie na

Ale żeby nie było za dobrze, w piątek dane mi będzie ujrzeć najdroższe progi zakładu pracy, gdyż zżera mnie niepokój o losy przyszłotygodniowego przetargu. Przecież nie mogłabym z czystym sumieniem bębnić w niedzielę :-))

niedziela, 03 czerwca 2007
Żeby nie było, że się obijam...

... w domu, to załączam dowód, że nie całkiem się obijam. To dopiero tył topiku, ale już z przodem pójdzie szybciej (więcej dziurek będzie). Włóczka Yarn Art, niby bawełna, ale jak na bawełnę leciusieńka - na tył w rozmiarze ok. 38 poszło 7,5 dkg, bardzo oszczędnie. I dobrze.

tyl

Z takim wzorkiem (wiem, nie mam czasu obrobić tych fotek, późno już...)

detal