O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
piątek, 31 lipca 2009
Do zobaczenia 16.08...

...na warszawskim spotkaniu robótkowym, z tymi które przyjdą :-) Kiedy mnie nie będzie, podlewajcie czasem kwiatki, proszę, jeśli będzie upał. Na balkonie na szczęście nic nie ma do podlewania, bo dzięki ociepleniom nic nie posadziłam, bo nie było skrzynek. :-(

Dzięki za wszelkie sugestie co do resztek, w końcu coś wybiorę (chyba najbardziej do mnie przemawiają te szydełkowe dodatki do czegos innego). A ja jadę na normalny urlop z rodziną nad morze na dwa tygodnie, przy czym dla robótkowania najlepsza jest pogoda słoneczna. Dzieciaki latają po plaży (trzeba tylko uważać, żeby MCT sie nie utopiła, albo nie polazła gdzieś szukając bursztynów), i jak już się z nimi popływa na pontonie itd., to można spokojnie oddać się dzierganiu na kocu. Gorzej, kiedy pogoda jest kapryśna, bo wtedy jeździmy na wycieczki, więc się nie podzierga. Boję się znów o oczy, w zeszłym roku zaliczałam erozję rogówki, więc kilka dni było wyjętych z życiorysu (ale w końcu ślipiąc jednym okiem znalazłam robótkę na okrągłym drucie i dziergałam "braillem" :-)

Ponieważ jest to nasz bodajże 4. raz w Krynicy, więc możliwości wycieczkowe się zmniejszają z każdym rokiem. Poproszę więc pogodę plażową :-) Aha, wyjasniam... ja doskonale wiem, że nie skończę wszystkich "zajawionych" projektów. Po prostu nudzę się robiąc w kółko jedną rzecz. Ani jedna z tych planowanych robótek nie ma dokładnego projektu na tę chwilę, ale po prostu ufam w nagły przypływ kreatywności :-)))

Jeszcze jedno mię naszło. To zapewne taka cecha blogów hobbystycznych, gdzie pisze sie zasadniczo o dziedzinie swych zainteresowań, a mniej o codzienności, jako że ta jest najbardziej interesująca dla nas samych. W przeciwieństwie do "pamiętników internetowych" skupiamy się na hobby, a nikt z czytających nie wie, co tam w nas siedzi naprawdę, ile trupów w szafie straszy schowanych. Celowo tak piszę, bo czasem między wierszami o włóczkach, hafcikach, wzorkach itd można wyczuć troskę, ból, umęczenie... i sobie myślę: to tak samo jak ja mam - to trochę inaczej, niż ja mam... 

Zdecydowałam się wreszcie

No dobra, zdecydowałam się na urlopowe projekty...

Nad morze pojadą ze mną:

zaczęta sukienka (na razie na etapie od góry do bioder, jak pokazywałam, siatka, poniżej bioder coś ma się dziać, jeszcze nie wiem co...)

wloczki

z tego (już kiedyś pokazywałam) będzie elastyczny topik wiązany na szyi, eksponujący niewątpliwe wdzięki :)

wloczki

z tego będzie dla mnie ascetyczna w formie bluzka, bo to bawełna z lnem, kolor zgrzebno-habitowy, więc co najwyżej jakiś perwersyjny prześwit gdzieś się może pojawić :) /aha, nie wiem, ile tego jest dokładnie, więc może się również okazać, że bluzka będzie sięgać najdalej do pępka/

wloczki

a z tego będzie sweterek dla MCT (dla niewtajemniczonych: Moja Córka Tosia)

wloczki

Jeszcze myślałam o zrobieniu szydełkowej chusty, ale puknęłam się w czoło. I tak przeginam... :-P

Ciekawe, gdzie to zapakuję, i ciekawe, czemu mi się wydaje, że za nic w świecie nie dam rady udłubać nawet połowy :-)...

Junior (wlaściwie to Senior, bo starszy) odcina się na całej linii od moich drucianych wyrobów, nie tylko poprzez ewidentną niechęć wobec motków zlokalizowanych w jego pokoju, ale też i przez brak zamówień. Czasem robi mi wyrzut: mamo, bo ty dla mnie to nic nie robisz; ale to tylko zasłona dymna, bo jak pytam, co by chciał, to nic mu nie potrzeba poza ew. golfikiem narciarskim, swetrów przecież nie nosi, bo za gorąco, zimą i przez cały rok łaskawie zakłada jakąś bawełnianą bluzę, bo przecież jest gorąco. Zresztą obecnie przechodzi fazę pt. najlepsze ubrania to takie, które są koloru czarnego, i mają emblemat Metalliki. Ech, a tyle jest pięknych kolorów na świecie...
(Na szczęście Szwagier uwielbia moje dzianiny i chętnie by nosił cały rok... jedyny problem to duży rozmiar :-P)

A, i mam pytanie pod rozwagę dla szacownego gremium. Co robicie z resztkami włóczek? Ale takimi resztóweczkami, po parę gram, takie mini szpuleczki? Mam tego w pierony jasne... może szydełkowe kwiatki, a potem połączyć? Ale przecież kolorystyka tego towaru jest ni z gruchy, ni z pietruchy, nie będzie pasować. A wyrzucić nie uchodzi... Trochę ofiarowałam cioci, celem zrobienia ozdób choinkowych, ale dużo zostało (cały koszyk) i zabiera miejsce.

czwartek, 30 lipca 2009
Czy to uzależnienie?

Jakoś mi dziwnie...

Ponieważ urlop mam od jutra, więc dziś a) wypchnęłam wszystkie sprawy czekające na wypchnięcie, co tylko się dało, b) popchnęłam dalej, to co nie dało się zakończyć, c) sprawdziłam dokładnie kalendarz w poszukiwaniu spraw zapomnianych, d) zapisałam dwie kartki A4 dla asystentki, która jutro właśnie wraca z urlopu, żeby wiedziała, co w trawie piszczy i co ma robić, e) zrobilam porządek na biurku, ustawiłam autoresponder...

I mi dziwnie, bo chyba się przyzwyczaiłam :-P Ostatnio miałam tydzień urlopu w zimie, a tak to może gdzies jakiś urwany pojedynczy dzień... Prawie nie choruję (należy to zmienić???), nie biorę zwolnień na dziecko, bo mamy świetną nianię, i ciągle jestem, i jestem, i jestem, aż do znudzenia. No, czasem się spóźniam...:-)

Ale przecież ciągle mam wyrzuty sumienia, że się obijam, bo tu posurfuję po sieci, tam popiszę bloga, tu jakiś cyberflirt... eee, znaczy służbowe rozmowy przez skypa - normalnie marnuję czas :-) Czy coś jest ze mną nie tak? A teraz będę się niepokoić, czy się ze wszystkiego wywiązałam, bo zawsze coś jeszcze można było... O, na przykład prezentacji nie skończyłam. Nie szkodzi, dokończę po powrocie. Chyba mi odbija.

I tak wiem, że na plaży w Krynicy zasięg jest. :-P

środa, 29 lipca 2009

Koszyczki wszystkie trzy przedstawiają sie tak:

koszyczki

Wiem, że są prościutkie i prymitywne, ale mam radochę, że coś mi pasuje kolorystycznie :-) Aha, ten z przodu jest najmniejszy (mieści spinki do włosów), na zdjęciu tylko taka perspektywa wyszła :/

Ciągle rozmyślam (jakie to dziwne, nieprzyjemne uczucie "pilenia"), co do licha zabrać nad to morze do dziergania. Musi być też coś na druty, żeby się nie odzwyczaić, i coś niedużego do samochodu, mam nadzieję, że jakiś czas pojadę jako pasażer :-)

Update: rozglądanie się po szafach nic nie daje. Za dużo tego jest, dostaję oczopląsu :-( i już nic nie wiem...

wtorek, 28 lipca 2009
Koszyczkowo

Przestało mi się podobać, że w nowej łazience (w której zresztą co chwila wyłazi jakiś "babol" cudzego niedopatrzenia bądź wadliwego towaru...) nie pasują mi akcesoria, pojemniczki itede. Więc wygrzebałam z zasobów przepastnej szafy resztki tasiemek w tonacjach beżowo-oliwkowych, bo taka jest łazienka...

tasiemki

i robię sobie koszyczki, jeden taki:

koszyczek

a jeszcze będzie drugi podobny, ale mniejszy. Ot co. Jak się zabrudzą od kosmetyków, to upiorę i już. I na robótki bieżące też sobie taki koszyk zrobię, żeby leżał na robótkowej ławie i żeby się kłębki nie toczyły we wszystkie strony :-)

A oprócz tego, mam potężną zagwozdkę jak przed każdym wyjazdem. W sobotę wyjeżdżam nad morze na dwa tygodnie, i nie mam bladego pojęcia, co ze sobą zabrać ... sukienka za duża, lepsze są małe rzeczy, nadające się do plażowej torby. Ratunku... pomocy...
Update: Oczywiście mam na myśli ROBÓTKI :-))) Coś do plażowej torby, do dziergania na plaży. Dlatego sukienka za duża :-)

poniedziałek, 27 lipca 2009
Prezencik

U Asi można wygrać taki oto obraz, i ja również żywię taką nadzieję, bo bardzo jest ładny:

http://brahdelt.blogspot.com/2009/07/rozdawajka-giveaway.html

 

obraz

14:46, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »

Co słonko widziało: widziałam w kościele bardzo stylowo ubraną starszą panią. Miała ażurowy kapelusik, nie dziergany wprawdzie, ale też dziurawy - i do tego garsonkę w kolorze zielonego groszku, wykonaną szydełkiem, w tym żakiet z wykładanym kołnierzem, bardzo przyzwoicie "skrojoną". Babcia wyglądała jak z jakiegoś starego filmu :-) naprawdę romantycznie. A wzorek był trochę podobny do takiego (no, mniej więcej):

 

wzorek

 

A w kwestii czarnej wołgi - otóż nie wiem, czy to tylko po Warszawie, czy i po innych miastach jeździło takie widmo. Czarna wołga bowiem (dla młodzieży nie pamiętającej owych czasów - był to typowy samochód wożący aparatczyków tamtego ustroju) miała złą sławę, jakoby porywała dzieci. Znaczy, ciemne typy nią jeżdżące, zasadzały się na dzieci, które oddaliły się gdzieś bez pozwolenia starszych, albo też były niegrzeczne.
Dodatkowy dreszczyk wynikał stąd, że naprawdę od czasu do czasu jakaś czarna wołga przejeżdżała ulicami...:-)

niedziela, 26 lipca 2009
In progress czyli o lenistwie


na rozowo

na rozowo

Sukienka sobie przyrasta, na razie zrobiłam przód i tył, a spódnicę będę robić na okrągło (żywię nadzieję, że będzie sie lepiej układała). Wzorek taki, co go prawie nie ma, głównie siatka, a na dole trochę motywów :-) ale zanim opanuję metodologię robienia sukienek, to na razie niech będzie. Ponieważ robiąc z jakiegoś opisu, modyfikuję go chcąc nie chcąc, a przy szydełku jest mi trudniej tego dokonać niż na drutach, to trochę się obawiam dużych wzorów, póki nie rozgryzę kwestii ich rozmieszczania. Bo niestety mam takie zboczenie - obawiam się, że robiąc ściśle wg gotowego wzoru, nie otrzymam efektu w 100% na mnie pasującego. A jak się zabiorę za kombinowanie, to wyjdzie mi coś zupełnie innego. Więc kombinuję sama od razu na wstępie :-)
No i jeszcze przyznam się do... lenistwa. Okropnie mi sie nie chce co chwilka zaglądać do opisu. Kiedy robię wg swojego pomysłu, to wiem, jak ma być :-), ewentualnie coś zanotuję, albo przykładam do wykroju. Gdybym miała obłożyć się karteczkami i co chwilę w nie zaglądać, to bym się załamała. Musiałabym uczyć się opisów na pamięć...

Trochę to dziwne, zważywszy, że sama produkuję wzory z opisami :-)))

piątek, 24 lipca 2009
Słonko widziało...

... w autobusie. Dziewczyna w długim "płaszczowym" swetrze, kolor zgaszonej akwamaryny lub spranego dżinsu. :-) Sweter zrobiony prostym wzorem ściągaczowym z dodatkiem ryżowego, zapinany na suwak, do tego kaptur. Ale na stacji metra już zdjęła, bo gorąco :)) Aha, sweter minimalnie może za duży, bo dziewczyna filigranowa...

08:49, justyna.ada
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 lipca 2009
Dieta

Treść faktury, wystawionej przez stację obsługi samochodów, dostarczonej na biurko koleżanki O.:

"Filtr oleju... Serwis... Olej Mobil... etc"

Na odwrocie przy specjalnej pieczątce opis kosztów nakreślony pewną ręką M.: "POCZĘSTUNEK W TRAKCIE POSIEDZENIA ZARZĄDU".

(OK, później zmienił na "przegląd samochodu...", ale co się naskręcałam ze śmiechu, to moje.)

 
1 , 2 , 3