O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Memento mori

Oprócz rozmaitych zmian pracowych, o których już wiem, i które może dopiero jeszcze nastąpią (i do których nie wiem jeszcze jak się przyzwyczajać) okazało się dziś, że nasz informatyk, człowiek nie tylko kompetentny, znający firmę od wielu lat, ale i po prostu bardzo sympatyczny człowiek - zamiłowany motocyklista - zginął w wypadku na tymże motocyklu, zostawiając po sobie rodzinę.

Ale mi smutno. A przecież z każdym z nas też może być podobnie, tylko zwykle żyjemy tak, jakby to do nas nie docierało, a podobno mówi się, że najlepiej jest tak żyć, jakby bieżący dzień miał być naszym ostatnim...

09:55, justyna.ada
Link Komentarze (1) »
niedziela, 30 sierpnia 2009
Widoczki na ulicy cd.

W ramach oglądania się za dzianymi ręcznie ciuchami, uprzejmie donoszę, że ukazała się wczoraj moim oczom pani w prostej, białej bawełnianej bluzce, zrobionej wzorem znanym jako Frost Flowers lub "łapy".
Pani, rzecz jasna, około sześćdziesiątki. Bluzka to mniej więcej dwa kwadraty czy prostokąty zszyte razem, całość dość pudełkowata. No i wzór jak wzór, w takim fasonie wygląda zupełnie przeciętnie.

Jednak według mnie to fason przede wszystkim stanowi o urodzie dzierganego stroju. Można zrobić bezkształtny wór najpiękniejszym na świecie wzorem, i co z tego...

sobota, 29 sierpnia 2009
Tak nie będzie

Fotka jest na dowód, że coś dziergam, i dodatkowo zmieniam zdanie w trakcie roboty. Ta zgrzebna bluzka ma być taka "zsunięta z ramion". Żeby jednak się na czymś trzymała, i można było nosić stanik, po to są ramiączka. No i dobrze, ale zdecydowałam, że ten zsuwacz jednak będzie inaczej zrobiony. Nie będę zaczynać szydełkiem, tak mi sie wprawdzie wydawało, ale tylko krowa nie zmienia poglądów. O. Te dziwne farfocle zostaną sprute i coś wymyślę.Pewnie zrobię osobno i przyszyję.

zgrzebny


zgrzebny

Jak będę miała kiedy... Mysza złapała chyba dość patriotycznie, "Rotę" :-) (znaczy rotawirusa) więc się zobaczy. Jesienna kolekcja fabryczna piszczy, a ja sie zajmuję jakimiś letnimi bluzkami w końcu sierpnia, bez sensu...

piątek, 28 sierpnia 2009
Zarządzanie zmianą

Obiecuję, że następny wpis będzie już o robótkach, naprawdę, bo ja dziergam, tylko zdjęć nie robię...

***

W ubiegłym roku, w listopadzie, w obliczu Wielkiej Reorganizacji, byliśmy na szkoleniu z zarządzania zmianą, a raczej zarządzania ludźmi w procesie zmian. No i dobrze...

No i dobrze, bo ostatnie miesiące obfitują w zmiany... A ja wprawdzie bardzo lubię te zmiany, których mi się samej zachciało, ale tych przychodzących z zewnątrz boję się okropnie, zgodnie ze starym porzekadłem "jak się polepszy..."

Trochę zmian w prywatnych konstelacjach, układach i logistyce. Nie wiem, jak się dostosować, żeby nie zwariować, i nie upić.
Dalej: jedno dziecko do podstawówki, ale tu mam nadzieję, że da sobie dobrze radę. Junior do gimnazjum, więc dusza na ramieniu, czy znów nie powtórzą się stare problemy.
I jeszcze w pracy, ledwo ułożyliśmy sobie życie w nowy sposób i zaczęliśmy trochę oddychać, znów "burze na górze" i nie wiadomo, jak podejść do nowych układów, nowych ludzi, to wszystko dziwnie wygląda... I jeszcze przecież, żal kogoś, kogo się lubi i pracuje z nim na luzie, a strach przed nowym, zgodnie z kolejnym porzekadłem "szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego". A już całkiem dobiło mnie, że Zmiennik strasznie dużo pali... :-(

A na dokładkę do tego wszystkiego - Osobisty Mąż nie będzie miał w pracy obiadów... co oznacza, że ktoś w domu będzie musiał pichcić. A ja nie przepadam za tym, to raz, a dwa, że jak już wrócę wieczorem z pracy, to znam ciekawsze zajęcia... o niektórych nawet nie muszę temu gremium wspominać :-) A stanie przy garach wieczorami do nich nie należy.

Buuuuu. Za dużo zmian naraz, to ja nie lubię.

czwartek, 27 sierpnia 2009
Zdrowy napój :-)

herbata

/żródło: kopalniawiedzy.pl/

Prolog: zielona herbata jest bardzo zdrowa. W dowolnych mediach można znaleźć same pochwały. Jest zdrowa na wszystko, co tylko można, odchudza, i nawet chroni przed rakiem. I w ogóle.
Uśmiałam się, kiedy w programie tv sławiącym zalety zielonej herbaty, prowadząca pani zakończyła akcentem: a smak zielonej herbaty można znacznie poprawić dodając to i tamto.
No bo jest paskudna w smaku (choć istnieje pluralizm gustów) według mnie. Ale zgoda, w ramach zdrowego trybu życia mogę czasem trochę wypić.

Ale to chyba przesada, jeśli zaglądając do szafki herbacianej w pracy, w poszukiwaniu stosownej torebeczki z ogonkiem, widzę: czarnych herbat opakowań trzy, dziwnej mieszanki czarnej herbaty z farfoclami opakowań trzy, i zielonej herbaty (z cytryną i bez) opakowań siedemnaście??

Może istnieje jakiś Pracowniczy Program Zdrowego Żywienia, o którym nie wiem? czy ktoś próbuje nas odchudzić?

Obrzydzacze

No nie mogę... a może się czepiam?

Stołuję się w ogólnodostępnej stołówce/restauracji w biurowcu nieopodal. Przychodzę sobie codziennie na całkiem smaczne i urozmaicone jedzonko.
Obiadowicze zasiadają przy podłużnych stołach. I dobrze. I nawet cudze służbowe konwersacje lub ploty mi tak strasznie nie przeszkadzają (nie no, raz pojawiła się grupa dziewczyn, nie wiem, skąd się urwały, czy gdzieś w okolicy pracują, no w każdym razie klęły tak siarczyście, że trudno było wytrzymać).
Ale robi mi się słabo, kiedy przy tym samym stole usiądzie obrzydzacz, tj. osoba, której w domu nie nauczyli jeść. Obrzydzacz jedząc zupę siorbie i chłepce, oraz dmucha na gorące danie z siłą huraganu. Jedząc drugie danie mlaszcze, a gdy jest to makaron - wciąga wielkie porcje całą paszczą z głośnym świstem "fśśśś". Mam pisać dalej?...

Obrzydzaczom, skądinąd wyglądającym schludnie i korporacyjnie - na pohybel.

środa, 26 sierpnia 2009
Topik, czyli wykańczalnia

top

top


top

W ramach "znajdowania czasu na robótki" wreszcie się zmobilizowałam, przyszedłszy z pracy natychmiast zasiadłam na fotelu, przerobiłam ostatnich kilka rządków wykończenia i topik z elastycznej Lary Alize nadaje się nareszcie do pokazania (poszedł chyba 1 motek 100g, i resztka zwykłej niebieskiej bawełny). Myślę, że zrobiłam ubranko doskonale pasujące na... mojego manekina :-))) Manekin bowiem, choć zasadniczo mniej więcej w moim rozmiarze, to jednak dysponuje ciut bardziej wydatnym i krągłym biustem, i na nim ten topik wygląda dobrze (mierzyłam niby na sobie, ale jak zwykle poniósł mnie optymizm). Wpadłam w kompleks, uuuuuu... (tu wstawić pesymistyczne zawodzenie). Pozdrawiam wszystkie płaszczki...

Topik więc poszuka chyba sobie nowej właścicielki. Jest bardzo miły w dotyku, jak ręcznik frotte :-)) i elastyczny, bo włóczka ma dodatek lycry. I jeszcze pod biustem ma regulację, o.

wtorek, 25 sierpnia 2009
Feedback

Chodzi mi oczywiscie o informację zwrotną, a konkretnie informację zwrotną kierowaną do dziergaczek przez otoczenie :-) Jakie komentarze, czy reakcje, wywołuje Wasze dzierganie wśród otoczenia (nie mam na myśli rodziny, ci już są pewnie przyzwyczajeni lub zrezygnowani, bo nas znają)?

Ja na przykład, kiedy ktoś ze znajomych, lub w pracy, spotyka się z moimi wytworami, słyszę najczęściej dwojakie reakcje: 1. ooo, ale ładne, sama zrobiłaś, ale jesteś zdolna, ja tak bym nie potrafiła/nie mam cierpliwości i 2. ale kiedy ty masz na to czas?? (to drugie - przede wszystkim w pracy)

Ale w szerokim świecie również zdarza mi się usłyszeć bądź wyczytać teksty o takim przesłaniu: "jestem młoda, zadbana, energiczna, o nowoczesnych poglądach, i nie szydełkuję (!)" charakteryzujące autorkę jako kobietę ze wszech miar wyzwoloną, w przeciwieństwie do zapuszczonych, pruderyjnych i zacofanych ciemnogrodzianek :-)
Aż mnie kusi wtedy, żeby wyciągnąć robótkę gdzieś w metrze, mając na sobie najoficjalniejszy służbowy garniturek :-))) Niestety, wszędzie tłok. Chyba że się wybiorę dokądś pociągiem.

A wracając jeszcze do muzycznego weekendu, okazało się, że na próbach koleżanka współsopranistka wyciąga serwetkę i dziubie szydełkiem :-))) Może ja też zacznę przynosić swoje kłębki... :)

Aha, dziś na przystanku autobusowym widziałam - odzianą w ładną błękitną szydełkową frędzlastą chustę z elementów - starutką babcię. Średnia wieku pnie się w górę... :-/

poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Znów reminiscencje

...nadmorskie. Poza dzierganiem na plaży, robiło się też i inne rzeczy :-), na przykład...

krynica

krynica

lub, gdy nie było pogody plażowej...

malbork

malbork

Zamek w Malborku naprawdę robi wrażenie, przy czym zwiedzania jest naprawdę dużo, ja po kilku godzinach wymiękłam ze zmęczenia, a jeszcze można było połazić...

Mam wrażenie, jakbym na dwa dni przeniosła się do innego świata. Niestety, tylko na dwa, trzeba było wracać, bo urlopu brak... teraz trzeba stawić czoła rzeczywistości. Pytanie, co jest rzeczywistością: świat, w którym śpiewam, wprawdzie męczę się i haruję, ale tworzę (przy okazji pewnej zabawy wylosowałam cytat z Tołstoja: Muzyka jest stenografią uczuć...), czy świat, w którym pracuję na utrzymanie, spieszę się i denerwuję, choć wiem, że to też jest potrzebne. Czy świat, w którym dzięki mnie powstaje coś pięknego, czy ten, gdzie dopasowuję się do korporacyjnego wizerunku, i nie ujawniam się całkowicie przed ludźmi, bo nie jest to wskazane - ale przecież też ich lubię, to nie jest takie zero-jedynkowe!

A może i to, i to? Da się to jakoś pogodzić?...
Ciągle mnie drze na pół rozterka, że tak naprawdę chciałabym robić w życiu coś innego, ale utrzymać się z czegoś trzeba. Plus, ja przecież lubię swoją pracę, sporo jej zawdzięczam... ale to do końca nie to. Dobrodziejstwo bycia zodiakalnym Bliźniakiem?

A w kwestii rdzy wokalnej, widzę światełko w tunelu, po konsultacji z rehabilitantką okazuje się, że z krtanią raczej wszystko w porządku, a niemożność wydobycia z siebie dźwięku w wyższych partiach jest związana z nadmiernym napięciem mięśni, którego nawet nie zauważam. Pozostaje praca nad mięśniami... żeby nie pracowały :-)

 

10:20, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2