O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
piątek, 30 sierpnia 2013
Żeby się nie nudzić

Kamizelka, na którą nie wystarczyło włóczki, zbliża się ku końcowi (kombinuję z inną, cieńszą, podwójną nitką... mam nadzieję że nie będzie bardzo fatalnie wyglądać - żeby nie było, że szewc bez butów chodzi i własnej matce porządnej kamizelki nie potrafi wydłubać).

 kamizelka na drutach

Doszłam do wniosku, że dzierganie nie tyle nawet może mnie uspokaja, co daje energię do robienia innych rzeczy. W trakcie bowiem sobie myślę o czymś, a jeśli dziergam mały projekt do szybkiego ukończenia, to i poczucie sprawstwa mam :-) Jeden warunek - żeby się nie nudzić. Dlatego nie mogę mieć tylko jednej robótki zaczętej. Skończyłam prościutką czapkę dla siebie samej (szarość z kolorowymi kropkami będzie dobrze pasować do moich kłaków, pokażę na zdjęciu) i żeby nie zostawać wciąż sam na sam z problematyczną kamizelką, szybciutko dłubię jakieś mitenki - patrz poniżej (kolor to jasny wrzos, taki bardziej lila, wełna bardzo milutka w dotyku, z odzysku. Na zdjęciu widać tylko, że są proste :-) ewentualne ozdoby nastąpią potem). Zdjęcie robione "na kolanie" dosłownie...

mitenki
Grunt to różnorodność (tak, jestem klasycznym zodiakalnym Bliźniakiem :-)))

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Ot i kłopot. Z powodu przemeblowań w jednym z pokoi i wywalenia w czorty jednej z szafek, na środku pokoju zalega mi teraz taka wielka niebieska torba z IKEI (taka z uszami, wiecie) pełna włóczek. I nie mam ich gdzie upchnąć, wszędzie już jakieś kłębki są. A zajęcia mam dużo i nie przerabiam posiadanego surowca na gotowe rzeczy zbyt szybko. Co nie przeszkadza, że trudno się rozstawać ze skarbami nawet, gdy wygląda to na "psie ogrodnictwo".

Nie wiem, czemu, ale przeczuwam nosem, że najbliższy rok szkolny będzie dość intensywny. Wprawdzie nie pracuję w edukacji, ale mam dzieci :-) które mają zajęcia. Niektórych zajęć trzeba doglądać. Dodatkowo, w rodzinie pokomplikowały się kwestie zdrowotne i być może też wygeneruje to nadprogramowe zajęcia. Mam też wiele planów muzycznych, ale strach pomyśleć, ile to wymaga czasu (nie tylko mojego, przede wszystkim cudzego). Plany włóczkowe też oczywiście ambitne mam, ale weź człowieku bądź mądry i dziergaj w niedoczasie.

Dlatego fotki dziewiarskie będą, kiedy pojawi się coś ukończonego. Na razie walczę z kamizelką, na którą zaczyna mi brakować włóczki. Wkurza mnie to niepomiernie, ale i tak muszę jakoś skończyć. Kamizelka ma zwykły wykrój z wycięciem pach, robię od dołu. No i brakuje :/
Błąd, trzeba było metodą "contiguous", a najwyżej sztukowałoby się inną włóczką dół. Wrrrrr.

czwartek, 22 sierpnia 2013
Nie całkiem na różowo

To dla malutkiej dziewczynki (jeszcze nie ma jej na świecie). Różowy jednak nie jest faworyzowanym kolorem ubranek dla małych dziewczynek :-))) Ale ja mam bardzo dużo różowych włóczek w domu. Na szczęście można to z czymś połączyć...

Uwaga: kolory naprawdę to mocna mięta i koralowy róż. Wrrr, nie było kiedy zrobić zdjęć w dziennym świetle.

 

sweterek na drutach

sweterek na drutach

sweterek na drutach

Kocyk do wózka/łóżeczka - też nie całkiem różowy :-) włóczka akrylowo-wełniana. Zdjęcie z fleszem, ale nawet nieźle oddaje kolory.

 kocyk

kocyk

Zdjęcia robione na ostatnią chwilę, ukłębki bowiem jadą do Berlina za moment.

A tutaj po urlopie się dzieje... Praca. Śpiewanie. Tu ślub. Tu pogrzeb. Do konkursu trzeba ćwiczyć, i to ostro. O koncercie trzeba myśleć. O nagraniu trzeba myśleć. I jeszcze kiedyś trzeba pospać...:-) Ale i tak mi zawsze mało śpiewania, ot co.

niedziela, 18 sierpnia 2013
Parę tęsknych migawek

Migawki komórkowe, jakieś takie niebieskie na dalszym planie, nie wiem czemu... Albo ja nie rozumiem tego skomplikowanego aparatu w telefonie, albo on mnie. Ale normalnym aparatem też zdjęcia były, cierpliwości :-)

Tu widok przy zejściu do Morskiego Oka ze Świstówki, tzn: Morskie Oko, dalej ukryty Czarny Staw p/Rysami, a Rysy we mgle.

tatry

Tu widoczki z Doliny Javorovej, Słowacja. Tam, gdzie góry są większe i jakby bardziej, czy ja wiem, niedostępne?...

tatry

tatry

tatry

Tu jakiś fragment czerwonego szlaku do Psiej Trawki... :)

tatry

A tu w Zachodnich (nie wiem czemu, ale wywołują we mnie jakąś taką nostalgię, tęsknotę nie wiem za czym :)), gdzieś między Grzesiem a Rakoniem:

tatry

 

czwartek, 15 sierpnia 2013
ech...

Nie chce wyjeżdzać z gór... Urodzilam sie w Warszawie, ale co jakiś czas musze połazic po niepłaskim terenie. Nie wiem, dlaczego ale tak. I teraz mi smutno, bo najblizsza szansa najwcześniej za rok. 

Ale też spieszno mi juz do śpiewania. Bez tego życie jest wegetacją.

Chcę juz zobaczyc sie z zespołem, w sobote spiewamy na ślubie naszej altówki :-)

Jak by nie patrzeć, wszystkiego naraz mieć sie nie da. Chyba zeby przyjechac w góry i spiewac...

wtorek, 13 sierpnia 2013

W schronisku w Pięciu Stawach pod sufitem na półkach leżą poupychane śpiwory i karimaty - zapewne należące do "podłogowiczów", łażących w dzień a podłogujących w nocy :-) Ależ mnie nostalgia opadła... :(

Jeszcze kiedyś bym tak chciała, jak dwadzieścia lat temu, wyruszyć z całym dobytkiem na plecach (auć! mój kręgosłup... no dobra, tylko szczoteczka do zębów...:-)) i nie troszczyć się o kwaterę, nie dojeżdżać nigdzie, tylko być na miejscu i nocować, gdzie wypadnie. Może jeszcze kiedyś...?

Jeszcze bym sobie wlazła na Rysy, bo tak się składa, że nie wlazłam do tej pory. Nie złożyło się. Młody na pewno będzie chciał, bo to wysokie :-) ale ja mu tempa nie dotrzymam... Młodszej młodzieży też się góry podobają, ale bardziej marudzi, że nogi bolą :-P więc jeszcze na trudne trasy przyjdzie czas.

A w ogóle to aż dziwne, bo nigdy nie udało mi się pojechać w żadne góry we wrześniu :( I teraz obiecuję sobie, że w przyszłym roku albo urwiemy tydzień urlopu we wrześniu dzieciakom ze szkoły, albo jeśli w sezonie, to na Słowację. Albowiem fenomen niezwykły - naszymi ceprostradami walą tłumy nieprzebrane, na drodze do Morskiego Oka tworzą się korki (bleeee), natomiast wystarczy tylko przekroczyć granicę, i tam już turystów jak na lekarstwo (trochę Polaków, trochę Słowaków) a widoki takie, że ja cie.... wszystko jest w większej skali.

sobota, 10 sierpnia 2013

Chwilowo pogoda się skiepściła i scenograf zdemontowal i wywiozl dekoracje w postaci gór. Znaczy mgła jest. I pada. Aquapark zbawienną rozrywką zatem jest. Obmyślam nowe trasy pod warunkiem, ze sie przejaśni...

Konflikt interesow musze rozwiazywac, bo dla niektorych wzniesienia ponizej 2000 m npm. sa niegodne uwagi :)))

Foty pózniej bo z telefonu na bloxa niedobrze sie wrzuca.

środa, 07 sierpnia 2013
W górach

...jest dziki upał, słońce przypala na węgiel, kiedy sie wyjdzie tylko z dolinek. Najlepsze szlaki to te, na których są strumyki/źródełka, bo trudno nieść ze sobą tyle wody, żeby przez cały dzień nie paść z pragnienia. Fotki mam, ale udostępnię później. Wieczorami dzierga się bejbi-kocyk :-)

Postanowiliśmy wymoczyć zakwasy i zafundować co poniektórym trochę atrakcji wodnych, wybraliśmy się więc do kompleksu Termy Bania w Białce Tatrzańskiej. Tyle ludzi w jednym miejscu to dawno nie widziałam... nie wiedziałam, że do pojedynczego zbiornika z wodą może wepchać się tyle ciał. Brrrrr.

Bardzo mnie rozczuliło lekceważące stwierdzenie juniora na temat niektórych zalesionych szczytów: "e, to nie góry, to lasy!" (góry to to, co jest skaliste i można się po tym bohatersko wspinać, Orla Perć na przykład i takie tam. :-))))) Ech, młodzieńcza naiwności...
Chyba nie pozostaje mi nic innego jak wysłać go w Góry Skaliste... 

sobota, 03 sierpnia 2013

Jadę sobie w góry, ale będę zaglądać do blogosfery. Wrzucam ostatni ukłębek - czapkę dyniowatą (w kolorze, nie kształcie ;-) Jest trochę ciemniejsza niż na zdjęciu, bardziej pomarańczowa.

 

czapka dynia

piątek, 02 sierpnia 2013
"Chcę wyjechać na wieś..."

Była taka piosenka, nie pamiętam już czyja. Ale w zamierzchłych czasach leciało toto w radio na jedynce (teraz to chyba tylko w koncertach życzeń dla seniorów :-)

No więc chcę wyjechać na wieś. Nie na długo, na trochę.

Oczywiście, lubię góry w które się wybieram - ale oprócz tego chcę na wieś, tam gdzie nie ma cywilizacji. Gdzie jest las, rozgrzane pola, odgłosy i zapachy wiejskie :P (szkoda, że już skrzypienia żurawi studziennych nie usłyszę), w nocy cisza i ciemność, w dzień brak samochodów, tłumów ludzi, hałasów miejskich, za to hałasy wiejskie, zwierzątka i rośliny też wiejskie i brak betonu. Nawet mogą być robale :-) Nawet mogę ugotować coś prostego z czegoś prostego, byle mi nie wybrzydzano :)

Tak, żeby między mną a Życiem nie było tyle przedmiotów i przeszkadzajek.

Niestety, nie jestem już dzieckiem, które miałoby wakacje, i nie mam takich możliwości na chwilę obecną.

****

Nie, nie marzę o wyprowadzce na wieś na stałe, jestem stworzeniem miejskim, lubię różne rzeczy, które oferuje mieszkanie w mieście. Ale. Ale od dawna mi przeszkadza i drażni posiadanie tak wielkiej ilości zbędnych przedmiotów, robienie tak wielu rzeczy niepotrzebnie, i inne takie przeszkadzajki i zżeracze czasu. Zajmowanie się badziewiami, śrubkami i bzdurami powoduje, że rozmieniamy się na drobne, i nie jesteśmy wolni, tylko w niewoli trzymają nas różne nieważne rzeczy. Tylko z czego zrezygnować...? Bo to łatwo tak gadać, no nie?

 
1 , 2