O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
piątek, 05 maja 2017
Pierwszy dzień z zapachem

Wiem, że niby już wiosna od dawna, i że w jednych miejscach przyroda rozwija się wolniej, w innych szybciej, a poza tym nawet jeśli my nie czujemy wiosennego powiewu, to i tak roślinki mają wbudowane oprogramowanie, które im mówi, że mają rosnąć :) mimo tego, że dopiero w czasie majówki schowałam kozaki definitywnie do szafy...

Ale dopiero dzisiaj dotarł do mojego nosa (przez okno pracowe) TEN zapach. Zapach tego drobiazgu, co rozwija się na drzewach i krzaczkach, z małych skromnych pączków, a potem tworzy z daleka widoczną mgiełkę koloru białawego albo żółtawego, a jak się spojrzy z bliska, to jest jak fraktale, rozdrabniające się do wewnątrz. A jak przystawić nos, to nos będzie zapylony :)

Albowiem pracuję w miejscu, koło którego jest na szczęście sporo zieleni, i przez okno dobiega skądinąd denerwujący hałas kosiarki do trawy, ale tym razem się z niego cieszę.

Zapach wpływający strużką przez okno informuje mnie, że jest życie na tej planecie.

most siekierkowski

rosochate drzewo

(Lasy Otwockie: drzewo bardzo przypominało mi "chopinowską wierzbę", ale chyba nie udało mi się tego do końca unaocznić, bo inaczej wyszłoby pod światło...)

środa, 25 stycznia 2017
W przejściu między światami

Skład osobowy w ramach tego porannego kursu jest w miarę stały, co dzień więc w drodze do pracy obserwuję prawie ten sam zestaw ludzi. Tak, obserwuję ich :) mam tylko nadzieję, że to nie wygląda zbyt natrętnie i staram się omiatać ich wzrokiem delikatnie, jak antyki miotełką do kurzu, i obejmować szerokim polem widzenia. Przyglądam się zwłaszcza tym, którzy nie są zajęci swoimi smartfonami (bo ci mają opuszczone głowy i gapią się w ekraniki). Niektórzy przysypiają, lekko otępiali z rana, inni coś czytają, słuchają przez słuchawki, albo patrzą przed siebie nieobecnym spojrzeniem.

To oczywiste, że jeśli ktoś ma na sobie coś ładnie włóczkowego, to staram się zeskanować wzór i wyobrazić sobie, jak bym to mogła zrobić :)

Przyglądam się twarzom kobiet, z makijażem i bez, gładkim i ze zmarszczkami, studiuję kolor włosów, jego temperaturę w porównaniu z barwą skóry, kolorystykę stroju... Wyobrażam sobie, kim mogą być, kiedy nie jadą akurat autobusem, kiedy nie znajdują się w tym „przejściu między światami”, gdzie wszystko jest jeszcze zawieszone, i z którego można wysiąść i na przystanku „Narnia”, i na różnych innych. Pasażer schrödingerowski :) - już jest spóźniony, a jednocześnie nie, bo jeszcze nie przeszedł do świata pt. praca.

Wiem, że każdy ma swoją historię, i że niektóre z tych historii mogą być dramatyczne. Każdy toczy własną batalię.

Ona może mieć około 30 lat, obrączka na palcu. Bardzo spokojny ubiór, żadnej awangardy. Zero makijażu, a typ urody całkiem nie rzucający się w oczy, ale za to rysy twarzy regularne. Ściągnięte w kucyk włosy. Gdyby ją lekko umalować, rozpuścić włosy, a dobry fotograf zrobiłby zdjęcia, wyszłaby pięknie i szlachetnie. No ale w porządku, nie każdy przecież lubi się malować.

Częsty w tym miejscu na Ziemi „nadwiślański mysi” kolor włosów, szaroniebieskie duże oczy, jasna chłodna karnacja. Ponury ciemnoszary płaszcz. Szalik  w jakimś rudawym beżu. Beżowa czapka. W tej kombinacji ona nie ma szans, kolor z jej twarzy zostaje wyssany jak krew, a ona sama znika i rozmywa się, jak złożona chorobą.

Niebieskie klasyczne dżinsy – chociaż tyle, ulga dla oka! :)

Przychylić jej błękitnego nieba! Zanim wysiądzie! Otworzyć tubki z farbami, chlapnąć na ten obrazek niebieskością, plamą z wiśni, morską wodą! Dodać trochę granatu, fioletu, różowego, mięty… podłączyć kroplówkę z kolorami, wsączyć orzeźwiający sok w żyły, niech blade zimowe światło wie, że ma się odbijać i w bezbarwnej chodzącej ramce namalować życie!

Oczywiście, wiem, to tylko moje dywagacje, nie każdy lubi być zauważany i wyróżniać się z tłumu, i nikt nie będzie przeze mnie na siłę „uszczęśliwiony” :)

 paleta

 



poniedziałek, 01 lutego 2016
Niespodziewana sesja

Studenci mają swoje sesje egzaminacyjne - a mnie się trafiła niespodziewana sesja zdjęciowa (nam - mnie i potomkini) z ulubioną fotografką :) Tak nagle, z piątku na sobotę. Z szalikami. Zdjęcia będą wkrótce, to tylko zajawka :)

środa, 27 stycznia 2016
Plany...

Wiem, że robienie planów może tylko rozśmieszyć Pana Boga, jak głosi porzekadło :) Niemniej jednak, plany dziergalnicze w razie niewypału nie spowodują wielkich strat, mam nadzieję... Nie chciałam robić sobie sztywnych harmonogramów, ani też brać udziału w różnych wyzwaniach (typu 12 swetrów, 52 czapki, itd w ciągu roku :)), bo wtedy gubi mi się motywacja. Ale trafiłam na "a href="http://thisknittedlife.com/2016-knitting-bucket-list-must-knits/">taki oto wpis blogowy</a> i uświadomiłam sobie, że ja też mam mnóstwo obiektów pożądania, jeśli chodzi o udziergi. Często wrzucam je na swoją tablicę pinterestową zatytułowaną "wishlist". Podzielę się, bo może ktoś się zmotywuje...:)

Kolejną tunikę chcę. Mam kilka, ale akurat nie samodzielnie udzierganych, więc musi być.

Nową czapkę, i to przed końcem zimy :) Fioletowa musi być. A do niej nowe rękawiczki :) najlepiej z palcami...

Fioletowy kardigan. Szary kardigan. Te kolory bardzo lubię, a swetry wierzchnie to konieczność.

Chusty ażurowe. Nowe. I spruć szal z Malabrigo lace, jeśli się jeszcze nie sfilcował od leżenia w szafie, i przerobić na coś innego. Jeśli się nie sfilcuje w trakcie dziergania... :) A może ktoś wie, jak uniknąć filcowania tej skądinąd ślicznej wełny?

Skarpetki wreszcie dla siebie i na swój rozmiar.

Sukienkę o swobodnym kroju. Myślałam o szydełkowej, ale chyba wyszłaby za ciężka, więc zostanę przy drutach. Wełna estońska jest cudna, ale zęby ma bardzo ostre :( więc chyba coś innego...

To tak na gorąco :) dodam, że oczywiście włóczka na to wszystko już dawno czeka. Tylko czas nie czeka :/

PS. Co to oznacza, jeśli nastoletnia potomkini dziewiarki nie chce, żeby jej coś uplątać? Swetrów, rękawiczek nie nosi, czapkę i szalik ma z sieciówki (o niebiosa...!), komina nie chce, itd... Dodajmy, że rówieśnicze pokolenie nosi takowe stroje. O tempora, o gustus!

środa, 30 grudnia 2015
Staro-nowo

To nudne pisać na blogu n-ty raz o tym, że mało czasu, no nie? :) To akurat jest stare i trudno to zmienić.

Naoglądałam się po internetach różnych sprytnych rozwiązań do organizacji przestrzeni domowej (wystarczy w Pinterest wklepać "organization ideas") i doszłam do wniosku, że piękne to i cudne, ale prawie zawsze po pięknym zorganizowaniu przestrzeni, te wszystkie graty i graciki zajmują więcej miejsca niż gdy stanowiły bałagan. Bo są pięknie zaaranżowane. 
Ponieważ nic mi nie przyjdzie ze stwierdzenia, że aby żyć w pięknie poukładanych wnętrzach z niskim poziomem entropii, trzeba mieć duże metraże (przeprowadzki w perspektywie nie widzę) - uciekam się do bardziej swojskich metod :) Szpanersko to się nazywa decluttering, a w tłumaczeniu na proste żołnierskie słowa - wywalanie :) Staram się wyprowadzić z chałupy, co niepotrzebne (włóczki są wyłączone z czystki, bo mam do nich stosunek emocjonalny). 

Wdrożyłam natomiast skwapliwie sposób na okiełznanie kłębowiska splątanych kabelków do wszelakich sprzętów - poprzez włożenie ich po zwinięciu w puste rolki od papieru toaletowego :) Wygląda cudacznie, ale przynajmniej każdy jest osobno.

Śpiewa się, oczywiście. Dla rozrywki - wizualizacja, jak wyglądam, kiedy mnie słychać :) Jako bonus, reszta zespołu, kiedy ich też słychać :) [talizmanowe kolczyki partyturowe od Mamoon zawsze aktualne...] To zdjęcie było w poważnym repertuarze sakralnym, ale z nastaniem karnawału przerzucę się raczej na bardziej świeckie nastroje :)

Splata się. <a href="http://www.splotartystyczny.pl/portfolios/robotki-na-drutach">tu</a> można się zapisywać na splatanie ze mną, czy ktoś początkujący, czy już trochę umie kłębić.

W przedświątecznym sezonie nakłębiłam się czapek jak głupia :) o, na przykład takich...

czapka na drutach

czapka na drutach

czapka na drutach

czapka na drutach

czapka na drutach

czapka komin na drutach

czapka szydełkowa

I jednego zwyklaka zielonego sobie machnęłam, o... (w rzeczywistości kolory bardziej soczyste, ale nie wyszły)

sweter na drutach

sweter na drutach

Następny miał być niepasiasty. Ale znów mam włóczkę w kilku kolorach. Dlatego będzie szydełkowy, żeby uniknąć wciągania miliona nitek - można je na bieżąco wszydełkowywać :)

wtorek, 17 listopada 2015
Aaaaaa pilnie przyjmę

...trochę czasu. Od dwóch całych dni ani razu nie miałam w rękach ani drutów, ani szydełka :( Za dużo entropii w chacie po urlopie, i jeszcze o zdrowie trzeba się zatroszczyć, bo cenne a ulotne, i za dużo zajęć popołudniowych. Nie, żebym narzekała na te zajęcia, bo lubię śpiewać i lubię uczyć dziergania :) Ale kiedy mam robić fotki? Dokończyć 3 chusty i 2 szaliki? Pokazać zdjęcia?

...i się wyspać?...

czwartek, 05 listopada 2015
Intensywnie

Intensywnie to ja żyję chyba zawsze... Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się nudziłam. Chyba, że gdzieś byłam uwięziona nie mogąc robić nic i nie mając czym zająć rąk. :)

W piątek będę o tutaj:

Sobie samej na chłody uplątałam taką czapę (cóż, manekin ma długi włos, a ja bardzo krótki, ale mam nadzieję, że nie będzie źle wyglądać)

czapka szydełkowa

a oprócz tego masę innych rzeczy (część już wcześniej, ale dopiero zdjęcia się zrobiły)

chusta szydełkowa

szal kolory jesieni

czapa na drutach

czapka wełniana szydełkiem

poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Porządkowanie

Naszła mnie faza na uporządkowanie rozmaitych spraw w życiu pozakłębkowym (jeśli w ogóle takowe istnieje...:)). Zatem oprócz czystek i przeszeregowań w zapasach dziewiarskich (mimo czystek, wcale się nie skurczyły jakoś istotnie) poczynam sobie dzielnie w innych dziedzinach, materialnych i niematerialnych. 

w sferze materialnej - uwielbiam wyrzucanie (nie dotyczy akcesoriów dziewiarskich). Uwielbiam to uczucie, kiedy po przewaleniu stosu przydasiów (papierów, ciuchów, pojemniczków...) dochodzę do wniosku, że ta większa sterta idzie sobie na śmietnik/do oddania/do przetworzenia etc., a zostaje mi mnóstwo wolnego miejsca. Na kolejne sterty przydasiów...? :))))

Żarty żartami, ale chodzi o jakieś poczucie wolności. Nieprzytłoczenia i niepodduszenia. Poczucie nowych możliwości być może?

I jeszcze, podoba mi się idea dawania rzeczom drugiego życia. Czasem się staram i coś z tego wychodzi :) 

środa, 25 marca 2015
A gdyby tak, czyli być może z powodu wiosny

To się pojawia o różnych porach roku, ale ponieważ idzie wiosna, więc dłuższy dzień, cieplej, roślinki wyłażą w polu widzenia, przyjemny wiaterek chłodzi kitę...

Napada człeka (= mnie) nagle tęsknota za czymś, co można by określić może nawet nie jako minimalizm, ale bardziej odgruzowanie (angielskie "decluttering" mi się kojarzy), odśmiecenie i odgracenie trybu życia, stanu posiadania i w ogóle. 

Vox śpiewał niegdyś "A gdyby tak" :) A gdyby tak nie mieć tylu papierzysków w chałupie (jakie to zagrożenie pożarowe...), tyle kurzu na durnostojkach, tyle ciuchów, które na pewno założę (aha...), tyle dziwnych pudełek, tyle gratów głęboko w szafie (nie moje), i jeszcze do tego mieć więcej czasu na spacery, przeczekać w ukryciu brudzący remont i odkopać rower, móc spokojnie kupować książki nie martwiąc się, gdzie je upchnę, jeść zdrowe jedzonko (no dobra, staram się...), nie musieć tyle rzeczy robić, mieć czas pomiędzy wszystkim, na co już go nie wystarcza, itd, itp.

Pewnie brzmi znajomo?... Raz czy dwa w roku urządzam akcję "klamoty won", ale to za mało. Po co mi tyle przedmiotów na co dzień, za dużo tego wszystkiego dookoła. Pamięci nie starcza, żeby wiedzieć gdzie co leży. Połowa z tego co "gdzie leży...?" jest raczej niepotrzebna. Niech mnie ktoś zmotywuje, może choć koleżeństwo z blogosfery? :-))))

[disclaimer: powyższe nie dotyczy a) nut, b) włóczki.]

piątek, 21 listopada 2014
Dzieje się intensywnie

Za mało godzin jest w dobie, a nie jestem w stanie oszczędzać bardziej na godzinach snu. I tak śpię za mało... Zatem plotę, kłębię i plączę nici, pilnie, kiedy tylko znajdę wolną chwilę - na przykład w trakcie smażenia naleśników, czekając aż kolejny naleśnik się z którejś strony dosmaży, można machnąć jakiś detal szydełkiem, nabrać oczka na druty, i takie tam.

Ława, czyli stanowisko pracy, zawalona kłębkami i aktualnymi robotami. Wszystkie pilne, bo ludziom zimno w różne części ciała. Potem nie zdążam tego obfotografować, bo ucieka z rąk.

Dlatego wklejam zdjęcie "etujów" na telefony, w towarzystwie małych torebeczek, które powstały juz jakiś czas temu, ale chyba nie pokazywałam (?).

pokrowce na telefon

Oczywiście, bez śpiewania nigdy nie może się obejść, jest śpiewane, ćwiczone, intensywnie pracowane :), i większa forma w przygotowaniu - na pewno dopiero po nowym roku będzie do słuchania.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38