O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
poniedziałek, 29 czerwca 2009

Spaghetti przybywa na moim "talerzu". Na razie wciągnęłam pierwszą nadarzającą się wstążkę, choć docelowo ma być to szydełkowe wiązanie:

s

s

s

Teraz będzie rozszerzać się ku dołowi, do oporu, czyli mniej więcej do końca zapasu "Barbary".

A poza tym biegam jak ten kot z pęcherzem, zdecydowaliśmy się spontanicznie wysłać dziecięcie młodsze na kilkudniowy wyjazd bez rodziców (za to z zaprzyjaźnionymi dorosłymi i grupą dzieciaków) pod Warszawę, zobaczymy jak sobie da radę, będą śpiewać, bawić się i eksplorować las. Nie, żebym była nadopiekuńczą mamusią - ale najbardziej boję się, że wróci z jednym wielkim kołtunem na głowie :-) jak się ma włosy do pasa, a nie umie się jeszcze samemu ich zaplatać...

piątek, 26 czerwca 2009

MCT rozpakowała znany wszystkim serek w kubeczku,


serki

wydobyła z opakowania specjalny plastikowy patyczek i zwraca się do mnie o fachową poradę:

- Mamo, jak się robi loda? :-)

(no cóż, córeczko, do lodówki, i zamrażasz...:-))

czwartek, 25 czerwca 2009
Spaghetti

spaghetti
/źródło: Wikipedia/

Zaczęłam tunikę (mam nadzieję w każdym razie, że ostatecznym efektem będzie tunika...) z Barbary, i wrażenie jest niesamowite - jakbym przerabiała na drutach spaghetti! Grubość właśnie porównywalna (robię na drutach 5,5), okrągły przekrój, i zachowuje się ta włóczka dokładnie jak ten makaron (a wiem dobrze, jak się zachowuje, bo to ulubione jedzenie mojej rodziny).

A kolor ma  dla odmiany identyczny jak bita śmietana (taki prawie-biały), i pozostaję w nieutulonym żalu, że nie kupiłam więcej, a teraz już nie ma. Nie produkują? Może Ania-persjanka coś wie?...
Tunika będzie na 100% uzupełniona szydełkowo inną włóczką, dla urozmaicenia, zresztą Barbara jest ciężka i mogłaby opadać. Na razie jest taki fragment, oczywiście robię na okrągło ;-)

tunika barbara

I takie to kulinarne skojarzenia mnie nachodzą... pozdrawiam znad talerza czereśni.

środa, 24 czerwca 2009

Podobno - ktoś tak gdzieś stwierdził - człowiek potrzebuje aż dwunastu przytuleń dziennie, żeby się dobrze rozwijać. Jejku... czy to znaczy, że większość z nas się nie rozwija dobrze? Odsetek osób przytulanych te 12 razy na dobę nie jest chyba duży, a może się mylę?...

A swoją drogą, skąd się to bierze, że jednym osobom pozwalamy/ pozwalalibyśmy przytulać się i przybliżać całkiem bez problemu, niezależnie od pokrewieństwa, spowinowacenia lub jego braku, a innym najchętniej w ogóle narysowalibyśmy kółko na ziemi, żeby nie przekraczały (też niezależnie od skoligacenia)...
Może zapach odgrywa tu jakąś rolę, poza innymi zależnościami?

*******

Update: już po zapuszczeniu tej notki, wyczytałam w necie, że 24 czerwca jest Dniem Przytulania :-), co za zbieg okoliczności.
Niezależnie od tego, czy to prawda z tymi badaniami, to ja jestem za! Znaczy, za przytulaniem przez odpowiednie osoby.
Paradoksalnie, z tego co wiem, jestem odbierana jako istota chłodna, zdystansowana i wyniosła, do której bez kija ani przystąp - a tym bardziej jest to dziwne, że bardzo mi zależy na tworzeniu więzi czy to w miejscu pracy czy rozrywki, i że są osoby, nawet nie "upoważnione" do tego, przy których ów dystans znika praktycznie do zera i nie ma kółka na ziemi (niektóre o tym nie wiedzą, może lepiej, żeby tak zostało...;-P)

wtorek, 23 czerwca 2009
A teraz...

...powinnam w wolnym czasie przysiadać tzw. fałdów i dłubać na potęgę. I nie mogę się zdecydować. Koszyki z włóczką otrzepane z pyłu :-) kłębki w szafach piszczą żałośnie za każdym razem, kiedy koło nich przechodzę - a ja nie wiem, co dalej. Więc wykańczam z poczucia obowiązku szydełkową tunikę (teraz ma już rękawy), którą http://wloczkaiploty.blox.pl/2009/05/Pomalutku.html">kiedyś  pokazywałam, żeby już mnie nie straszyła w charakterze zombie, i już tyle czasu ją widzę nie ukończoną, że kiedy wreszcie będzie gotowa, to nie będę w niej chodzić, bo już mi się znudzi ;-) No chyba, że znajdzie sobie nową właścicielkę.

A ja wiem, że  czekają na mnie cztery motki Barbary, nawet wiem, gdzie ją schowałam... Co nie przeszkadza, że ostatnio jakoś ciągnie mnie do szydełka, może dlatego, że w końcu jest ciut cieplej i można narobić dziurek. Na przykład takie dziurki mi się spodobały (ja mam jednak zboczenie jakieś, i wszystkie modele przeglądam pod kątem założenia ich do pracy... a przecież w weekend też trzeba coś nosić! :-)

 

lato

lato

lato

piątek, 19 czerwca 2009
Stare, ale czy dobre...:-)

Kiedy ogólnie jest mi dobrze na duszy, czuję że mogę przenosić góry... wtedy czuję się młoda, prężna, atrakcyjna, kochana (co istotne) i jeszcze wszystko przede mną.

Kiedy akurat się posypią plany, świat wydaje się beznadziejny i okazuje się, że nie jestem przecież zwrotnicą, żeby się na coś ciągle nastawiać - stwierdzam, że jestem coraz starsza, i nic dobrego już mnie nie czeka na tym padole. (Kiedy piszę szkic notki, jest czwartek, coś mnie rozczarowało i właśnie tak się czuję, excusez moi)

Byłoby dobrze, gdyby po 37 latach życia okazywało się, że jestem coraz młodsza :-) Tego sobie zatem dzisiaj życzę.

czwartek, 18 czerwca 2009
Luźne gadki 5

Spotykam na korytarzu kolegę Pawła, i proszę:
- Jak będziesz szedł do sklepu, kup mi coś słodkiego, na przykład "Pawełka"...

Kilka godzin później, zagląda do naszego pełnego ludzi pokoju i pyta:

- Hej, no i co, Pawełek dzisiaj aktualny?

No brawo. Jasne... aktualne... tam gdzie zawsze, o tej samej porze, zapukaj dwa razy... :-)

wtorek, 16 czerwca 2009
Bez folii :-)

Ha!

Już myślałam, że Foliowa Grzybnia na stałe zamieszka u nas, jednakowoż okazało się, że już koniec! Mieszkanie na razie ogarnięte tylko z grubsza, czytaj: odfoliowane, zamiecione i odkurzone (a na pozbycie się warstwy Pyłu Remontowego wyhodowanej na wszystkim jeszcze trzeba będzie poczekać, bo to niemożliwe na raz...)

A łazienka i WC wyglądają tak: (zdjęcia jeszcze łyse, bez żadnych szafek, dodatków, wieszaków, i innych wynalazków. A kolor płytek jest w ogóle typu "bawarka + kakao" czyli nie takie żółcie, ale tak mi wyszło!...)

lazienka

lazienka

lazienka

Oczywiście wszystkiego nie widać :-( ale to naprawdę małe pomieszczenia :-)

A od teraz już nie będzie remontowo, tylko włóczkowo ew. muzycznie :-)

sobota, 13 czerwca 2009
Bezgłośnie

Chyba się rozłożyłam, ledwo mówię. Na szczęście ręce mam sprawne, więc i dyrygować się dało, i jak już wreszcie dokopię się do włóczek, to też ich użyję...

Ci, co nie byli, niech żałują owocnych dni, i równie owocnych wieczorów (to znaczy, wieczorem główną nutę owocową stanowiły winogrona :-). Mam zaległości w spaniu, oprócz tego temperaturę i właściwie nadaję się do łóżka celem chorowania.

A łazienka już prawie na ukończeniu, jeszcze prace mają trwać do wtorku, potem tylko miesiąc odsyfiania :-)

środa, 10 czerwca 2009
Demotywująco

nuty

Motywacja do działania mi flaczeje, jakby schodziło ze mnie powietrze. Czytaj: załoga na wyjazd muzyczny się wykrusza. Odruchowa reakcja jest: po co w takim razie się napinać, organizować cokolwiek, kiedy dla innych nie jest to aż tak ważne, i nie zależy im specjalnie.
Nic to Baśka... jak mawiał Pan Wołodyjowski. W razie czego będzie pojedyncza obsada w głosach, a ci, co nie jadą, niech żałują. I nie wypiją z nami toastu, bo akurat w czwartek przypada okrągła (15) rocznica ślubu mojego z Szanownym Małżonkiem.

Remont ma trwać do poniedziałku, już mam dość tej sy(zy)fowej pracy... nawet nie można w spokoju usiąść i podziergać.

 
1 , 2