O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
czwartek, 30 sierpnia 2012
Wędrówki do rozmaitych korzeni

No tak, mam ostatnio fazę na Jordi Savalla, przyznaję się...

 

Jakoś tak jest, że rytm i tradycja to coś, co mnie do samych trzewi porusza.

Tagi: muzyka
11:07, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
Z cyklu "gadki"

Tak mi się przypomniało... Idę sobie w niedzielę Krupówkami, z naprzeciwka lokalny żul:

- Myślałem, że nie ma wiewiórek w Zakopanem...

 

No i dobrze, jestem ruda i mam kitę :-) a moje ulubione zwierzątko to lis! :-)))))

środa, 29 sierpnia 2012
Trochę "staroci"

 Kocham namiętnie dawną muzykę, w tym średniowieczną. Co ja poradzę... To poniżej nastraja mnie nostalgicznie:

 

 

Tagi: muzyka
09:02, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 sierpnia 2012
Żona po urlopie :-)

Wróciłam z urlopu, jak wiadomo. Wczoraj małżonek dzwoni, zmuszony koniecznością, do pewnego fachmana:

- ...i wie pan co, żona wróciła z urlopu, i znów jest tak jak przedtem: zgrzyta, leje wodę i śmierdzi!

 

 

 

 

Pralka się znów zepsuła.

Parę zdjęć

Chronologicznie: tu akurat Dworzec Wschodni w Warszawie, tyle że wcześnie rano :-)

 

tutaj widoczki (akurat mogłyby być gdziekolwiek ale były tu) z wycieczek na Trzydniowiański W., i ze szlaku na Czerwone Wierchy...

 szlak

dzwonki karpackie

to widok z drogi do Czarnego Stawu Gąsienicowego, bardzo mi się podobały te chmury nad Orlą Percią...

 

to widoczek na Słowację, zrobiony między Kasprowym a Swinicą...

 szlak

a tu Granaty i droga na Krzyżne, zrobione gdzieś między Swinicą a Kozim Wierchem:

granaty

poniedziałek, 27 sierpnia 2012
(prawie) "Dwadzieścia lat później"

Wczoraj wieczorem przy pomocy PKP wróciłam na niziny, dosłownie i w przenośni, na płaskie Mazowsze i do rzeczywistości nie-górskiej. Ostatni raz byłam w Tatrach 19 lat temu, jakoś się z różnych powodów nie składało.

Od tego czasu zmieniło się (i u mnie, i tam) bardzo dużo. Ale nie o tym chcę napisać, że miasto Z. wygląda dość okropnie z tym wszystkim, co sie w nim porobiło, tylko o tym, że napis nad wejściem na dworzec kolejowy "PKP Zakopane" jest wciąż cudownie ten sam, neon wprawdzie nie działa, ale jest to to samo co kilkadziesiąt lat temu. A bar "Grota" przy Kościuszki nadal istnieje, na pewno wygląda inaczej, ale mnie się kojarzy z pomidorówką wsysaną przez głodne żołądki.

I nie o tym chcę napisać, co przerażającego można zobaczyć np. na Gubałówce, jak się tam już w ramach rozgrzewki człek wdrapie żeby sobie zobaczyć czy jeszcze góry dalej te same :-)
[dygresja: dialog z Gubałówki przy lornecie do oglądania widoków:
- Proszę pana, a czy stąd widać Trzy Korony?
- Yyyy... no nie, Trzy Korony to w Pieninach.
- Aha, no to jak się nazywa ten najwyższy szczyt, ten tam...?]

Bo na szczęście góry te same, chociaż nawet łańcuchy, tam gdzie są, powymieniane na nowe, na solidnie wyglądających zaczepach (50 kN)
Góry są bowiem elementem Swiata-Którego-Już-Nie-Ma. Może kiedyś coś na ten temat jeszcze napiszę. Ja i moi rówieśnicy jeszcze taki świat widzieliśmy, teraz już go nie ma. Ale może to tak jest, że każde pokolenie ma swój "świat, który odchodzi".

I tez nie o tym chcę napisać, że musiałam kilka razy przejść straszliwą ulicą K., żeby załatwić niezbędne sprawy. Tylko o tym, że woda ze źródełek jest wciąż tak samo niebiańska i zimna, jak wtedy kiedy pierwszy raz ojciec zabrał mnie w góry, a ja miałam 11 lat, i nawet nie miałam porządnych butów, bo to był kryzys, tylko sandały i za małe tenisówki, a do jedzenia też nieraz mieliśmy zamiast kanapek suchy chleb, bo trudno było coś dostać, i ten suchy chleb popijany wodą ze źródła to jest coś, czego nie zapomnę do końca życia.

I jeszcze chcę napisać o tym, że (chociaż kondycja moja już nie taka jak kiedyś, za to zakwasy jakieś większe...) kiedy z okna pociągu zobaczyłam zbliżające sie góry, poczułam, że wracam do domu. A wczoraj była cały dzień mgła i chmury, nie było wcale widać ani jednego szczytu, nic a nic. Dopiero kiedy pociąg kawałek odjechał, z daleka zobaczyłam blade wierzchołki. I zrobiło mi się strasznie smutno, że znów wyjeżdżam. Z domu...

*****

Zeby nie było tak smutno, to powiem, że żywię cichą nadzieję, że bakcyl górskiej zarazy zapuszczony Juniorowi skolonizuje jego świadomość :-) oby, oby... w każdym razie wspólne dyndanie (miejscami banie się) i wspinanie bez względu na to, kto matka a kto potomek, to jest coś :-)

A fotki będą, tylko cierpliwości...

Malutkie sprostowanie na wszelki wypadek

W nagraniu z youtube przedstawionym dwa wpisy niżej, mnie nie ma wcale, to jest wykonanie zespołu z Lozanny, p/dyrekcją Michela Corboz, bardzo piękne zresztą, i wstawiłam je poglądowo :-))) ja się będę starać, żeby mi też ładnie wyszło, ale na razie nie są jeszcze znane terminy, w których będzie można to sprawdzić nausznie :-)))

Nawiasem, jak się na to kliknie, to pokażą sie też na marginesie pozostałe części tego wykonania Dixit, warto posłuchać!

Tagi: muzyka śpiew
08:55, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 sierpnia 2012
W kolorze cielistym?

Jedną robótkę udało mi się wykończyć - chusta w kolorze pudrowym (a może mylę sie, może ten kolor jakos inaczej powinien się nazywać? cielisty?? zabrakło mi nazewnictwa...) z mięsistej bawełny, o wymiarach 83 x 198cm, to taka już konkretna :-) Z dodatkiem melanżowej fantazyjnej włóczki z wystającymi niteczkami, żeby nie było mdło ;)

chusta bawełniana

chusta bawełniana

Na razie takie tylko fotki z blokowania, lepszych nie ma kiedy zrobić - w dzień robota, a potem do wieczora warsztatowanie. I tak do niedzieli... jeszcze obsłużyć powrót i kolejny wyjazd MCT, a zaraz w poniedziałek spadam w góry. Uf.

wtorek, 14 sierpnia 2012
Duet "De torrente" (Haendel, Dixit Dominus)

To taki fragment z "Dixit Dominus" - tu akurat duet, to wykonanie mi sie podoba i nad tym fragmentem właśnie siedzę... (ja siedze nad partią S1)

 

12:55, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 12 sierpnia 2012
Migawka

Tak to się dziergało nad morzem (i nie skończyło jeszcze). W trakcie roboty - bawełniana mięsista chusta i szal szydełkowy robiony wzdłuż, z różnych włóczek w odcieniach ecru, bieli i beżu.

 

wip

wip

Niektórym odbijała palma, kiedy pogoda była wietrzna i zimna...

na rękach

Teraz przede mną bardzo pracowity okres. Bardzo. W najbliższym tygodniu warsztaty z chórem, mam do przygotowania trudny kawałek (w 'Dixit Dominus" Haendla), znów będę piszczeć... Potem intensywne przygotowania z zespołem do konkursów, a w międzyczasie imprezki rękodzielnicze, olaboga... Znaczy, to wszystko po godzinach :/

Dziwne, ale wrzesień jest od paru lat dla mnie zawsze bardzo pracowity.

 
1 , 2