O dzianinie ręcznie wykonanej, na drutach i szydełkiem - w różnych formach i kolorach, w oparach włóczkoholizmu. I jeszcze o śpiewaniu...
Archiwum
Tagi
POLetsy handmade in Poland
środa, 14 czerwca 2017
Powyżej pewnego wieku

 

 

Mieszkam na osiedlu o wysokiej średniej wieku.
Od zawsze bacznie obserwuję ludzi, w autobusach, siedzących na ławkach, stojących w kolejce. Jakie robią miny, jak się ubierają, jaką mają intonację głosu...

Od dawna się zastanawiam, jaką osobą sama będę na starość. Nie chodzi mi o wygląd, bo na to ma duży wpływ na przykład zdrowie. Chodzi mi o stan umysłu. 
Z upływem czasu zastanawiam się częściej :)

Na moim osiedlu jest pełno starszych pań.

Od dawna mam tzw. zagwozdkę, dlaczego starsze kobiety tak często ubierają się w rzeczy szarobure, jakby ziemistobrązowe czy szarobeżowe. (nie mam nic do tych kolorów :) tylko że nie każdy w nich dobrze wygląda...) 

Jeśli zaopatrują się w second handach (a są na na osiedlu dwa, cieszą się powodzeniem, też tam nieraz bywam i można upolować świetne ciuchy) to przecież dostępnych kolorów jest cała paleta (w przeciwieństwie do sieciówek, gdzie nieraz trudno o wybór).
A może ubierają się w małych osiedlowych sklepach pasmanteryjno-bieliźniarskich, gdzie można dostać bezkształtne worki w ziemistych kolorach?
Tak, wiem, że kwestia finansowa... Ale kolor od tego nie zależy.

A może istnieje przekonanie gdzieś zakorzenione w zbiorowej świadomości, że powyżej pewnego wieku nie należy: malować na kolorowo paznokci, nosić ubrań o innym kształcie niż worek, a na pewno w kolorach odróżniających człowieka od tła. Dlaczego? Żeby nie podkreślać swojego wieku? Żeby nie wyglądać jaskrawo? Nie zwracać na siebie uwagi? Żeby nie wyglądać...?

Najlepiej, żeby wcale nie wyglądać. Zniknąć. 

Czy kiedy mając lat kilkadziesiąt, pomaluję paznokcie i założę ciuchy w jakimś konkretnym kolorze, to będę wyglądać starzej, niż w burym worku? A może powyżej pewnego wieku w ogóle już nie wypada wyglądać, być widoczną i najlepiej przemykać się w tle?

  

"Leszczyna się stroi w fioletową morę,
a lipa w atłas zielony najgładszy...
Ja się już nie przebiorę,
na mnie nikt nie popatrzy.

Bywają dziwacy,
którzy z pokrzyw i mleczów składają bukiety,
lecz gdzież są tacy,
którzy by całowali włosy starej kobiety?

Jestem sama,
Babcia mi na imię –
czuję się jako czarna plama
na tęczowym świata kilimie..." [M. Pawlikowska-Jasnorzewska "Starość"]

sobota, 18 maja 2013
Praca w sobotę

...to nie jest najfajniejszy pomysł :/ Ale za to można pojechać sobie spokojnie przez puste ulice rowerem :-) i po drodze mieć takie widoczki - na wielką wodę, krzaki, a w oddali "Manhattan" :-)

wisła

czwartek, 08 grudnia 2011
Pełno

Mam pełno zajęć. Cały dzień, dzień w dzień. To nie oznacza, że nic nie dziergam, chociaż faktycznie mniej. Może w sobotę przy pogodzie uda się pstryknąć jakieś fotki, na dowód... na razie zasuwam jak motorek, wzrok mi szwankuje od długiego gapienia się w monitor (od przybytku głowa może nie boli, ale oczy to owszem...), a tu za pasem i kolejne jarmarki świąteczne, i koncert 17.12 do przygotowania. O, ten.

środa, 23 lutego 2011
10 lat

Ha. I did it. Postanowiłam pożegnać się z dotychczasowym miejscem pracy.

Dziesięć lat to sporo. Czas na zmiany. Nie wiem jeszcze, czy coś dobrego przyniosą, ale muszą nastąpić.

No dobra... ale przyznaję, potrzebuję trochę pozytywnych fluidów.

środa, 02 lutego 2011
Zaraz to taka duża bakteria

Bardzo się przejmowałam i stresowałam swoimi zadaniami w pracy, i od miesiąca nie mogłam doleczyć rozmaitego rzężenia, więc teraz jak mnie dorwał jakiś bakcyl to tkwię w domu łykając antybiotyk. I pewnie tak potkwię jakiś czas.

Może wreszcie się wyśpię. I uwaga, na drutach będę robić... :-))

piątek, 28 stycznia 2011

Nie jest dobrze, weekend też spędzę w biurze. Mam tego dość...

czwartek, 27 stycznia 2011

Jak już naszła mnie faza na dzierganie, to uaktywniła się praca, i dzierganie mogę sobie wsadzić tam, gdzie niebezpiecznie ze względu na druty ://

Pozdrawiam służbowo. Wrrrr.

środa, 03 listopada 2010
Dział Szkoleń :/

Znów mi odchodzi z zespołu jedna osoba... Długo nie było rotacji, więc nie dziwi nic.

Muszę znów kogoś zatrudnić, znów wszystko od Adama i Ewy wyjaśniać, uczyć... pilnować, sprawdzać błędy. Tego typu zajęcia to owszem, lubię, ale w muzyce.
A sezon jest w pełni, i roboty tyle że trudno przerobić. Rotacja niestety przychodzi w złym momencie.

A ja... się rozglądam...:-)

czwartek, 23 września 2010
Nie odkryłam pewnie Ameryki

Na pewno niejeden Anglik przede mną poprzerabiał już dni tygodnia, ale według mnie tydzień pracy może wyglądać tak:

Moanday, Eeeewwsday, Whinesday, Firesday, Cryday.

To tak na szybko, może jeszcze coś nowego mi przyjdzie do głowy. Albo komuś innemu :)

czwartek, 29 lipca 2010
Dźwięk postrachem pracownika

Już wiem, czyj to był pomysł, żeby na rozmaitych stronach po otwarciu wyskakiwały reklamy bijące decybelami po uszach, jak objazdowa dyskoteka. Albo (czego już wybitnie nie znoszę) muzyczki na blogach.

To na pewno pomysł jakiejś konfederacji pracodawców. Żeby pracownik który nie wpadł akurat na wyłączenie sobie głośników, a opiernicza się grzebiąc w sieci, ściągnął na siebie powszechną uwagę i potępienie. :P

A tak naprawdę: po co komu decybele na blogu? to ma pomagać w jego czytaniu?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9