O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
środa, 29 września 2010
Rozdroże

Nie, nie chodzi o plac w Warszawie... Jestem na rozdrożu w kwestii muzykowania. Wiedziałam, że to nastąpi, prędzej czy później, ale nie wiedziałam, że aż tak szybko.

Potrzebuję dużo odwagi i rozwagi. I trochę szczęścia. I tych ludzi. Żeby się też nie bali. :)

Zobaczymy, jak będzie.

09:09, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 września 2010
Już

Dla mnie już skończył się wrzesień :-) i jestem wśród żywych.

I bardzo dobrze. Ostatni taki szalony weekend, na jakiś czas. Koncert zaśpiewany wczoraj. Publiczności nie było dużo, bo przed nami występowała Arka Noego, i jak skończyli, to publika wykonała manewr "exit!" i w długą :-D
Wyszło fajnie w sensie wokalnym, nagłośnienie niestety zawsze ścina część takich wykonań które z definicji są a cappella i unplugged, a bez próby akustycznej, to można sobie nagwizdać.
Wartość dodana pt. integracja zespołu - bezcenna.

A potem poszliśmy się zintegrować do knajpy, przy okazji moich imienin, i ta radość ze świętowania podpartego wspólnym osiągnięciem - też jest bezcenna.

Sobota upłynęła pod znakiem nagrania, z tego co słyszeliśmy w reżyserce, też nie jest źle, da się słuchać :-)) Więc teraz się zobaczy, co dalej da się z tym uczynić :)

Idę się ogarnąć w pracowych tematach, a wieczorem będę dziergać szydełkowe kwiatki :) I robić fotki. I siedzieć w fotelu...

09:27, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 września 2010
Nie odkryłam pewnie Ameryki

Na pewno niejeden Anglik przede mną poprzerabiał już dni tygodnia, ale według mnie tydzień pracy może wyglądać tak:

Moanday, Eeeewwsday, Whinesday, Firesday, Cryday.

To tak na szybko, może jeszcze coś nowego mi przyjdzie do głowy. Albo komuś innemu :)

poniedziałek, 20 września 2010
Jedno z czaszki...

Uff, jedno większe zobowiązanie z głowy. Koncert haendlowski za mną, mogło być lepiej ale jakoś tam poszło. Ale nie mogę przeboleć fałszujących pierwszych skrzypiec - akurat w moim numerze :(((((

Ale i tak teraz przede mną codzienne próby, bo w sobotę orka w studio. A w niedzielę nie-do-końca-poważny-występ :)

A za to szary dziurawy szal zblokowany, pozostało tylko naszyć jakieś kolorowe kwiatki czy cuś takiego. O. Małe a cieszy. :)

09:59, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 września 2010
Muszę nabrać oddechu

Jest źle.

Nabrałam na siebie za dużo i chcę wszystko ugrać. Teraz już zresztą nie mogę nie ciągnąć tego, co zaczęłam. Aby do końca września... jeden koncert, drugi koncert, nagranie, litości...

Chętnych zapraszam do Zalesia Górnego w niedzielę 19 września, (godzina 19.00) na koncert Haendlowski, będzie chór, orkiestra, ja też coś tam zawyję do księżyca.

Szary melanżowy szal prawie na ukończeniu. Ale ciągle mam próby... :]

Żeby rodzina nie wyparła się mnie ostatecznie, muszę natychmiast coś zrobić i zająć się trochę domem i jego mieszkańcami. Październik będzie miesiącem oszczędzania... będę oszczędzać siły na zamiary. A może po prostu miesiącem skupienia - będę się skupiać na tym co robię w danej chwili.

A w pracy - będą też zmiany, jeśli wszystko pójdzie tak jak chcę, to może moja praca nabierze trochę sensu - może trochę w zmienionym zakresie. Może będzie ładniej to nominalnie wyglądało w życiorysie :-) tylko że coś za coś... roboty przybędzie :(

piątek, 03 września 2010

Chwilowo S.A.W. będzie - niestety bądź stety - blogiem o mniej włóknistej strukturze niż dotąd. Dłubię bowiem coś i wywiążę się wcześniej czy później (w końcu jesień idzie) ale w wolnym tempie, bo wciągnęła mnie rzeczywistość pozawełnista a bardziej muzyczna.

Oczywiście pracuję tam gdzie przedtem, ale oprócz tego wsiąkam coraz bardziej czasowo w muzykę, w chór, w zespół. Ileś tam lat zdawało mi się, że schowałam to wszystko do szuflady, ale się nie udało :-)))
Staram się przygotować sensownie do koncertu 19-go, co jest trudne. Nie, nie jest trudno wyśpiewać te falbanki, to już znam. Najtrudniejsze jest przekonać słuchacza, żeby poczuł to samo co ja, żeby też zrobiło mu się gorąco, kiedy się okaże, że pod powierzchnią z rygorystycznie ułożonych nutek kipi wrzątek. Żeby na koniec śmiał się z radości, żeby wyszedł przekonany, że tak, to wszystko prawda, co oni śpiewają!

Ile endorfin mi buzuje we krwi, kiedy kilka osób niezależnie od siebie gapiących się w swoje nutki, zaczyna się wzajemnie słuchać, dostrajać, "przyklejać" dźwiękiem do siebie, i przejmować jeden od drugiego emocje, i nagle nie jest to zbiór poszczególnych głosów tylko jedna wspólna deklaracja - to tylko ja wiem.

Bo ja to kocham.

I dlatego priorytetem jest dla mnie chwilowo pełna integracja zespołu, nagranie i dalsze plany muzyczne. I niestety nie pójdę na Szarotki znów w niedzielę. Nie mogę pogodzić wszystkiego. I nie mogę też zostawić domowego "stada" bo mnie w końcu wyklnie.

09:21, justyna.ada , Muzyka
Link Komentarze (1) »