O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
czwartek, 30 sierpnia 2007
Pub wita was

... z firmy z którą mieliśmy cośtam do czynienia, dostaję maila od obcej niewiasty, o takiej treści:

"zarezerwowałam dla wszystkich stolik w pubie X na godzinę 19.30"

Chyba się zaplątałam w zacne grono adresatów maila... ale może jednak się wybrać? :-) W końcu sympatyczni ludzie... I jeszcze nasza oferta u nich leży... może by coś wreszcie z niej wyszło... :-)

11:42, justyna.ada
Link Komentarze (2) »
Cytat z kalendarza

"To, czym ryzykujesz, ukazuje, co cenisz." (J. Winterson).
Taaaaa.

Ponadto nie posiadam zegarka. Sprzęt się zepsuł i nie ma sensu go naprawiać.

wtorek, 28 sierpnia 2007
Myślenie Koncepcyjne
Powinnam usiąść i zamiast dziergać, to:
1. studiować Różne Ważne Przepisy
2. myśleć nad Twórczą Koncepcją.

Różne Ważne Przepisy są po to, żebym była mądrzejsza. A jak będę mądrzejsza, to nie będę musiała udawać, że coś wiem. ;-)

Twórcza Koncepcja ma dotyczyć tego co robię ja i Absolwent, czytaj Strategiczna Komórka - dla osiągnięcia celu pt. Świetlana Przyszłość.
Na razie myślenie strategiczne/koncepcyjne idzie mi opornie...
Ale jeśli coś mądrego wymyślę, to dostanę marchewkę.
Przechowywanie drutów
Ja sobie wypracowałam takie sposoby przechowywania: proste pionowo...


a z żyłką w teczce harmonijkowej:


I na razie jest mi z tym bardzo dobrze. Ale może ktoś ma bardziej odkrywcze sposoby? Szanowna Publiczności? Nie będe wywoływać do odpowiedzi, kto czyta, a z branży i bloguje, to może się podzieli ze światem swoimi pomysłami... :-)
niedziela, 26 sierpnia 2007
Sny nałogowca
"O to warto się postarać, to jest nałóg, zrozum to!
Tam się żyje jak za cara..."

(z czego to cytat, a?)

Więc nawiedzają mnie włóczkowe sny... Akurat wczoraj przytrafiło mi się wpadnięcie w dołek psychiczny, wiecie, świat jest paskudny, ja nic sobą nie reprezentuję, nic nie potrafię, do niczego się nie nadaję, wszystko co robię, nie ma sensu, i w ogóle OMZ (O Mnie Zapomnijcie).
I może na pocieszenie przyśniła mi się wyprzedaż ślicznych włóczek, jeszcze pamiętam te kolory... Poukładane według odcieni, włóczki o różnych fakturach, melanże i gładkie, błyszczące wiskozy i mięciutkie bawełenki, puchate kłębuszki, nadające się do przytulania :-) Chodziłam między półkami czy pojemnikami, dotykając i wybierając.

Akurat niestety ten sen był bez happy endu, bo ceny były i tak za wysokie :-(
Ale pamiętam i taki, w którym odziedziczyłam po kimś całe półki zapchane motkami we wszystkich kolorach tęczy... Mniej więcej tak jak tu...
mochimochiland.com/weblog/?p=111

(chociaż niedługo może i mnie to spotkać)
czwartek, 23 sierpnia 2007
Pozaczynałam mnóstwo rzeczy
I ciekawe, kiedy pokończę. W przyszłym tygodniu zawiśnie pewnie trochę nowości na fabrycznej stronie.
A w czasie urlopu byłam grzeczna, bo dziergałam sobie na plaży w miarę możliwości, i oprócz tego, co już pokazywane było (a niewykończone leży), to, zobaczcie:
to będzie sweterek ażurowy z Sandry, bezstresowo...




to będzie wełniany kardigan "do pracy", podwójna nitka w szarym melanżu...




a to z resztek tasiemki - topik dla Młodej.





Teraz tylko skończyć, co tam... Nic to, Baśka.


środa, 22 sierpnia 2007
Upłynęło osiem lat
...odkąd mieliśmy dobrą pogodę nad morzem. Teraz niebo nam zesłało dwa tygodnie dobrej pogody. Nie pamiętam, kiedy udało mi się tak opalić, może kiedyś w dzieciństwie. I taka ciepła woda w tej Zatoce... Ech. Nawet fale nam się zdarzyły raz takie mocne, że bałam się, że mnie wciągnie pod wodę.

Ale żeby nie było, że się plackiem byczyliśmy na plaży przez 100% czasu, oto dowód. Widok na starówkę (nową, świeżo zbudowaną ;-) w Elblągu...


I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że prawdziwie starych zabytkowych budynków, jest kilka zaledwie, o na przykład takie:



A reszta wygląda jak świeżo oddane przez dewelopera bloczki o kształcie kamienic, ze współczesną elewacją, która za parę lat się przykurzy, o proszę:





A tu jeszcze bardzo piękna rzecz. Zwiedzając Wysoczyznę Elbląską (fajne góry i wąwozy, tuż obok depresji, nawiasem :-) trafiliśmy do Tolkmicka, z drugiej strony Zalewu Wiślanego, gdzie w owym kameralnym miasteczku, obok portu rybackiego i zakładów przetwórstwa spożywczego, jest sobie rynek a na rynku taka oto perełka:





Na zdjęciu tak nie widać, ale to jeden z najładniejszych kościołów, jakie widziałam...


A robótki pstryknę i wrzucę w wolnej chwili. Bo tym razem coś tam udało mi się podłubać. Na plaży :-)
sobota, 04 sierpnia 2007
Bez odbioru
Nie ma nas, jesteśmy nad morzem, wracamy 18 sierpnia.
Robótki jadą ze mną, of course. Właśnie biegam nerwowo i zamiast dopychać do walizek rzeczy, ja w panice usiłuję się zdecydować, co wziąć do dziergania nad morzem.
Wczoraj siedziałam w pracy do wieczora, a dziś jeszcze w domu dopracowywałam jakieś rzeczy; w końcu na urlop trzeba sobie zasłużyć, no nie? ;-P


Bez odbioru :-)
21:46, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 sierpnia 2007
Staruszka-żołnierz
O godzinie 17.00 byłam w pracy. Z widokiem na wojskowe Powązki (tak, wiem, łatwo mnie teraz namierzyć, tylko po co ;-).
O piątej przez minutę wyły klaksony samochodów stłoczonych na dojeździe do cmentarza. Staliśmy z kolegami przy oknie.

***

Staruszka ma przynajmniej osiemdziesiąt lat, może więcej. Jest malutka, drobna, przygarbiona, w okularach. Chodzi z siateczką po zakupy, w kościele śpiewa trzęsącym się głosem. Z obskubanej portmonetki wydłubuje drobne na tacę. Może ma prawnuki.
Mam nadzieję, że w autobusie ustępują jej chociaż miejsca, bo trudno utrzymać równowagę, nawet młodym. Nosi ubrania pamiętające lepsze czasy, w zimie być może moherowy berecik ;-) i wygląda, jakby przepraszała, że żyje.
Ma mnóstwo dziwactw starego człowieka, zapewne pamięć też szwankuje.

Staruszka schodzi po schodach do stacji metra Dworzec Gdański. Na głowie ma starannie ułożony czarny beret, siwe włosy zapewne kręciła na wałki. W żakiecie i spodniach wygląda jak w mundurze. Na ramieniu opaska wskazująca nazwę formacji.
Wyróżnia się z tłumu w metrze. Nie przeprasza, że żyje. Wyprostowała się jakby. Jakaś taka dumna.
Jakby się niczego nie bała, a już najmniej śmierci.


Praca domowa, czyli żeby nie było...
Praca domowa stoi trochę w miejscu, bo z pracy pozadomowej przychodzę zrąbana. I chce mi się spać. A jeśli napiję się wieczorem na przykład piwa, w ramach relaksu - to ten relaks nieuchronnie prowadzi do spania.

W każdym razie usiłuję popchnąć do przodu te dwie robótki...



Ta pierwsza własny pomysł, druga już bezwysiłkowo, z "Sandry" (baaardzo to miłe czasem tylko sobie patrzeć w gotowy wzorek i się nie przejmować za bardzo)