O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
niedziela, 28 października 2007
Inauguracja czasu zimowego
Och, tak to ja mogę czcić i zmianę czasu, i różne inne okazje.
Grono znajomych - z drobnymi wariacjami w składzie, więc nie ma mowy o skostnieniu. Ale też i stare dobre T.W.A. (z akcentem na A...)
I muzyka jaką się chce - to znaczy, zależnie, jaką kumpel ułoży playlistę. Stare i nowe, ale wszystko do tańca.
I ta rozmaitość napitków (pomieszałam, ale nic mi nie było)
I towarzystwo do tańca. (i ta kiecka za wąska, żeby zaszaleć)
I ta jedna nostalgiczna piosenka, którą bardzo lubię, i usłyszałam ją wczoraj ku swemu ogromnemu zaskoczeniu... :)
I ta błogosławiona zmiana czasu, dzięki której gdy wróciłam do domu około 1., okazało się, że to dopiero północ...

I te cholerne zakwasy dzisiaj. :-) I te bolące nogi. I te sińce, które jeden ze znajomych zademonstrował mi dzisiaj podwijając rękawy, celem wzbudzenia poczucia winy (no co miałam zrobić? okład z sody?), że zamiast tańczyć normalnie, uciekłam się do przemocy.
No tak, bo ja taka słodka Horpynka jestem.
sobota, 20 października 2007
Jaki kolor będzie następny...
...tego nie wie nikt :)
Moheru w tym oto kolorze (no dobra, ciemniejszym)


był chyba tylko jeden motek, więc chcąc nie chcąc, będę kontynuować w innym. Moheru ci u mnie dostatek, będziemy więc eksperymentować, niech się stanie szalikiem! Ciąg dalszy nastąpi, zamknę oczy i zobaczymy co wyciągnę.

A tu sobie radośnie podążam bezstresowo i bezwzorkowo (bezwzrokowo?), z zamiarem wymyślenia szydełkowych rękawów i kołnierza, ciekawe, czy wystarczy włóczki... (i czy się wreszcie nauczę robić zdjęcia aparatem Juniora)

Za każde szkolenie spotka cię zasłużona kara
Trzeba było się nie szkolić przez półtora dnia. Po co mi jakaś wiedza fachowa z dziedziny, którą się zajmuję... kiedy przecież bieżącej roboty jest tyle, że nie daje się przewalić. Ostatecznie przecież jest 4. kwartał roku...
Nie musiałabym wczoraj wracać do domu na tyle późno, żeby tylko zmienić kurtkę na płaszcz, i natychmiast wyjść, bo szliśmy ze znajomymi do teatru. I nie byłabym taka padnięta, że zamiast iść z nimi do knajpy, spadliśmy do domu na domowego grzańca i tyle. A to dlatego, że w perspektywie była sobota w pracy.
Co niniejszym zrealizowałam, albowiem uwielbiam przetargi :/

Ale za to pojeździłam sobie po mieście prawie bez korków... I muszę przyznać, że kiedy siedziałam w pustym biurze, to wcale a wcale nie dzwonił telefon. :-)

ps. Ale po Wszystkich Świętych przyjdzie nowa osóbka do pracy, to może zrobi się lepiej - z drugiej strony, trzeba będzie ją wdrażać, a kiedy się zrobi bieżące rzeczy?? kociokwik...

środa, 10 października 2007
Luźne gadki 2

Ja: M, zapisałam się na te twoje wykłady z (temat szkolenia fimowego)
M: Ooo, to może mi je przygotujesz, hę? :-)

Nie ma to jak trener przygotowany na każdą okazję...

poniedziałek, 08 października 2007
Co jest...
... z tymi bananami? To samo, siedzę i jem banana, wchodzi księgowy, i z miejsca cały szkarłatny. Cholera... przeniosę się z tym do kuchni. Albo będę kroić na kawałki i jeść widelcem ;-)
sobota, 06 października 2007
Luźne gadki 1
Piję sobie kawę, konsumuję banana (jako że bardzo mi pasują te smaki razem).
Kolega prawnik przechodząc koło moich drzwi:
- Justyna, ale ty perwersyjnie wyglądasz z tym bananem!...

I niestety poszedł dalej. A szkoda, bo zamierzałam tegoż banana w wyuzdany sposób oblizać, żeby się speszył.
czwartek, 04 października 2007
Odsiew
Prowadzę wielce twórcze rozmowy pt. odsiew wstępny, z kandydatkami do pracy w naszym dziale. Na koniec podrzucę wybrane osobniki G, żeby mogła dokonać ostatecznego dzieła (a ponieważ ja też będę pracować częściowo z tą osobą, więc i w moim interesie leży, żeby była sensowna).

Powaliło mnie na kolana CV, w którym autorka jako jedną ze swych cech wymienia "dokładność". Dodam, że na przestrzeni 1 strony A4, niezbyt gęsto zapisanej, życiorys zawiera 5 (pięć) literówek wołających o pomstę do nieba, bijących po oczach chyba każdego, nie tylko mnie wyposażoną w -0,5 dioptrii. Znaczy się, że nawet tego, co napisała, nie czyta. Uuuu.

A, i jeszcze jedno, bo ja taka niedzisiejsza jestem. Ta młodzież obecna to jakaś dziwna... :-)
Za moich czasów, chadzało się na "interview" po to, żeby zrobić dobre wrażenie na potencjalnym pracodawcy. No i jednym z elementów tego wrażenia był tzw. przyzwoity wygląd. Nie tam żeby zaraz wyglądać jak na własnym pogrzebie, ale na litość boską - nie przychodźcie w jakichś wygniecionych t-shirtach, sweterkach, dżinsach, jakichś szmatkach psu z gardła wyciągniętych. Pokażcie że chociaż trochę poważnie traktujecie sprawę, przychodząc do firmy która uchodzi za poważną. Bo mi się słabo robi na sam widok.

Ach, no i jeszcze - jak nie dukacie po angielsku ani be, ani me - nie piszcie że macie znajomość języka w stopniu "średnio zaawansowanym". Bo jak usiłuję zagadać po angielsku, a dowiaduję się, że nie, no ten angielski to ściema, bo kandydat ani dudu - no to może inne umiejętności to też ściema?? Piszcie uczciwie "początkujący", albo coś...