O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
niedziela, 29 sierpnia 2010
Na stałym lądzie, czyli konkrety i wstyd

Witam po powrocie z "bezludnej wyspy". To znaczy ludnej, ale odciętej od świata. To trochę dziwne i dla mnie niespotykane... tydzień odseparowania od wszystkiego, łącznie z rodziną (no oczywiście telefon działa) i skupieniu wyłącznie na muzykowaniu, cięzkiej orce na nieraz bardzo zachwaszczonym ugorze - i sześć szalonych imprezowych nocy :)

Odrobina napojów wyskokowych i bardzo krótki sen.
Odkrycie, jak wspaniale tańczy się boso (na podłodze z mozaiki drewnianej). Kontrola parkietu znakomita, a ja jestem lekka, jakbym nic nie ważyła... I kompletnie zero zakwasów potem!
Odkrywanie nieznanych dotąd ludzi, długie rodaków rozmowy.
Odkrywanie porozumienia, zgrania, harmonii, zupełnie niespodziewanie.
Najbardziej szalony, nieprzytomny walc, jaki dotąd udało mi się zatańczyć (mówią, że walc idealny jest wówczas, gdy nie widzi się wcale tego co jest dookoła - no to ten był idealny...)

A poza tym przygotowany koncert, 19 września w Zalesiu Górnym - będzie ogłoszenie, koncert będzie monograficzny, same Haendle. :-)
(a 26 września będzie też można w Warszawie posłuchać lekkich efektów ciężkiej pracy zespołu kameralnego)


A teraz wstyd. Nie tknęłam nawet włóczki. Jeśli znalazłam wolny kwadrans, zastygałam nieruchomo jak warzywko i tak tkwiłam. Ale nadrabiam. Oko już lepiej.

I przyznam się, że to niecodzienne uczucie, z powrotem na stałym lądzie, już nie mówiąc o pracy :-/

16:26, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 sierpnia 2010
euforia stop

Wróciłam, było fantastycznie ale o tym za chwilę bo mam zepsute oko, nic nie widzę, stop, pozdrawiam, Jurand ze spychowa

piątek, 20 sierpnia 2010

Młody jednak ma coś nie w porządku z tym kręgosłupem (to że nie w porządku to ja wiem, ale teraz mniej więcej wiem już co, ale wciąż czekamy na dalsze konsultacje, myślę, że mój dociekliwy małż wszystkiego się dowie). Mam nadzieję, że za całe leczenie wystarczą ćwiczenia...

Zapakowałam do torby niedokończony szydełkowy szal, o ten stąd http://wloczkaiploty.blox.pl/2010/05/Za-kratkami.html  Obecnie jest go już więcej, ale wciąż się ciągnie, bo nudno przeraźliwie. Zamierzam na tej więziennej kracie posadzić jakieś kwiatki szydełkowe bądź pnącza. W jakimś kolorze...

A do tego, w ostatniej chwili, złapałam kłębek Merinosa (ispe) elegancko przewinięty na pożyczonej zwijarce, w kolorze bordo, o tego: http://wloczkaiploty.blox.pl/2010/03/Cienizna.html

I ponieważ jest go tylko 1 motek, a ja jeśli w ogóle tknę druty, to będę ledwo żywa i schematu mogę nie dojrzeć wyraźnie - to zacznę robić sobie taką intuicyjną chustę podobną do tej (zdjęcie z Ravelry, nazywa się to Strawberry Pie Shawl):

chusta

Tylko moja nie będzie aż tak bardzo kolista, nie zrobię 8 narzutów, tylko może 6. A między narzutami nie będę wstawiała takich kleksików :) tylko zrobię same dziury, żeby jak najwięcej zyskać "powierzchni reklamowej" :-))

A teraz znikam, do zobaczenia za tydzień.

środa, 18 sierpnia 2010
Chciałam, ale...

Na razie nie zdążę zacząć żadnej nowej robótki. Dziś młodego trzeba odstawić do przybytku Enefzetu, żeby badanie które trwa chwilę, zdążyli zrobić mu przez kilka dni, bo tyle się na to czeka i trzeba koniecznie zdrowego człowieka kłaść do szpitala. I w dodatku nie ma jak zabrać do szpitala gitary elektrycznej :-(

Jutro mam jubileusz który akurat wypada w czwartek, i trzeba pójść.

Pojutrze znikam na tydzień, ciężko pracować w chórze (ale za to na pewno jakaś robótka pojedzie ze mną, kwestia trudnej decyzji - ale czy znajdę tam czas na dzierganie, nie wiem, bo będę miała roboty po uszy). Spakować muszę się już dziś, bo nie ma kiedy. Miałam ambitne plany wstąpienia choćby do jednego sklepu na letnią przecenę. Guzik z pętelką. Jak mam do wyboru spędzić wieczór drepcząc po sklepach lub machając rękami na próbie zespołu, to wybieram to drugie, w starych sandałach na nogach :-))) Więc w przyszłym tygodniu Gloria Vivaldiego na tapecie, między innymi.

Bo ja jednak chciałabym zajmować się muzyką docelowo. Albo przynajmniej głównie.

12:12, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 sierpnia 2010

O, taką tuniczkę dla Młodej wydłubałam w czasie urlopu...

 tunika

i taką dla siebie... (tu akurat niewiele widać)

 tunika

ale tu już coś widać - wprawdzie wycięłam się z rodzinnego ujęcia, ale MCT stanowi ornament mocno przyklejony :)

 tunika na ludziu

I jeszcze nadmorski pejzaż ze wschodem słońca, dla odmiany (nie, to nie ja jestem taka dzielna, małż zerwał się wcześnie rano)

 wschod slonca

niedziela, 15 sierpnia 2010
Na wdechu

Wróciłam, ale na tydzień tylko na razie... Fotki jakieś tam do pokazania mam, to pokażę, ale za momencik. Ogarnę trochę ogólny bajzel, a co będzie jutro w robocie, to nawet nie chcę myśleć. Ten tydzień będzie znów zabiegany - próba, próba, Młody do szpitala na badania, jubileusz u znajomych, a już w piątek na chóralny survival. Uf.