O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
sobota, 31 października 2009
De...co?

Junior ma w gimnazjum, prócz normalnych lekcji, jeszcze tzw. przedmioty dodatkowe. Z różnych powodów wylądował na zajęciach plastycznych (pełna nazwa: zajęcia plastyczne z elementami wzornictwa). No więc rysują, malują...

Wczoraj oznajmia: "Muszę kupić takie pudełeczko na te zajęcia. - Jakie pudełeczko? - No takie drewniane... będziemy mieli zajęcia z deco... decu... deku... no jak to się nazywa... dekupażu!"

Bardzo się starałam nie umrzeć ze śmiechu, wyobraziwszy sobie śliczną szkatułkę odpicowaną przez mojego zbuntowanego metalowca w trupie czaszki i inne sympatyczne emblematy :-)))

12:52, justyna.ada
Link Komentarze (4) »
piątek, 30 października 2009
Poczytność

Zakładam, że klasyfikacja Top 1000 na Bloxie to najbardziej poczytne blogi. I że pierwsze 100 blogów to w takim razie blogi najpoczytniejsze. Czasem sobie śledzę ten ranking, i bawią mnie przetasowania w tej pierwszej setce. Kiedy nadchodzą jakieś święta, na przykład Bożego Narodzenia, w pierwszej dziesiątce nagle pojawia się kilka blogów, których w życiu nigdy nie widziałam.

Albo na przykład pojawia się w tej pierwszej setce blog istniejący raptem od dwóch tygodni, zawierający zaledwie parę notek, za to o politycznej treści. No w życiu nie wierzę w takim przypadku, że ktoś go założył, po czym grzecznie poczekał, aż czytelnicy sami go odnajdą i zaczną masowo czytać...

Aha, całkiem dla zaspokojenia własnej prywatnej ciekawości, zrobiłam sobie malutką statystykę (to w ramach odreagowania statystyk służbowych), z której mi wynikło, że spośród 100 najpoczytniejszych (???) blogów:
- 16 jest o tematyce sportowej,
- 14 to tak zwane komentowanie rzeczywistości, powiedzmy ze publicystyka,
- 14 to kulinaria,
- 11 to różnego rodzaju pasje i zainteresowania,
- 9 to moda i szafiarstwo,
- a pozostałe 49 to już każdy na inny temat.

To tak tylko, dla sportu :-))) Oczywiście, dane wg stanu na dzisiejsze popołudnie :)

A dziś jest ponoć Dzień Spódnicy, dobrze że nie wystąpiły zawieje i zamiecie. Więc paraduję po biurze w plisowanej spódniczce o długości stanowczo nie przystającej do dress code'u. Ale co tam...

Co nowego

Jestem, jestem. Sesja fotograficzna odbyła się już jakiś czas temu, przy czym niestety w warunkach czterech ścian, natura bowiem wówczas poskąpiła dobrej pogody.
Będzie troszkę nowości w Fabryce, o na przykład takich... (jak już je wreszcie opiszę)

fu

A ja mało ostatnio dziergam, trochę się szkolę, a poza tym jestem zmęczona. A w międzyczasie zajmuję się na przykład "Vesperae Dominicales" Mielczewskiego. Bo u mnie w ogóle barok rulez... :-))) A muzyka polska z tego okresu wcale nie jest taka łatwa, choć nie tak znana... Co z tego, że to nie nazywa się Bach, kiedy tę polifonię może nawet trudniej jest zaśpiewać. Mimo niewielkiego skomplikowania poszczególnych linii melodycznych nie jest to wcale tak intuicyjne, i żeby nie zrobić sobie chóralnej zupy dźwiękowej, to trzeba się nagimnastykować. I jeszcze w miarę delikatnie, żeby nie zniszczyć. Efekt za to bardzo wdzięczny.

Zrobiłam sobie próbkę z Finy DK i nawet na drutach 4mm wychodzi, choć włóczka dość cienka - jest więc szansa, że mój biurowy sweterek powstanie niedługo. Jeszcze nie mam wymyślonego do końca wzorku...

11:52, justyna.ada , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 października 2009
Statystyka poimprezowa

Nowy didżej - szt. 1 (poprzedni też jest dobry, ale żeby życie miało smaczek... :-)

Nowa wykładzina do tańca - szt. 1 (sprawdziła się!)

Nowe twarze - szt. 4 (sądziłam, że będzie więcej, poza tym stara gwardia)

Nowe umiejętności - eeee, no znaczy nauczyłam się kroku do samby, ale już zapomniałam... A machanie biustem mi nie wychodzi. Widać nie ma czym machać :-)))

Imieniny koleżanki - szt. 1 (co oznacza pyszne żarcie i szampana)

Pyszne trunki, których przecież chciałoby się wszystkich popróbować - nie liczyłam.

Tabletki od bólu głowy następnego dnia - oj, co najmniej z pięć... :-)

Dziwne figury taneczne, niektórzy twierdzą że wyuzdane, ale co tam...(typu zwisy do góry nogami itd :-) - a znalazłoby się trochę.

Tancerze do tychże figur (zaufanie, pewność, zgranie...) - jak zawsze na posterunku :)

Bolące miejsca - szt. 4 (nogi, krzyż, ramiona, szyja :-) niestety osiemnastka już dawno za mną)

Maść do smarowania - zero :-(

Koncerty z chórem następnego dnia - szt. 1 (na szczęście króciutko i ja w II sopranie więc oszczędzająco...)

Endorfiny - jeszcze jadę na oparach ;-))))

niedziela, 25 października 2009
Wylinka

Udało mi się wreszcie wykończyć tego smurfa!!!

Nie mam na razie szansy na zdjęcie z wkładką mięsną, więc na plaskato w blokowaniu prezentuje się tak (kolor jest dżinsowy, nie dajmy się oszukać pogodzie):

wylinka

wylinka

wylinka


Teraz po zblokowaniu plecy mają długość ok. 88 cm, naprawdę toto długie :-) I rzeczywiście leży na człowieku jak sweterek, z tymi dopasowanymi ramionami.
Wyszło mi na drutach 3,5 - 200g Gracji (wełna/akryl) i nie wiem ile (może ze 100g?) włóczki, od której zgubiłam metkę, ale sądzę że to wełna, bardzo sie milutko z tego robiło. Jak na złość, skończywszy chustę, znalazłam poszukiwany wcześniej kłębek brązowej wełenki, która by mi też do tego zestawu z mitenkami pasowała. Trudno.

A teraz spadam, jeszcze dziś koncert, a po wczorajszym bailowaniu - o czym później - dokucza mi kręgosłup, już nie te lata... :)

piątek, 23 października 2009
O wyróżnieniach :-)

Zdarza mi się czasami otrzymać od kogoś miłe wyróżnienie, co zawsze bardzo cieszy, dowodząc, że nie tylko jest się czytanym, ale również komuś to czytanie sprawia przyjemność. Na przykład ostatnimi czasy (wiem, już chwilę temu, przepraszam...) trafiły mi się od Minimyszy (http://www.minimysz.blogspot.com/) i od Ona_i_ja (http://radosnyczas.blox.pl) takie oto bonusy:

 nagroda

nagroda

 (z tego pierwszego napisu nic nie rozumiem, z tego drugiego już więcej...)

Mam swoje ulubione blogi, które czytuję najczęściej, ale chyba dlatego, że są często aktualizowane - te, których właścicielki nie mają tyle czasu na pisanie, po prostu śledzę rzadziej, ot co.
Nie chciałabym nikogo skrzywdzić, nie doceniając. Tym bardziej, że ostatnio w blogosferze przewija się mnóstwo wyróżnień, a ja popadam w oczopląs - bo odnosze wrażenie, że we wszystkich chyba chodzi o to samo? Wyróżnienie koleżeńskie, przyjacielskie, kumpelskie... etc. :-) Rozumuję w swej naiwności, że chodzi w gruncie rzeczy o powiedzenie komuś "lubię Twój blog" a uzasadnienie jest chyba sprawą wtórną? :-))))

A ja w ogóle lubię robótkowe blogi! Im bardziej zróżnicowane w stylu, tym lepiej... Przyznaję, że najchętniej czytuję te druciane, bo mi najbliższe. A najprzyjemniejsze dla oka są te, gdzie jest... kolorowo i pojawia się dużo smakowitych kłębków (do głaskania kolców, jak pisałam wczoraj) :-)

***

Z dziennika włóczkoholiczki: wczoraj chyba tylko z pół godzinki... Praca... próba chóru... buuuu.
A jutro baila, baila, baila! Nareszcie! jesienne endorfiny na horyzoncie! A w niedzielę Lioton 1000 :-)

16:10, justyna.ada
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 października 2009
Praca nad sobą :-)

Postanowiłam, że w ramach autoudręczenia, będę sobie uświadamiać, ile to czasu spędzam nad kłębkami w ciągu dnia lub tygodnia (czytaj: i czemu tak mało?). Zdołowałam się bowiem, że taki marny przyrost robótkowy odnotowuję, co jest wstydem nad wstydy. A może uda mi się wymyślić jakiś lepszy gryplan, może na przykład będę zmywać nogami, albo klikać w klawiaturę, jednocześnie sobie dziergając :-) Blogowe towarzystwo prze do przodu jak pancernik Potiomkin, a ja - wstyd. Może odkryję jakieś niezagospodarowane jeszcze minuty...

Więc do roboty. Włóczka przewidziana na Wylinkę się już kończy, więc niedługo finisz, chcąc nie chcąc. Pozdrowienia z pracy tymczasem.

(update) A, i jeszcze jedno. Zauważyłam, że kiedy akurat nie udały mi się jakieś plany, zadziałała siła wyższa, więc oczywiście mam pretensje do całego świata oraz ludzików nie ponoszących winy za siłę wyższą - to bardzo mi dobrze robi oglądanie ładnych kłębków. Może nawet być na fotografiach, jeśli nie mogę w danej chwili pomacać. Jeśli akurat niemożliwe jest głaskanie wręcz, przez uprawnioną do tego osobę, to bardzo pomaga głaskanie miękkim włóknem... chowają się kolce :)

środa, 21 października 2009
Czad

Ponieważ, jak pisałam, w budynku, w którym pracuję, nie działa ogrzewanie - dzieją się rozmaite fajne rzeczy:

Jest zimno, a są to spore metraże. Więc grzejemy się: a. klimatyzacją, b. farelkami, c. olejakami.
W związku z tym, codziennie o bliżej nieokreślonej porze, wysiada prąd. Siadają sobie rozmaite jego fazy: raz jest to faza pt. "gniazdka w ścianie", raz "światło na sufitach", raz wszystko do kupy. Baterie w laptopach raz się ładują, raz się rozładowują...
Żeby było jasne, jesli siądzie prąd w gniazdkach, nie zrobi się ani kawy, ani herbaty, o dogrzewaniu również można zapomnieć... :-)
Konkretnej fazy prądu potrzebuje do życia także serwer - więc sieć firmowa wysiada nam również cyklicznie, co wydatnie podnosi poziom adrenaliny przy pilnych projektach.

No, i oczywiście znacznie bezpieczniej jest chodzić po schodach, niż jeździć windą, bo nie znamy dnia i godziny :-)

Żeby było jeszcze weselej, wczoraj - być może na skutek próby włączania kaloryferów przez właściciela budynku - zaliczyliśmy zalanie :-) Częściowe, bo częściowe, ale było trochę suszenia.
A dziś wchodzę do drugiego pokoju, i uderza mnie w nos swąd przypalonej farelki...

Czekamy z utęsknieniem na pożar bądź inną podobną rozrywkę :-) Jestem jednak dobrej myśli, gdyż dziś po raz pierwszy od miesięcy miałam w pracy możliwość umycia rąk w ciepłej wodzie. Co za luksus...

poniedziałek, 19 października 2009
Ascetyczne inspiracje

Przeglądam sobie różne wzory biurowych sweterków typu "must have", i z ażurami wprawdzie na razie nie znalazłam takiego, jak bym chciała (aha, ale sweterek Rene, który miała na spotkaniu robótkowym, to byłby właśnie odpowiedni! :-) ale za to poczułam miętę do ascetycznych sweterków stanowiących podstawę garderoby (a nudnych jak nie wiem co w robocie...) O takich: (fotki pożyczone z Ravelry, sweterki Norah Gaughan, Bonne Marie Burns, Wendy Bernard, Melissy LaBarre i Dropsa)

sweterek

(poniżej to samo na płasko, dla lepszego pojęcia)

sweterek

sweterek

sweterek

fave

sweterek

 drops

I pewnie sobie jakiś taki zrobię, jako alternatywę dla marynarek. Albo... pod marynarkę. W biurze, żeby była jasność tematu, wciąż zimno. Poza naszym pokojem, gdzie klimatyzacja na nas chucha, lodówa jak nie wiem.

Tylko nie wiem, kiedy to zrobię, zapewne na wiosnę, kiedy już grzanie nie będzie potrzebne...

niedziela, 18 października 2009
Żeby nie było, że się lenię...

Tu jest ukończony sweterek dla MCT (włóczka bawełniana, druty 4,5mm), ponieważ jednak jest trochę na wyrost, więc na razie modeluje go podłoga :-)
Na rękawach, z przodu i z tyłu jest taki sam wzorek zygzaka - założyłam, że więcej wzorów na tej włóczce nie będzie widać...
Aha, i guziki oczywiście docelowo czerwone nie będą! :-) ale do zdjęcia potrzebne mi było pięć jednakowych, a były czerwone.

sweterek

sweterek

sweterek

A tutaj Smerfowa Wylinka, karczek (tzn. ta środkowa część) teraz ma 70 cm przed blokowaniem, ale to jeszcze nie koniec, bo jeszcze troszkę tej szarej wełny (?) zostało (nie pamiętam, co to za włóczka, ale bardzo milutko sie z niej robi, aż żałuję, że nie mam więcej w innych kolorach). Na ramionach widać "garby" - to celowe, bo chusta ma być dopasowana do ramion. Rogi chusty niestety są pozawijane, bo dwie pary drutów, 100 i 120 cm, to jednak jest za mało żeby rozwinąć całość.

wylinka

wylinka

Jeszcze nie mam pomysłu na jakąś bordiurę, żeby toto wykończyć...

 
1 , 2