O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
środa, 30 września 2009

Nie, nie, nie utonęłam jeszcze w tych wszystkich muzycznych przypływach i odpływach (chociaż pławię się z przyjemnością, najbardziej mi tylko przeszkadza, że w ciągu dnia trzeba być w pracy i coś jednak tam robić :-).
Dziergam sobie pomalutku, chociaż faktycznie
mniej, i Wylinki przybywa wolno (kolor oczywiście rozjaśniony przez lampę):

wylinka

wylinka

Jeszcze mniej więcej drugie tyle...

A poza tym ma padać, więc mam doła, że się sesja zdjęciowa nie uda. Buuu.

Ach, zapomniałam dodać. W niedzielę znów spotkanie w Szarotkowie, a ja nie mam właściwie nic nowego do pokazania... Ale mogę pokazać, jak się robi żakardy na dwie ręce, albo coś podobnego  :-)

niedziela, 27 września 2009
Pozytywne sprzężenie zwrotne

(tytułem informacji: przełożyłam odpowiednie notki z tego blogu do nowej kategorii Muzyka, gdzie będzie o najpiękniejszej ze sztuk :-), o tym, co jest we mnie tak głęboko i trwale, że w takiej czy innej formie zamanifestuje się zawsze)

***

Na zespołowym wyjeździe można było zaobserwować między innymi takie sceny.. (wokaliści nie znaleźli sie tym razem na moich zdjęciach, bo wtedy ręce miałam zajęte całkiem czym innym)

l


l

l

l

l

l

l

Wyjazd był fantastyczny. Zabrałam ze sobą Wylinkę i druty, ale nie wygenerowałam ani jednego oczka. Wygenerowaliśmy natomiast tysiące cudownych nut :-))))
Pod względem towarzyskim, integracja się pogłębiła, zwłaszcza w godzinach późnowieczornych, a pod względem muzycznym, w ciągu dwóch dni wyszlifowaliśmy kilka starych utworów, i zrobiliśmy na świeżo aż 6 nowych (w składzie: 3 soprany, 2 alty, tenor, bas, gitara basowa, gitara, obój). I mam wrażenie, że pokonaliśmy razem kolejny etap. (niestety, sama końcówka okazała się bardzo przykrym akcentem, ponieważ oboistka złamała rękę :-/)

Teraz o sprzężeniu zwrotnym, na linii dyrygent-zespół.
Krótko mówiąc, zespół zrobił mi dobrze :) i mam nadzieję, że ja im też. Okazało się mianowicie (już na poprzednim wyjeździe, ale teraz bardziej), że zmotywowani ludzie, przy odrobinie technicznego nakierowania, otwierają się i pokazują schowane w kieszeni świetne głosy. Że pulsujący rytm partii kontrabasu (gitara basowa, brzmi świetnie!) zaraża wokalistów, i wszystko zaczyna pulsować :-) Że jak ich się uczy nowej melodii już sfrazowanej, to składając utwór frazują go od razu! I uczą się szybciej. I że poczuli harmonię, to znaczy śpiewając swoje, słyszą cały czterogłos, słuchają się nawzajem, i idą 'za ręką'. I moja aranżacja znanego kawałka, pod dachem zabytkowego kościoła brzmi tak, jak miała brzmieć, kiedy ją pisałam... bez jednej zbędnej nutki :-)
I po tylu trudach, nagle zaczęli słyszeć całości. I nagle okazuje się, że bierzemy utwór, składamy go, i praktycznie jest od razu dobrze :-))) No to nowy. I nowy. I nowy...

Jako dyrygent jestem wygłaskana na wszystkie strony.

22:05, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 września 2009
Zielono mi...

Faktycznie zmieniłam kolor tła na zielony, bo pomyślałam sobie, że oglądacze dostaną za jakiś czas niestrawności od tego fioleciku. I też jeszcze nie jest to optymalny kolor... kolor na palecie różni mi się trochę od faktycznego tła. Trochę na przekór jesieni :) a trochę dlatego, że zaczyna mi odbijać z powodu nieogarniania.

Za dużo tego wszystkiego... Jutro jeszcze miała być sesja zdjęciowa, i jeszcze do pracy, i jeszcze po południu w autko i zabrać znajomych, a o 19 mam być już pod Grójcem z całym zespołem, a weź człowieku wydostań się z Warszawy w piątek po południu...  A do sesji też trzeba nagromadzić kupę klamotów, a do wyjazdu spakować mnóstwo innych klamotów, nut, te nuty porozsyłać wcześniej ludziom... a dziś jeszcze zebranie u Juniora w gimnazjum...

Więc sesję przełożyłam na później... nie dam rady z tymi klamotami :( Ale nie chcę niczego zapeszać, więc nic nie powiem, bo jeszcze się nie uda.

A jutro i bez sesji mam zawał w robocie, a w sobotę od rana powinnam być pełna energii i muzykować...

19:50, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 września 2009
Wylinki cd.

Pomarszczonej wylinki smerfowej przybywa dość wolno, z powodów, o których nie będę się ponownie rozpisywać, i wygląda w tej chwili tak (można zauważyć, że przechodzę chwilowo na kolor szary, a pośrodku chusty widać trapezoidalny karczek):

wylinka

A takie dalie z ogródka od rodziców mam w wazonie, i mi weselej :)

dalie

Na moim koncie "osobistym" pojawiło się ostatnio odrobinę gotówki  w sam raz nadającej się na druciane zakupy (nie oznacza to wcale, że w sumie mam jej więcej, tylko nastąpiły pewne roszady między kontami ogólnym i prywatnym :) i już mnie jakoś ciągnie do szperania po sklepach internetowych, na allegro... A kysz. Do roboty, a niebieskie ptaki do paki! Idę zapuścić "Dwójkę" i męczyć wylinkę.

poniedziałek, 21 września 2009
Starość nie radość...:)

Poczułam się nobliwie jako matka 13-letniego obywatela. Obywatel, gdyby zechciał, mógłby sobie już zmienić imię, gdyby mu się nie podobało (szczęśliwie imię Jan jest dość zwyczajne... :-) Obywatel z pewnością nie życzyłby sobie znaleźć się na zdjęciu, a już na pewno na moim blogu, gdyż drwi bezlitośnie ze wszystkich moich hobbystycznych poczynań :) Ale i tak facjatę zasłania mu długaśna szopa włosów, to nie byłoby nic widać :)
Dziecięcie bowiem powyższe od dłuższego zresztą czasu znajduje się w okresie tzw. burzy i naporu (nawiasem burze te są naukowo udowodnione, gdyż ich skutki widać znakomicie w pokoju dziecięcia) co jak sądzę przyczynia się również do drastycznego zwiększenia ilości siwych włosów na mej głowie, a co za tym idzie, wydatków na farbę do włosów. Faceci natomiast nie muszą się farbować.
Gdybym miała taki tort, o, jak ten, to bym taki zapodała z okazji urodzin (ale będzie zwykły)

gitara

/tort made by camargo.com.pl/

Bowiem młodzież namiętnie słucha muzyki o dużym ciężarze właściwym, a ubranie może mieć w dowolnym kolorze, pod warunkiem, że to kolor czarny, całkiem jak ten Ford T. Noo jeszcze w grę wchodzą barwy militarne. I zapałał miłością do gitary (niestety w domu posiadamy jedynie klasyczną, ale odgraża się, że zakupi sobie elektryczną wraz z piecykiem). A ponieważ nie czyta tego bloga, to nie dowie się przed terminem, że w prezencie dostanie książki do nauki gry na gitarze i antologię tekstów Metalliki z przekładami (niech wie, czym się zachwyca :-) a dołujący wydźwięk tekstów w sam raz konweniuje z jego ponurym sposobem bycia :-P)

A ja funduję konia z rzędem, temu kto wynajdzie sposób, żeby te dziecięcia przestały wreszcie tak ze sobą drzeć koty, bo w domu można wytrzymać tylko, gdy któreś z nich wyjedzie, a w końcu to nie powinna być jedyna metoda :-P

niedziela, 20 września 2009

Update na temat warszawskich ulic: dziś na Starówce nawinęła mi się przed oczy pani (naturalnie dobrze po 50 mająca) w ładnym sweterku - zwykły prościutki dopasowany fason, dżersej chyba po całości, okrągły dekolt, długi rękaw, w deseń różnej wielkości pasków w pastelowych delikatnych kolorach (lody owocowe :) I wokół tego dekoltu przyszyte szydełkowe kwiaty. Całość spokojna, niekiczowata.
Pani była w grupie cudzoziemek mówiących językiem, którego nie zdążyłam rozkodować, bo tak się przypatrywałam swetrowi...

19:29, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 września 2009
Żeby nie było...

...że nic nie robię, otóż robię, ale powoli :-) z przyczyn opisanych poniżej. To będzie sweterek dla MCT, z melanżowej bawełny niewiadomego pochodzenia, i z uwagi na melanżowość włóczki wzór jest ascetyczny (inna rzecz, że w ogóle nie lubię natłoku wzorów, ale tu i tak nic nie byłoby widać). Takie sobie zygzaki, na plecach takie same jak na rękawie, a na przodach po połówce. Rękaw naturalnie wrabiany od razu, metodą "na lenia" :-) Do zdjęcia rękaw jest rozczapierzony, żeby pokazać wzór, ale oczywiście go zszyję...

melanz


melanz

Przy okazji skorzystałam z inspiracji Dziuni, która robi wszystko bez odwracania, i rękaw robiłam właśnie bez odwracania, bo więcej tego przekładania, niż tego robienia :) I tak jestem dwuręczna... (jak ten koncerz krzyżacki imć Podbipięty...)
Ażury też wychodzą w ten sposób, owszem, tylko jakoś lewych oczek by mi się nie chciało.

A na drutach wciąż wisi Faroese, ale ponieważ wciąż przypomina wielki niebieski kłąb (wylinka jakiegoś smerfa??) i nie mam pomysłu na zmianę wzoru, to sfotografuję go kiedy indziej.
A teraz avanti - zupa cebulowa, oraz "wojna w zatoce" albowiem udało mi się wreszcie przeziębić i usiłuję zwalczyć draństwo.

12:25, justyna.ada
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 września 2009
W przerwie na oddech

Gm. Nie podoba mi się wygląd nowego Bloxa, nic nie mogę znaleźć w serwisie, musieli koniecznie wszystko przemieszać? Jak na półkach supermarketu, towar musi zmienić półkę co jakiś czas, żeby klientowi postawić przed oczy to, czego normalnie by nie oglądał wcale.

Niewiele dzieję, żeby pokazywać, bo a) dużo pracuję, bo jest sezon, i po prostu jestem zmęczona, b) zaczęłam się bardziej udzielać w chórze, co wprawdzie fajnie ładuje akumulatory, ale za to nie da się jednocześnie dziergać :/. Aha, i c) szykuję znów wyjazd zespołowy na weekendowe darcie paszczy, i będę ich męczyć, bo wredna franca jestem.
Ale pokażę, pokażę coś, jak skończę.

A w ramach "co słonko widziało", widziałam dziś panią w chuście (naturalnie pani ok. 80tki...), wykonanej wzorem żakardowym, co dość nietypowe przy chustach, w drobne motywy graficzne, oraz wielbłądy :-)))) Chusta raczej nie nowa, tonacje oczywiście piaskowo-brązowe, ale i tak się ładnie prezentowała.

 

poniedziałek, 14 września 2009
Sennika cd.

Piłkę śnić...?

Być może na skutek entuzjazmu manifestowanego przez Ślubnego na okoliczność wygranej naszych siatkarzy, śniłam rozgrywki w siatkówkę. Nie wiem, w jakiej drużynie przyszło mi grać, ale wiem, że albo ja byłam małego wzrostu, albo ta siatka tak wysoko zawieszona, że jak bym nie podskakiwała, to nijak nie szło tej piłki przebić :). A potem się okazało, że piłeczka jest taka maleńka, jak ziarnko grochu, i w ogóle trafić w nią nie sposób...
Ale się namęczyłam :)

Dziubię dalej dżinsową chustę, ale tak mnie już ten wzór znudził, że chyba coś innego dalej wymyślę, no nie mogę już... (ziew).

10:59, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2009
Faroese odsłona I

O, tak mi się udało rozłożyć początek drania... Te farfocle to albo markery, albo szpilki.
Ma z tego wyjść taki właściwie nietoperz :-) I w sumie kolor wyszedł dość wiernie, taki dżinsowy właśnie... Dziewczyny na spotkaniu stwierdziły, że będzie znakomicie nadawał się do... dżinsów :-))))) Znaczy się, strój weekendowy?

faroese

 
1 , 2