O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
poniedziałek, 20 lutego 2017
Dalej w krzakach...

... wściekłych. Urósł mi ten żywopłot już do wysokości pach, i teraz jeśli chodzi o wzór, to te krzaki zamierzają wypuścić jakieś kwiatostany bądź też coś na kształt makówek. Zobaczymy, jak to wyrośnie... To wszystko jest nieprzewidywalne :)

Zdjęcie niestety kiepawe, bo w sztucznym świetle (wieczorem najlepszy czas na dzierganie).

sweter żakardowy

Wycięcia pach (a potem dekolt) będą powstawały w technice steeking, czyli po naszemu "steków" :-) Ciekawe, jak to pójdzie, biorąc pod uwagę, że włóczka nie jest 100% wełną, i na dodatek jedna z nitek (Magic Fine) jest odrobinę zbyt gładka. No ale ten kolor... Trzeba będzie gęsto te steki poprzeszywać.

poniedziałek, 13 lutego 2017
Wściekłe krzaki albo pożar w lesie

Na początku miało być nastrojowo i romantycznie - wymyśliłam wzór na żakardowy sweter, który kojarzył mi się z płomieniami (że niby na intensywnie kolorowym tle tańczą ciemne płomienie...). Potem (po rozpoczęciu)  z tajemniczym lasem. Potem ewentualnie z pożarem lasu. A teraz przechrzciłam go na "wściekłe krzaki"... Wygląda bowiem tak (zdjęcie z wczorajszego Szarotkowa):

sweter żakardowy

Wzór jest typu freeform :P
Sweter jest w jednym kawałku (znaczy, pulower) aż do ramion - a wycięcia na rękawy będą miały "steki", które rozetnę. Ale już rękawy (jeśli powstaną w ogóle) to będą gładkie. Nie muszą tak grzać, jak niewątpliwie będzie grzać korpus...:)

Włóczka to Magic Fine YarnArt (tło) i Cinque Alto LanaGrossa (krzaki). Jedna i druga wydajna (300m/100g). Obawiam się tylko, że Magic Fine może się zmechacić.

Mam drobne zastrzeżenia do tego swetra-w-toku. Po pierwsze, za ciepła kolorystyka, jak dla mnie - za dużo brązu i pomarańczu (jestem zdecydowanie oziębłym typem kolorystycznym). Po drugie, krzaki zbyt rosochate. Ale to pewnie dlatego, że włóczka i druty za grube. Gdybym robiła na trójeczkach z szetlandzkiej wełenki, to by nie było takiej pikselozy.

Trudno. Tak mi się spodobała ta włóczka (MF), że będzie tęczowo i będę wzniecać wizualny pożar :) Może jeszcze nawet tej zimy, jeśli odpowiednio długo potrwa...

środa, 25 stycznia 2017
Przymiarka

żakard

Próbka (wzorem bez dokładnie wyliczonych kształtów,  chodziło o znalezienie liczby  oczek przy danej włóczce w technice norweskiej) zrobiona, teraz tylko nabrać zylion oczek i jedziemy dookoła... 

Można oczywiście dziergać żakard w te i wewte, nie naokoło,  ale zbytnio tego nie lubię,  bo po lewej stronie gorzej widać wzór,  i wolniej go przybywa.

Nie, sweter nie będzie pomarańczowy :) tylko wielobarwny...

wtorek, 17 stycznia 2017
Swetrowa deklaracja, czyli w kawałkach

Kiedyś, dawnymi laty, zanim się człek zachłysnął internetowymi dobrociami informacyjnymi, nie był jeszcze świadom, że istnieje 1001 metod robienia swetrów w jednym kawałku i od góry. Natomiast czytało się grzecznie w źródłach, że sweterek składa się z części, trzeba je zrobić, najlepiej mając wykrój, a potem zszyć.
Potem się naczytał człek internetów i został poddany indoktrynacji, że oto ZSZYWAAANIEEE swetrów jest najgorszym złem, jakie może się przytrafić nieszczęsnej dziewiarce, i najfajniej jest nie musieć niczego zszywać.
Pewnie jest w tym ziarno prawdy. Sądzę, że chyba nie chodzi nawet o sam proces dziubania igłą (no, nie lubię tego, fakt, te majtające się nici, fuuu...) tylko o to poczucie obezwładnienia, kiedy już druty odłożone, i chciałoby się zażyć trochę triumfu - a tu, hehe, leżą przed nami jak gadzie wylinki, strzępki, które dopiero będą swetrem. Jak już pozszywam i jeszcze na domiar złego - wykończę (czyli znowu będę musiała złapać druty, i to będzie neverending story, aaaaa!).
Obstawiałabym powszechnie panujący strach przed Wirusem Drugiej Skarpetki - czyli po zrobieniu z sukcesem jednej skarpetki, zasoby energii potrzebne na drugą okazują się wyczerpane. Takoż i w kwestii swetrów (nie daj Boziu, jeśli to kardigan...)

Przerobiłam zatem w ciągu iluś lat rozmaite metody dziergania swetrów (pulowerów i rozpinanych) w jednym kawałku. Zwykły raglan od góry, contiguous, ziggurat... z dekoltem takim, owakim, z guzikami, bez...

I być może po prostu jestem tępa :) albo coś z moją sylwetką nie tak. Ale wyszło mi, że wtedy, gdy robiłam swetry jak krawiec przykazał, to one pasowały. Zszywałam, i pasowały.
Natomiast te wszystkie metody chroniące mnie przed odrażającym zszywaniem, niestety w moim przypadku udowodniły, że jest jedna gorsza rzecz niż zszywanie. Mianowicie - niepasujący sweter.

Jasne - przy jednokawałkowych metodach istnieją też sposoby na dopasowanie do konkretnej sylwetki (kanciastości ramion, szerokości pleców, rozmiaru biustu, szerokości pachy, talii...) I raglan też nie musi mieć dodawania oczek co drugi rząd, może być co trzeci, i tak dalej... Trzeba się tylko wtedy odpowiednio naobliczać. To ja nie wiem, czy już nie szybciej zszyć :)

Jak narysuję sobie wykrój 1:1, na podstawie prawidłowo zdjętych wymiarów, i w trakcie robienia przykładam do niego moje wylinki, to potem musi pasować, nie ma siły. I wtedy dobrze wyglądam i w takim swetrze chętnie chadzam. I nigdzie mi się nie ciągnie i nie marszczy.

Więc niniejszym zeznaję, że powracam do rysowania wykrojów w częściach (OK, wyjątek będą stanowić swetry żakardowe, bo zamierzam dziergać je w kółko, a kardigany ciąć, patrz steeking). No, może tylko rękawy z główką będę wrabiać, bo szew w tym miejscu zwykle nie jest zbyt zgrabny. Ale to nic nie zmienia.

Przez wykrój rozumiem wykrój :) czyli coś takiego typu jak poniżej (przy czym wszystkie części rysuję w całości, nie połówki)

wykrój przykład

(schemat pożyczony z Dropsa: www.garnstudio.com)

Howgh.

środa, 27 lipca 2016
Szaro, beżowo, i kolorowo

Jak tylko coś udziergam, wrzucam na FB. I sama się na siebie zżymam, że to taka łatwizna. Bo nie trzeba nic pisać, człowiek wrzuci fotkę, inni wcisną łapkę albo inny emotikon, i tyle se pogadali.

Z drugiej strony - jakoś nie ciągnie mnie do publikowania przemyśleń na niewłóczkowe tematy. Nie mam potrzeby dzielić się z całym światem, ilekroć sobie o czymś pomyślę. Może dlatego, że spodziewam się albo obojętności (a kogo to obchodzi?) albo też złośliwych czy negatywnych reakcji (wsadzanie kija w mrowisko, albo: uderz w stół a nożyce się odezwą - a nie lubię konfliktów). A ja sobie cenię dobrą atmosferę :)

Nb. zawsze mnie to zachwycało, jak można robić świetną muzykę z ludźmi, z którymi nie da rady prawie zamienić słowa, bo kiepsko ze znajomością języków obcych. Ten język jest uniwersalny, i nie ma problemu z porozumieniem :))))) wystarczy zacząć grać/śpiewać...

**********

Dużo mam roboty, dziergam coś na okrągło (i na płasko też :)), czasem od razu to coś wybiega z mojego domu ekspresowo do nowego właściciela, a czasem nie - i na przykład to jeszcze nie wybiegło:

Taki szyjogrzej mi wyszedł z pokazywanej poprzednio włóczki. Układa się, jest miękki i na pewno szyję trochę ogrzeje (ale bez duszenia, bo luźny jest).

A w szarości zamarzyło mi się coś takiego - z tej samej włóczki robiłam kiedyś spodnie dla malutkiej dziewczynki i teraz mi się wymyśliła sukienka i sweterek. Tylko guzików jeszcze nie dobrałam, trudno taki kolor znaleźć (naprawdę). [edit: guziki już są, tylko przyszyć... a to przecież taka okropna robota...:P]

wtorek, 31 maja 2016
Kremowo-beżowo

Takie cosik upolowałam na ciuchach - yyyy, uratowałam od wyginięcia! :) [dlatego też embargo włóczkowe nie obowiązywalo]

louise harding willow tweed

louise harding willow tweed

A co z tego będzie, pokażę następnym razem. W międzyczasie zaś będzie pewnie coś niemowlęcego, bo znów będę ciocią za jakiś czas :))) Fajne takie nieletnie ciuszki robić. Chętnie bym ich więcej natworzyła, tylko kiedy...?

poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Szarotki na głowę

Wspólne dzierganie robi dobrze na głowę. Przez wspólne rozumiem w większej liczbie osób, ale mogą być nawet dwie. Na "Szarotkach" zwykle jest sporo więcej :) Fakt, nie ze wszystkimi zawsze się uda pogadać, ale zawsze trochę się uda. I nie tylko o dzierganiu. I powygłupiać się da, i parę miłych słów usłyszeć/podać dalej.

Te parę godzin zawsze mija nie wiadomo kiedy, a co się człowiek naogląda i naobmacuje, to jego. Czasem się wraca do domu bez kasy, ale za to z nową włóczką :). I nawet najbardziej uprzykrzone wzory nie są takie nudne. Jedyna wada szarotkowania jest taka, że jeśli się człek zagada, to może się przytrafić potem prucie :/

wtorek, 22 marca 2016
Dom, w którym straszy... grzybnia

Nie jest dobrze publicznie chwalić się tym, co mamy cennego w mieszkaniu, co sobie właśnie kupiliśmy, a co może interesować potencjalnego złodzieja. Ale to i tak mnie nie dotyczy, bo nie posiadam w mieszkaniu szczególnie cennych przedmiotów, chyba, że o wartości sentymentalnej. Niemniej jednak nie uzewnętrzniam tego, po co ma sobie otoczenie ze mnie dworować...

Ponadto, jeśli chodzi o mieszkanie, to staram się nie dopuścić, żeby się w nim rozmaite paskudztwa zalęgały. Takie, jak mole, pleśnie (poza serem pleśniowym), i inne naloty. Z kurzem bywa różnie, ale i tu staram się, żeby chałupa nie straszyła.

Ale mimo to, na przestrzeni lat uszło mojej uwadze, że podstępnie i po cichu, w moim domu rozprzestrzenia się grzybnia. Gdzieś pod powierzchnią dywanów, pełznąc rurami, po plecach szaf, kryjąc się za kablem od internetu. Plecha zapuszcza swoje "korzonki" w wiklinowych koszykach, pokrywa szczelnym kożuchem wszystkie półki w szafach, a przy każdym otwarciu drzwi sypie znienacka deszczem zarodników.

Postanowiłam dzielnie stawić czoło grzybni przy pomocy saperki i Excela. Po kilku dniach walki poszufladkowałam ją, powciskałam do przegródek "nazwa", "skład", "waga", "kolor", itp. Część komórek tabeli oznaczyłam komentarzem "do zbycia". U dołu tabeli jest suma.

Jest tego około 60 kilogramów.
No więc ten tego... Gdyby mnie ktoś ukarał dożywotnim aresztem domowym, to może byłaby szansa to zwalczyć. A tak, to nie wiem.

piątek, 18 marca 2016
Precz z białością :)

Żeby odpędzić bielmo, zakrywające oczy :) rzucam się na kolory. Nie wymaga to specjalnego wysiłku, bo kolor zawsze lubiłam (wbrew tendencjom modowym obecnym na ulicach i w sklepach, gdzie piękne jest to, co szare, czarne, i takie same jak u wszystkich...)

Świeżo wykończona małoletnia sukieneczka żakardowa...

sukieneczka na drutach

Bardzo przyjemnie się robiła. Niedługo powstanie podobna, ale z bawełną i dorosła :)

Natomiast nie wiem, co mnie podkusiło (wiem - za dużo oglądactwa tego, co inne dłubią...), żeby złapać się za cieniznę skarpecianej grubości i druciki 3mm i dziubać sweterek dla siebie samej. Ze wzorem azurowym, ale tylko na plecach. Nie szkodzi, i tak mi to zajmie wieki, bo cienizna, jeśli nie jest w przekroju okrągła (a nie każda jest), to się jakoś wolniej przerabia. 

Jeszcze na uwiecznienie czeka zaczęta na Szarotkach chusta, bardzo kolorowa. Na Szarotkach dzierga się szybciej niż samotnie w domu. Dlatego trzeba uprawiać szarotkowanie jak najczęściej, ot co.

wtorek, 16 lutego 2016
Troszkę o żakardach

Tak mi się zebrało, bo akurat złapałam "fazę" i dziergam sobie dziecięce sukieneczki ze wzorkami żakardowymi. Jedna taka, o (niewykończona jeszcze, pod szyją plisa zapięcia na guziczki, co do rękawów to jeszcze nie zapadła decyzja :)). Zdjęcia wszystkie w trybie roboczym, komórkowe, urlopowe, więc jakość może nie zadowalać...

sukieneczka na drutach

Ta była dziergana od góry, z raglanowymi rękawkami. Wzór sobie narysowałam, po bożemu :)
Druga powstaje od dołu, i wzór powstaje w trakcie, bez rozrysowywania, jako freestyle :), a zatem może nie być zbyt wyraźny (tylko oczka sobie liczę...).

Dla lepszej widoczności zdjęcie bez flesza, i z fleszem:

żakard

żakard

A tutaj, w ramach ciekawostki parę fotek technicznych - a nuż komuś się przyda informacja:

Jak dziergam żakardy? Zdaje mi się, że parę lat temu już o tym pisałam, ale nie pamiętam, więc zrobiłam zdjęcia jeszcze raz :)
Najczęściej stosuje się w jednym rzędzie dwa kolory włóczki. Żeby co chwilę nie puszczać i nie łapać nitki w danym kolorze, i żeby zachować właściwe naprężenie, prowadzę je w jeden z poniższych sposobów. Uwaga, ułożenie nitek względem siebie jest istotne.

Albo sposobem "dwuręcznym", przy czym nitka wzoru jest w lewej ręce, a nitka tła - w prawej. To ważne, bo wtedy nitka tła prowadzona jest w taki sposób, że dociska oczka wzoru do robótki, uwydatniając wzór.

żakard

Przerabia się oczka na prawo (rzadko na lewo we wzorach żakardowych), przy czym nitką z lewej ręki przerabiam zwyczajnie, a z prawej - techniką anglosaską, czyli narzucając nitkę na prawy drut, o tak:

żakard

Ważne jest, żeby palcami trzymającymi prawy drut i robotę, jednocześnie rozprostowywać całą robótkę, tak aby nitki prowadzone z tyłu roboty nie ściągały jej.

Albo też, trzymam obie nitki na jednym palcu, i robię "zwyczajnie", przy czym nabierając raz jedną nitkę, raz drugą, też trzeba uważać, żeby nitka wzoru była prowadzona przed nitką tła, patrz uwaga wyżej :))

Można dla ułatwienie rozdzielić sobie delikatnie te nitki...

żakard

Albo nie rozdzielać :)

żakard

O, i cała filozofia.:-))))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46